"Górali" filmowa historia - w 4 lata z dna (prawie) na szczyt! Część I

27.12.2010
Rzadko udaje się odmienić cały klub tak szybko jak dokonano tego w Bielsku-Białej. Cztery lata temu obawiano się, czy Podbeskidzie dokończy rundę. Dziś jest wicemistrzem jesieni...
W piłce nożnej trudno w ogóle podnosić argument, że któryś z zespołów na coś zasługuje. Tu nie ma sprawiedliwości, zasługi się nie liczą. Jeśli jednak... ktoś na ekstraklasę zasługuje, to jest to Podbeskidzie Bielsko-Biała. Ostatnie lata to dla tego klubu historia wzlotów i upadków. Wzloty mogły się skończyć wejściem na szczyt, ostatecznie jednak zawsze trochę do niego brakowało. Upadki mogły za to zakończyć istnienie klubu. A wszystko to w ciągu sześciu lat!

Przed rozpoczęciem sezonu 2004/2005 w Bielsku-Białej stwierdzono, że czas powalczyć o pierwszy, historyczny awans do ekstraklasy. Drużyna trochę okrzepła na szczeblu ówczesnej II ligi. Najpierw ledwo się w niej utrzymała, ale w kolejnym sezonie zajęła już dobre siódme miejsce. Piastujący pozycję prezesa Stanisław Piecuch postawił na model budowy potęgi wzorem Florentino Pereza z Realu Madryt - klub miał ściągać wielkie nazwiska. I ściągał!

W bielskim Galacticos pojawili się Grzegorz Pater, przez lata czołowy piłkarz Wisły Kraków, który strzelił dwa gole Barcelonie i miał epizod w kadrze, Paweł Sibik, który dwa lata wcześniej sensacyjnie pojechał na mundial do Korei i Japonii, Adam Kompała, były król strzelców ekstraklasy, i inni znani na salonach piłkarze, jak Błażej Radler, Daniel Dubicki, Rafał Andraszak czy Artur Prokop. By dopełnić koncepcję Pereza, skład uzupełniono wychowankami (Piotr Koman, Mariusz Sacha), co budzi skojarzenia z madryckim "Zidanes y Pavones".

Wyniki były najlepsze w historii, ale i tak... dalekie od oczekiwań. Ostatecznie Podbeskidzie zajęło piąte miejsce w lidze, przegrywając z Widzewem Łódź szansę gry w barażach ledwie o jeden punkt. Gwiazdy odeszły bądź zostały wyproszone z powodu zbyt małego zaangażowania na boisku, a większego przy kasie. W Bielsku-Białej nastąpił krach. Klub stracił płynność finansową, zatrudniał przeciętnych piłkarzy, miał wieczne problemy z pieniędzmi. Pojawiło się ryzyko, że Podbeskidzie nie dokończy rundy. Kibice organizowali zakup cegiełek, chcąc ratować swój klub. Na boisku zawodnikom szło fatalnie. Od początku bielszczanie plasowali się w dolnej części tabeli, nawet na ostatnim miejscu.

W sezonie 2004/2005 były umiejętności, a nie było zaangażowania. Rok później stało się już odwrotnie. Ostatecznie bielszczanom przyszło walczyć o utrzymanie w barażach. W pierwszym meczu zremisowali z Pelikanem Łowicz 1-1. O przyszłości zespołu miał zadecydować rewanż w Bielsku. Goście na 14 minut przed końcem, przy stanie 2-2, egzekwowali rzut karny, który mógł być gwoździem do trumny bielskiego futbolu. Łukasz Merda jednak obronił, a bielszczanie w fantastycznej końcówce zdobyli trzy gole i uratowali II-ligowy byt.

W kolejnym roku miało być jednak jeszcze trudniej. Komisja Ligi wymierzyła bielszczanom karę relegacji do niższej klasy rozgrywkowej za długi. W dodatku na początku sezonu 2006/2007 zostali zatrzymani prezes Piecuch, kapitan Pater oraz drugi trener Michał Nowak. Wszystko w związku z aferą korupcyjną. Wyszło na jaw, że bielszczanie byli zaangażowani w ustawianie meczów w sezonach 2003/2004 i 2004/2005. Widmo degradacji wydawało się nieuchronne. Komisja Ligi jednak złagodziła karę do pięciu, potem trzech ujemnych punktów, wreszcie została ona całkowicie zawieszona. Choć bielszczanie prezentowali się na boisku fatalnie, przegrali dwa ostatnie mecze sezonu (z Kmitą Zabierzów 0-3, z Ruchem Chorzów 0-4), to wskutek karnych degradacji innych drużyn znów się utrzymali.

O tym, jak ułożyły się dalsze losy "Górali", w drugiej części tekstu, którą zamieścimy jeszcze dzisiaj.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również