"Górale" nie wytrzymali kondycyjnie. Może trzeba było zamieszać?

22.03.2011
- Czuć było w nogach mecz z Wisłą Kraków - przyznał Sławomir Cienciała, kapitan Podbeskidzia po meczu z Niecieczą. - Chłopakom w drugiej połowie brakowało sił - dodał Robert Kasperczyk.
Nic dziwnego, że na grze bielszczan w spotkaniu z Niecieczą odbiło się spotkanie z Wisłą Kraków. Wszak z krakowianami trzeba było grać na najwyższych obrotach przez pełne 90 minut. Trener Robert Kasperczyk na łamach Gazety Wyborczej powiedział, że Puchar Polski nie przeszkodzi Podbeskidziu, bo dysponuje szeroką kadrą i nawet gdyby mógł skorzystać tylko z 85% składu, to i tak poradziłby sobie. To prawda, ligę i puchar pewnie da się skutecznie połączyć, jest tylko jedno "ale". Trzeba rotować składem.

Dlatego może zastanawiać dlaczego na ciężką murawę przeciwko Termalice Kasperczyk wypuścił  od pierwszej minuty aż ośmiu zawodników, którzy trzy dni wcześniej zagrali pełne spotkanie przeciwko "Białej Gwieździe". Kiedy Robert Demjan czy Frantiszek Metelka oddychali już rękawami, na ławce siedział Dariusz Kołodziej, który miał w nogach tylko kwadrans w meczu z  Wisłą. Powszechnie znane są jego problemy z kondycją, ale te 15 minut chyba aż tak go nie wymęczyło, by nie mógł zagrać z Niecieczą? Zwłaszcza, że na śliskiej murawie jego mocne strzały z dystansu mogły przynieść efekt.

Podobnie ma się sytuacja z Sylwestrem Patejukiem. Kiedy się na niego stawiało w zeszłym sezonie, był najlepszym strzelcem bielszczan. Kiedy się na niego stawiało mało, jak jesienią, potrafił wejść na boisko i strzelić ważne bramki. Kiedy jednak siedzi na trybunach, nie jest w stanie pomóc drużynie. Gdyby Damian Chmiel czy Krzysztof Zaremba dostali szansę od pierwszej minuty, ich gra mogłaby też wyglądać lepiej niż po wejściu z ławki na ostatnie minuty. W końcu nie każdy jest Adamem Cieślińskim, który kilkadziesiąt sekund po pojawieniu się na boisku, zdobywa bramki.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również