"Górale" tęsknią za "starym" Kołodziejem. To jego ostatnia szansa?
18.12.2010
Gdyby w piłce nożnej były możliwe zmiany powrotne, Kołodziej byłby wielokrotnym reprezentantem Polski. Pomocnik wchodziłby na boisko, by wykonać rzut wolny i wracałby na ławkę rezerwowych. Futbol różni się jednak od siatkówki czy koszykówki, dlatego "Koło" gra tylko w I lidze. A kiedyś jego kariera zapowiadała się na zdecydowanie większą... Wprawdzie siedem goli w pierwszych dwóch sezonach w Bielsku-Białej nikogo nie powalało na kolana, ale bramkarze z zaplecza ekstraklasy nazwisko zawodnika Podbeskidzia musieli zapamiętać, bo każdy strzał z połowy przeciwnika pachniał golem dla bielszczan.
Prawdziwa eksplozja talentu miała miejsce w sezonie 2007/2008. Kołodziej stał się prawdziwym liderem drużyny, która była rewelacją ówczesnej II ligi. Zdobył aż 14 bramek, będąc najlepszym strzelcem "Górali" i jednym z najlepszych w całej lidze. Rozpaczali za nim wszyscy, gdy okazało się, że za darmo przenosi się do Górnika Zabrze. Tam jednak nie zachwycał. Długo nie mógł się przebić do składu, czasem wpuszczano go na końcówki spotkań. Jego "kopyto" ukryte w lewej nodze pozwoliło jednak zdobyć w całym sezonie trzy gole. Tyle że zabrzanie po 31 latach opuścili wówczas ekstraklasę.
Tymczasem bielszczanom bardzo brakowało kogoś, kto strzelałby dużo bramek z dystansu. Bardzo chciano widzieć Kołodzieja z powrotem w Podbeskidziu, dlatego gdy jeden ze sponsorów zdecydował się wykupić pomocnika z Górnika, decyzji tylko przyklaśnięto. Wprawdzie ostrzegano, że piłkarz nie przepracował całego okresu przygotowawczego, ale już po kilku tygodniach zdobył dwa bardzo ważne gole w meczu ze Stalą Stalowa Wola. Spodziewano się, że wiosną, po przepracowaniu zimy, wróci stary dobry Kołodziej.
A jednak wiosną nie tylko jego dorobek bramkowy był mniej okazały. Gra również coraz bardziej odbiegała od tej sprzed dwóch lat. Problemem była też kondycja, która sprawiała, że rzadko kiedy był w stanie wytrzymać na boisku więcej niż godzinę. Zanim w trzeciej kolejce bieżącego sezonu doznał kontuzji barku, wykluczającej go z gry do listopada, w pierwszym meczu, z Kolejarzem Stróże, został zmieniony po 57 minutach, gdyż "było bardzo gorąco", a w kolejnym trener ściągnął go już w przerwie. - Zawodnicy, których zmieniłem, nie rozumieli, że gramy o zwycięstwo - powiedział później Robert Kasperczyk.
Z rundy na rundę Kołodziej jest dalej od formy, którą prezentował przed wyjazdem do Zabrza. W Bielsku-Białej czekają na powrót kąśliwych, potężnych strzałów, dokładnych podań i dobrego rozgrywania. Jeśli jednak zawodnik wiosną nie przypomni sobie dawnej dyspozycji, jego czas w Podbeskidziu może, wraz z kontraktem, dobiec końca.
Prawdziwa eksplozja talentu miała miejsce w sezonie 2007/2008. Kołodziej stał się prawdziwym liderem drużyny, która była rewelacją ówczesnej II ligi. Zdobył aż 14 bramek, będąc najlepszym strzelcem "Górali" i jednym z najlepszych w całej lidze. Rozpaczali za nim wszyscy, gdy okazało się, że za darmo przenosi się do Górnika Zabrze. Tam jednak nie zachwycał. Długo nie mógł się przebić do składu, czasem wpuszczano go na końcówki spotkań. Jego "kopyto" ukryte w lewej nodze pozwoliło jednak zdobyć w całym sezonie trzy gole. Tyle że zabrzanie po 31 latach opuścili wówczas ekstraklasę.
Tymczasem bielszczanom bardzo brakowało kogoś, kto strzelałby dużo bramek z dystansu. Bardzo chciano widzieć Kołodzieja z powrotem w Podbeskidziu, dlatego gdy jeden ze sponsorów zdecydował się wykupić pomocnika z Górnika, decyzji tylko przyklaśnięto. Wprawdzie ostrzegano, że piłkarz nie przepracował całego okresu przygotowawczego, ale już po kilku tygodniach zdobył dwa bardzo ważne gole w meczu ze Stalą Stalowa Wola. Spodziewano się, że wiosną, po przepracowaniu zimy, wróci stary dobry Kołodziej.
A jednak wiosną nie tylko jego dorobek bramkowy był mniej okazały. Gra również coraz bardziej odbiegała od tej sprzed dwóch lat. Problemem była też kondycja, która sprawiała, że rzadko kiedy był w stanie wytrzymać na boisku więcej niż godzinę. Zanim w trzeciej kolejce bieżącego sezonu doznał kontuzji barku, wykluczającej go z gry do listopada, w pierwszym meczu, z Kolejarzem Stróże, został zmieniony po 57 minutach, gdyż "było bardzo gorąco", a w kolejnym trener ściągnął go już w przerwie. - Zawodnicy, których zmieniłem, nie rozumieli, że gramy o zwycięstwo - powiedział później Robert Kasperczyk.
Z rundy na rundę Kołodziej jest dalej od formy, którą prezentował przed wyjazdem do Zabrza. W Bielsku-Białej czekają na powrót kąśliwych, potężnych strzałów, dokładnych podań i dobrego rozgrywania. Jeśli jednak zawodnik wiosną nie przypomni sobie dawnej dyspozycji, jego czas w Podbeskidziu może, wraz z kontraktem, dobiec końca.
Polecane
I liga