GKS Jachym - Marwit 3-2. Gospodarze urwali się ze stryczka?
20.12.2009
Jak nie dziś wygrana, to kiedy? Zastanawiali się wszyscy zgromadzeni w hali przy Piłsudskiego. A kibiców wspierających swych pupili w tych ciężkich chwilach było wyjątkowo sporo i przez pełne 40 minut ogłuszającym dopingiem pomagali piłkarzom GKS-u. - Nie słyszeliśmy siebie na boisku - uśmiechał się Paweł Szarek, zawodnik gospodarzy. - Wielkie brawa i podziękowania im się należą - Myszor chwalił fanów, którzy m.in. pytali radnych, gdzie jest obiecany stadion i wywieszonym transparentem życzyli wesołych świąt. A te z pewnością będą radosne, bo w tym sezonie tyszanie przegrywali mecz za meczem aż trafili na dno tabeli. W końcu się odbili.
Zanim doszło jednak do euforii, tradycyjnie napięcie rosło, jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Dzięki aktywnemu Szarkowi gospodarze objęli prowadzenie, ale długo się nie cieszyli. Na domiar złego po zmianie stron nie potrafili stworzyć sobie bramkowej sytuacji. - A jak już je mamy, to marnujemy seryjnie - irytował się Grzegorz Morkis, ich trener. Rywale za to mieli okazji sporo i tylko dzięki dobrej postawie Krzyśki nie stracili kolejnego gola. Golkiper miejscowych skapitulował dopiero w pojedynku z Diemishevem.
- Ciężko nam się zbiera w takich sytuacjach - przyznał Szarek. - Kibice jednak dodali nam skrzydeł - nie krył Myszor. GKS ruszył do przodu i "Myszka” zdołał dwukrotnie pokonać Zalewskiego. Przyjezdni, szukając swojej szansy w liczebnej przewadze, wycofali bramkarza. Krzyśka z grymasem na twarzy spowodowanym kontuzją kolana zachował czyste konto i druga wygra GKS-u stała się faktem.
- Innego scenariusza nie zakładaliśmy. Musieliśmy wygrać - powiedział Roman Trojanowski, kapitan GKS-u, który wrócił do składu po przerwie spowodowaną czerwoną kartką. - Znów horror, ale na szczęście z happy endem. Niezwykle ważne punkty, bo było już naprawdę gorąco. Teraz czeka nas ciężka praca przed rundą rewanżową - podkreślił Myszor.
Zanim doszło jednak do euforii, tradycyjnie napięcie rosło, jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Dzięki aktywnemu Szarkowi gospodarze objęli prowadzenie, ale długo się nie cieszyli. Na domiar złego po zmianie stron nie potrafili stworzyć sobie bramkowej sytuacji. - A jak już je mamy, to marnujemy seryjnie - irytował się Grzegorz Morkis, ich trener. Rywale za to mieli okazji sporo i tylko dzięki dobrej postawie Krzyśki nie stracili kolejnego gola. Golkiper miejscowych skapitulował dopiero w pojedynku z Diemishevem.
- Ciężko nam się zbiera w takich sytuacjach - przyznał Szarek. - Kibice jednak dodali nam skrzydeł - nie krył Myszor. GKS ruszył do przodu i "Myszka” zdołał dwukrotnie pokonać Zalewskiego. Przyjezdni, szukając swojej szansy w liczebnej przewadze, wycofali bramkarza. Krzyśka z grymasem na twarzy spowodowanym kontuzją kolana zachował czyste konto i druga wygra GKS-u stała się faktem.
- Innego scenariusza nie zakładaliśmy. Musieliśmy wygrać - powiedział Roman Trojanowski, kapitan GKS-u, który wrócił do składu po przerwie spowodowaną czerwoną kartką. - Znów horror, ale na szczęście z happy endem. Niezwykle ważne punkty, bo było już naprawdę gorąco. Teraz czeka nas ciężka praca przed rundą rewanżową - podkreślił Myszor.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów