GKS Jachym - Gwiazda 4-3. GKS "nad kreską". Gwiazda coraz bliżej I ligi

21.02.2010
Cztery poprzeczki, dwie bramki strzelone głową i przestrzelony rzut karny. Mnóstwo emocji towarzyszyło derbowej potyczce w Tychach, ale zadowoleni mogą być tylko gospodarze.
Mimo że kibice podczas pierwszej połowy nie doczekali się trafień, na brak emocji nie mogli narzekać. Obie ekipy wyczekiwały na błąd rywala, jednak bramkarze, nie dali się zaskakiwać. Najbliżej szczęścia był Harazim, ale piłka po jego strzale wylądowała na poprzeczce. Z kolei "świątynię" Krzyśki ostrzeliwali Łągiewka i Satora. - W przerwie powiedzieliśmy sobie parę ostrych słów. Na drugą część meczu wyszliśmy więc zmobilizowani nie na 100, a na 200 procent - podkreślał Piotr Myszor, który kilka minut po zmianie stron otworzył worek z bramkami.

Rudzianie nie mając nic do stracenia zaatakowali pressingiem i... stracili drugiego gola. Idealne podanie "Myszki" wykończył Harazim. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że ten, kto pierwszy wpisze się na listę strzelców, będzie miał spory handikap - cieszył się Myszor. Kanonadę gospodarzy na chwilę tylko przerwał Hewlik, który posłał futbolówkę pod nogami golkipera GKS-u. Dodatkowo Krzyśce w sukurs - po próbach Hewlika i Miozgi - przychodziła poprzeczka.

Kolejne trafienia ponownie nie były dziełem przypadku. Zaznaczyć trzeba bierną postawę defensywy gości. W efekcie czego Szarek i pozostawiony bez opieki Myszor podwyższyli rezultat. Ich zespół w 28. minucie miał już jednak na swoim koncie pięć przewinień, co oznaczało nerwową i bardzo "przepisową" końcówkę. Nie udało się tylko raz i przed szansą stanął Miozga. - Miro zawsze strzela "na siłę", więc zdziwiło mnie jego techniczne uderzenie - dodał Rafał Krzyśka, który wybronił przedłużony rzut karny drużyny, w której występował w ubiegłym sezonie.

Na osiem minut przed końcem przyjezdni wycofali golkipera. I mimo że "lotny" Miozga dwoił się i troił pod obiema bramkami, Gwiazda użądliła jedynie dwa razy. Najpierw celną główką popisał się Rakowski, a na sekundy przed ostatnią syreną wynik ustalił Satora. - Tak to właśnie wygląda, jak się nie ma pomysłu na grę. Nie można już mówić o braku szczęścia, ale o braku umiejętności. Mieliśmy przecież zaryzykować, a znowu zagraliśmy coś innego... - bił się w pierś Jędrzej Jasiński, zawodnik Gwiazdy, która jedną nogą jest już w I lidze. - Niestety, zabrakło nam boiskowego cwaniactwa. Musimy już chyba myśleć o następnym sezonie na zapleczu ekstraklasy - przyznał załamany porażką szkoleniowiec rudzian, Arkadiusz Grzywaczewski.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również