GKS Jachym - Jango 3-4. Katowiczanie pokazali charakter

19.04.2009
Tylko zwycięstwo dawało gościom nadzieje na zdobycie mistrzostwa Polski. Po dramatycznej gonitwie udało się dopiąć celu, choć GKS Jachym walczył niesłychanie.
Mocno osłabione przyjechało Jango do Tychów. Bez Czechów i Jasińskiego. To sprawiło, że na parkiet musiał wyjść... trener Ivan Ilchyshyn. I radził sobie bardzo dobrze. O zwycięstwie gości przesądzili jednak Brazylijczycy. Pierwszy na listę strzelców wpisał się Douglas. Katowiczanie tak szybko jak uzyskali, tak prędko i utracili prowadzenie na rzecz rywala. - Niemal od początku gra nie układała się po naszej myśli. Musieliśmy gonić wynik - zauważył Łukasz Skorupski, który na siedem minut przed końcem pierwszej połowy dostał znak od trenera, że po przerwie stanie między słupkami.

Mateusz Bednarczyk nim zasiadł na ławce, przepuścił jeszcze strzał Piotra Słoniny. - Mamy zasadę, że jeśli jednemu z nas nie idzie, to od razu następuje zmiana. Mateusz świetnie zagrał ostatnio w Pucharze Polski. Teraz to mnie udało się zachować czyste konto - cieszył się Skorupski.

Postawa bramkarza i świetna gra zawodników z pola w drugiej połowie zapewniły Jango końcowy sukces. Do remisu 3-3 doprowadził Machura. - Dyktowaliśmy warunki przez niemal cały mecz, ale na tym polega piękno futsalu, że gole może równie dobrze strzelać ta druga drużyna - wskazał autor cennego trafienia. Jasne stało się, że to najpewniej czwarta bramka wyłoni zwycięzcę. Zawodnicy obu drużyn zaciekle walczyli o każdy metr parkietu. Mnożyły się faule i kartki. Dwie z nich goście zobaczyli za wykonanie autów przed gwizdkami arbitrów. Wściekał się prezes Adam Kaczyński.

Na pięć minut przed końcem znakomitą szansę miał Michał Słonina. Gdyby podał do Harazima, gol byłby formalnością. - Często to my zdobywaliśmy punkty w tak dramatycznych okolicznościach. Tym razem górą okazali się rywale. Zadecydowała chwila naszej nieuwagi - kręcił głową młodszy z braci Słonina.

O wszystkim zadecydowało wprowadzenie lotnego bramkarza przez katowiczan. To dzięki temu wypracowali sobie oni przewagę liczebną, a piłkę do siatę wpakował Mauricio. Obóz gości oszalał z radości. - Ćwiczymy grę w przewadze, dlatego gra zdobyta w takich okolicznościach cieszy podwójnie. Bramka ta podcięła skrzydła rywalowi - wskazał szczęśliwy Machura.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również