Górale źli na siebie: Odpukać, ale to się mogło skończyć jak z ŁKS-em

21.09.2010
Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. "Górale", choć notują świetne wyniki, wiedzą nad czym muszą pracować. - Niepotrzebnie dopuszczamy do nerwówki pod koniec - mówi Sebastian Ziajka.
Mecz z ŁKS-em Łódź - Marcin Mięciel strzela wyrównującego gola w 89. minucie. Spotkanie z Flotą Świnoujście - Michał Ciarkowski zdobywa bramkę kontaktową w 88. minucie i doprowadza do bardzo emocjonującej końcówki. Skąd się bierze takie zachowanie bielszczan? - To tkwi w głowach, w naszej podświadomości. Jak się prowadzi 2-0, to automatycznie trochę się cofa. I to jest właśnie nasz błąd, że myślimy, że mecz jest już wygrany. Tego powinniśmy unikać, bo przecież to starcie, odpukać, mogło się skończyć jak z ŁKS-em. Przeciwnicy też mieli stały fragment gry w końcówce, ale na szczęście Rysiek Zajac wypiąstkował piłkę - mówi Adam Cieśliński, napastnik bielskiej drużyny.

Podobną diagnozę postawił na pomeczowej konferencji prasowej trener Robert Kasperczyk. - Niestety, znów nie wyszła nam końcówka i na to musimy zwrócić uwagę. Przy stanie 2-0 chłopcom chyba zdawało się, że mecz sam się wygra. Nie z taką drużyną jak Flota Świnoujście - przyznaje. - Niepotrzebnie wprowadzamy nerwową atmosferę w końcówkach, zamiast dowieźć wynik do końca - dodaje Sebastian Ziajka. Ciekawe czy po tej zgodnej diagnozie, bielszczanom uda się naprawić ten problem. W kontekście dalszej rywalizacji, tracenie bramek w końcówkach meczów może mieć bardzo poważne konsekwencje.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również