"Górali" filmowa historia - w 4 lata z dna (prawie) na szczyt! Część II
27.12.2010
Przeczytaj pierwszą część tekstu >
Po zatrzymanym Piecuchu, funkcję prezesa przejął Jerzy Wolas. Duże znaczenie miało też powołanie Rady Patronackiej (na czele z obecnym prezesem Januszem Okrzesikiem), która miała wspomagać klub. Główny cel nowych władz - wyprowadzenie Podbeskidzia na finansową prostą. Jak się okazało, działacze wypracowali też znakomitą strategię w sprawie korupcji - w przeciwieństwie do innych klubów, dobrowolnie poddali się karze, dzięki czemu nie zdegradowano zespołu, lecz pozbawiono go sześciu punktów na starcie kolejnego sezonu. To miała być odroczona degradacja...
Tak się jednak nie stało, bo drużyna stworzona przez młodego i zdolnego trenera, Marcina Brosza, prezentowała się świetnie, grała piękny futbol i niespodziewanie włączyła się do walki o awans. Ostatecznie na finiszu zabrakło, jak zwykle, niewiele - bielszczanie zajęli szóste miejsce. Gdyby nie sześć ujemnych punktów, awansowaliby do ekstraklasy.
W kolejnym sezonie cel był już jednak jasny. Wzmocniony zespół Brosza świetnie zaczął rozgrywki, przez jakiś czas prowadził, ale później coś się w drużynie zacięło. Wiosna była już kompletnie nieudana, a mimo to, Podbeskidzie do końca biło się o awans. Zabrakło... dwóch punktów, których nie udało się zdobyć w ostatnim meczu ze Zniczem Pruszków. Wskutek degradacji ŁKS-u Łódź i niedopuszczenia do ekstraklasy Widzewa Łódź, w Bielsku-Białej oczekiwali, że zostaną dopuszczeni do baraży z Cracovią. Te jednak... odwołano, utrzymując w lidze krakowian. Znów się nie udało.
Po kolejnym niepowodzeniu musiał przyjść następny krach. Choć klub w wyniku bardzo oszczędnej polityki zaczął wychodzić na finansową prostą, wyniki wołały o pomstę do nieba. Stery w klubie przejął Janusz Okrzesik, funkcję trenera powierzono Robertowi Kasperczykowi, który miał utrzymać drużynę w lidze. Cel osiągnął, ale w sposób będący przeciwieństwem pewnego. Przed ostatnim, wyjazdowym meczem w Świnoujściu, bielszczanie nie byli pewni utrzymania. Kto wie, jak potoczyłaby się historia klubu, gdyby przegrali. Wygrali 3-0...
Wreszcie tegoroczna jesień. Klub niepostrzeżenie przekształcił się w profesjonalnie działający, w którym zawodnicy chcą grać, gdyż wiedzą, że to, co mają zapisane w kontraktach, znajdzie się na kontach. Zadbano o bazę treningową, coraz realniejszych kształtów nabiera budowa stadionu. O finansowych problemach nikt już nie pamięta, o korupcji lepiej, żeby wszyscy pamiętali - niech będzie to przestroga na przyszłość. Nie trzeba już sprzedawać najlepszych zawodników po to, by dotrwać do następnego miesiąca.
"Górale" zanotowali najlepszą rundę w historii, są na drugim miejscu w tabeli. Wydaje się, że ekstraklasa jeszcze nigdy nie była tak blisko. Najbliższe półrocze pokaże, czy Podbeskidzie wyjdzie z tej "filmowej" historii zwycięsko i z brzydkiego kaczątka przekształci się w łabędzia, czy też pozostanie "wiecznym I-ligowcem", z łatką drużyny, na której ciąży fatum.
Po zatrzymanym Piecuchu, funkcję prezesa przejął Jerzy Wolas. Duże znaczenie miało też powołanie Rady Patronackiej (na czele z obecnym prezesem Januszem Okrzesikiem), która miała wspomagać klub. Główny cel nowych władz - wyprowadzenie Podbeskidzia na finansową prostą. Jak się okazało, działacze wypracowali też znakomitą strategię w sprawie korupcji - w przeciwieństwie do innych klubów, dobrowolnie poddali się karze, dzięki czemu nie zdegradowano zespołu, lecz pozbawiono go sześciu punktów na starcie kolejnego sezonu. To miała być odroczona degradacja...
Tak się jednak nie stało, bo drużyna stworzona przez młodego i zdolnego trenera, Marcina Brosza, prezentowała się świetnie, grała piękny futbol i niespodziewanie włączyła się do walki o awans. Ostatecznie na finiszu zabrakło, jak zwykle, niewiele - bielszczanie zajęli szóste miejsce. Gdyby nie sześć ujemnych punktów, awansowaliby do ekstraklasy.
W kolejnym sezonie cel był już jednak jasny. Wzmocniony zespół Brosza świetnie zaczął rozgrywki, przez jakiś czas prowadził, ale później coś się w drużynie zacięło. Wiosna była już kompletnie nieudana, a mimo to, Podbeskidzie do końca biło się o awans. Zabrakło... dwóch punktów, których nie udało się zdobyć w ostatnim meczu ze Zniczem Pruszków. Wskutek degradacji ŁKS-u Łódź i niedopuszczenia do ekstraklasy Widzewa Łódź, w Bielsku-Białej oczekiwali, że zostaną dopuszczeni do baraży z Cracovią. Te jednak... odwołano, utrzymując w lidze krakowian. Znów się nie udało.
Po kolejnym niepowodzeniu musiał przyjść następny krach. Choć klub w wyniku bardzo oszczędnej polityki zaczął wychodzić na finansową prostą, wyniki wołały o pomstę do nieba. Stery w klubie przejął Janusz Okrzesik, funkcję trenera powierzono Robertowi Kasperczykowi, który miał utrzymać drużynę w lidze. Cel osiągnął, ale w sposób będący przeciwieństwem pewnego. Przed ostatnim, wyjazdowym meczem w Świnoujściu, bielszczanie nie byli pewni utrzymania. Kto wie, jak potoczyłaby się historia klubu, gdyby przegrali. Wygrali 3-0...
Wreszcie tegoroczna jesień. Klub niepostrzeżenie przekształcił się w profesjonalnie działający, w którym zawodnicy chcą grać, gdyż wiedzą, że to, co mają zapisane w kontraktach, znajdzie się na kontach. Zadbano o bazę treningową, coraz realniejszych kształtów nabiera budowa stadionu. O finansowych problemach nikt już nie pamięta, o korupcji lepiej, żeby wszyscy pamiętali - niech będzie to przestroga na przyszłość. Nie trzeba już sprzedawać najlepszych zawodników po to, by dotrwać do następnego miesiąca.
"Górale" zanotowali najlepszą rundę w historii, są na drugim miejscu w tabeli. Wydaje się, że ekstraklasa jeszcze nigdy nie była tak blisko. Najbliższe półrocze pokaże, czy Podbeskidzie wyjdzie z tej "filmowej" historii zwycięsko i z brzydkiego kaczątka przekształci się w łabędzia, czy też pozostanie "wiecznym I-ligowcem", z łatką drużyny, na której ciąży fatum.
Polecane
I liga