Gliwiczanie z Superpucharem!
18.01.2009
24 sekundy potrzebował Maksym, aby jako pierwszy wpisać się na listę strzelców. - Tak szybko zdobyta bramka ustawiła ten mecz. Jednak z drugiej strony sprawiła, że sami zaczęliśmy siebie usypiać. Momentami graliśmy aż zbyt mądrze - stwierdził menedżer gliwiczan, Roman Sowiński, a tą mądrością była fenomenalna momentami zdolność utrzymywania się przy piłce.
P.A. Nova potrafiła wymienić między sobą nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt podań! Gracze Kupczyka długimi minutami biegali, naciskali, lecz byli bezradni. Rywalizacja o Superpuchar Polski była smakowitym kąskiem dla koneserów futsalu, bo taktyka odgrywała pierwszoplanową rolę. - Zostaliśmy ustawieni przez trenera zbyt bojaźliwie. Bronić, bronić... A trzeba było zabiegać rywala - irytował się Krzysztof Filipczak, gracz ekipy z Krakowa, w naszym regionie znany z występów w Chorzowie.
Mistrz kraju zdecydowanie dominował niespełna kwadrans. Kiedy nieco opadł z sił, Kupczyk zaczął coraz śmielej zapędzać się pod bramkę Bartłomieja Nawrata. Bramkarz gliwiczan był jednak przeszkodą nie do przejścia. Interweniował z niesamowitym wyczuciem. - Gdyby nie Bartek, to może nawet na przerwę schodzilibyśmy z prowadzeniem - przyznał Filipczak. W słupek trafił Dąbrowski. Sytuacji sam na sam nie wykorzystał Kossak. Z metra nie posłał piłki do bramki Filipczak. Równie dobrą okazję zaprzepaścił Słupek. Pod drugą bramką szanse na podwyższenie mieli Dewucki, Korczyński, a po minięciu bramkarza do pustej bramki nie zdołał skierować piłki Franz.
Wreszcie nastąpił moment przełomowy. Wojtas wykorzystał indywidualny błąd rywala i strzelił drugą bramkę. Przez ostatnie pięć minut Kupczyk grał z wykorzystaniem lotnego bramkarza. - Bywa, że udaje się dzięki temu wyrównać. Bywa, że i przegrywa tak wysoko, jak my w tym meczu, co zamazuje obraz meczu - skwitował trener gości, Robert Nazarewicz.
- Musieliśmy się odsłonić. Nie mieliśmy nic do stracenia - dodawał Filipczak. Tak otwarta gra z mistrzem zemściła się. - Kupczyk chyba opadł nieco z sił, a my zrobiliśmy to co należało. Wykorzystaliśmy kolejne okazje - cieszył się Szymon Maksym.
Ozdobą spotkania był gol Korczyńskiego, który posłał piłkę do siatki przeciwnika spod własnego pola karnego! Kropkę nad „i” postawił Stasiak, dobijając strzał Franza. W tym momencie Sośnica już wiedziała. P.A. Nova pokazała klasę i na tydzień przed wznowieniem sezonu ligowego zdobyła kolejne trofeum w swojej historii. - Nie składamy broni w walce o mistrzostwo. Jesteśmy w stanie wygrać 11 meczów - zapowiedział Bartłomiej Nawrat.
Głos trenerów
[b]Robert Nazarewicz[/b] (trener Kupczyka): Szybko stracona bramka ustawiła mecz, który był niezmiernie wyrównany. Mieliśmy swoje sytuacje, lecz cichym bohaterem widowiska był Bartłomiej Nawrat, bramkarz rywali.
[b]Roman Sowiński[/b] (trener P.A. Novej): Szaleństwem byłoby wierzyć, że można dowieźć do końca jednobramkowe prowadzenie. Szczególnie z tak dobrym przeciwnikiem. Niemniej ważne, że w końcu zdobyliśmy druga bramkę. Zadebiutował w naszych barwach Adrian Łągiewka, pozyskany z Radanu Gliwice.
P.A. Nova potrafiła wymienić między sobą nawet nie kilkanaście, a kilkadziesiąt podań! Gracze Kupczyka długimi minutami biegali, naciskali, lecz byli bezradni. Rywalizacja o Superpuchar Polski była smakowitym kąskiem dla koneserów futsalu, bo taktyka odgrywała pierwszoplanową rolę. - Zostaliśmy ustawieni przez trenera zbyt bojaźliwie. Bronić, bronić... A trzeba było zabiegać rywala - irytował się Krzysztof Filipczak, gracz ekipy z Krakowa, w naszym regionie znany z występów w Chorzowie.
Mistrz kraju zdecydowanie dominował niespełna kwadrans. Kiedy nieco opadł z sił, Kupczyk zaczął coraz śmielej zapędzać się pod bramkę Bartłomieja Nawrata. Bramkarz gliwiczan był jednak przeszkodą nie do przejścia. Interweniował z niesamowitym wyczuciem. - Gdyby nie Bartek, to może nawet na przerwę schodzilibyśmy z prowadzeniem - przyznał Filipczak. W słupek trafił Dąbrowski. Sytuacji sam na sam nie wykorzystał Kossak. Z metra nie posłał piłki do bramki Filipczak. Równie dobrą okazję zaprzepaścił Słupek. Pod drugą bramką szanse na podwyższenie mieli Dewucki, Korczyński, a po minięciu bramkarza do pustej bramki nie zdołał skierować piłki Franz.
Wreszcie nastąpił moment przełomowy. Wojtas wykorzystał indywidualny błąd rywala i strzelił drugą bramkę. Przez ostatnie pięć minut Kupczyk grał z wykorzystaniem lotnego bramkarza. - Bywa, że udaje się dzięki temu wyrównać. Bywa, że i przegrywa tak wysoko, jak my w tym meczu, co zamazuje obraz meczu - skwitował trener gości, Robert Nazarewicz.
- Musieliśmy się odsłonić. Nie mieliśmy nic do stracenia - dodawał Filipczak. Tak otwarta gra z mistrzem zemściła się. - Kupczyk chyba opadł nieco z sił, a my zrobiliśmy to co należało. Wykorzystaliśmy kolejne okazje - cieszył się Szymon Maksym.
Ozdobą spotkania był gol Korczyńskiego, który posłał piłkę do siatki przeciwnika spod własnego pola karnego! Kropkę nad „i” postawił Stasiak, dobijając strzał Franza. W tym momencie Sośnica już wiedziała. P.A. Nova pokazała klasę i na tydzień przed wznowieniem sezonu ligowego zdobyła kolejne trofeum w swojej historii. - Nie składamy broni w walce o mistrzostwo. Jesteśmy w stanie wygrać 11 meczów - zapowiedział Bartłomiej Nawrat.
Głos trenerów
[b]Robert Nazarewicz[/b] (trener Kupczyka): Szybko stracona bramka ustawiła mecz, który był niezmiernie wyrównany. Mieliśmy swoje sytuacje, lecz cichym bohaterem widowiska był Bartłomiej Nawrat, bramkarz rywali.
[b]Roman Sowiński[/b] (trener P.A. Novej): Szaleństwem byłoby wierzyć, że można dowieźć do końca jednobramkowe prowadzenie. Szczególnie z tak dobrym przeciwnikiem. Niemniej ważne, że w końcu zdobyliśmy druga bramkę. Zadebiutował w naszych barwach Adrian Łągiewka, pozyskany z Radanu Gliwice.
Polecane
Futsal Ekstraklasa