GKS Jachym - Grembach 4-6. A w tyskiej hali tradycyjnie horror...
03.03.2010
Tyscy piłkarze przyzwyczaili swych fanów, że emocje podczas ich meczów sięgają zenitu. Nie inaczej było w pojedynku z Grembachem. Wszystko mogłoby spokojnie się zakończyć, gdyby tylko GKS-owi nie brakowało skuteczności. Trojanowski długo po spotkaniu nie mógł zrozumieć, jak nie wykorzystał dwóch stuprocentowych sytuacji w pierwszych minutach. - Niestety, to później się zemściło - wzdychał kapitan gospodarzy. Wiewióra również miał źle nastawiony celownik i na tablicy wciąż widniał wynik bezbramkowy.
Wszystko do czasu, kiedy nieporozumienie Harazima ze Stasiakiem wykorzystał Szymczak. - Dramatycznie graliśmy w obronie - zauważył Grzegorz Morkis. Jego podopieczni w prosty sposób stracili kolejne trzy gole, w tym jednego z rzutu karnego, po faulu Krzyśki. - Totalnie przespaliśmy większość meczu - dodał tyski szkoleniowiec.
Miejscowi zdołali podnieść się dopiero na ostatnie dziesięć minut. - To zdecydowanie za mało - rozkładał ręce Trojanowski. Zespół do walki poderwał niezawodny Myszor, który po odejściu do Clearaksu Chorzów Michała Słoniny wyrasta na prawdziwego lidera drużyny. Dzięki trzem trafieniom ponownie wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców ekstraklasy.
- Co z tego, że prawie dogoniliśmy rywala, skoro znowu katastrofalny błąd w defensywie zniweczył wszystko - denerwował się Morkis. - Zafundowaliśmy sobie nerwówkę na własne życzenie. Prowadziliśmy czterema bramkami. Zamiast spokojnie kontrolować dalszy przebieg rywalizacji, pozwoliliśmy przeciwnikowi na odrobienie strat. U nas przegrywaliśmy i goniliśmy tyszan. Dziś role się odwróciły - podsumował Michał Maciąg, zawodnik Grembacha.
Wszystko do czasu, kiedy nieporozumienie Harazima ze Stasiakiem wykorzystał Szymczak. - Dramatycznie graliśmy w obronie - zauważył Grzegorz Morkis. Jego podopieczni w prosty sposób stracili kolejne trzy gole, w tym jednego z rzutu karnego, po faulu Krzyśki. - Totalnie przespaliśmy większość meczu - dodał tyski szkoleniowiec.
Miejscowi zdołali podnieść się dopiero na ostatnie dziesięć minut. - To zdecydowanie za mało - rozkładał ręce Trojanowski. Zespół do walki poderwał niezawodny Myszor, który po odejściu do Clearaksu Chorzów Michała Słoniny wyrasta na prawdziwego lidera drużyny. Dzięki trzem trafieniom ponownie wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji strzelców ekstraklasy.
- Co z tego, że prawie dogoniliśmy rywala, skoro znowu katastrofalny błąd w defensywie zniweczył wszystko - denerwował się Morkis. - Zafundowaliśmy sobie nerwówkę na własne życzenie. Prowadziliśmy czterema bramkami. Zamiast spokojnie kontrolować dalszy przebieg rywalizacji, pozwoliliśmy przeciwnikowi na odrobienie strat. U nas przegrywaliśmy i goniliśmy tyszan. Dziś role się odwróciły - podsumował Michał Maciąg, zawodnik Grembacha.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów