GKS Jachym - Akademia 1-2. W tyskiej hali rozdawano prezenty
06.11.2009
Mierząca w tytuł mistrzowski Akademia "zgubiła” w tym sezonie już sześć punktów. - Na więcej nie mogliśmy sobie pozwolić - podkreślił Klaudiusz Hirsch, grający trener gości. Przyjezdni osłabieni brakiem kontuzjowanego króla strzelców poprzednich rozgrywek (w barwach P.A. Novej Gliwice), Rafała Franza, nie prezentowali się jednak najlepiej. - Rywale mieli słabszy dzień. Powinniśmy byli to wykorzystać, a przegraliśmy - Grzegorz Morkis nie mógł odżałować porażki.
- Faktycznie, możemy być zadowoleni tylko z trzech "oczek”. Gra pozostawia wiele do życzenia - Michał Cygnarowki, dla którego występ przeciwko GKS-owi był debiutem w nowych barwach, potwierdził słowa Hirscha. - Tychy to zawsze ciężki teren. Spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku i tak też było. Niejedna drużyna już tu poległa i niejedna jeszcze polegnie - dodał.
Początkowo gościom mecz się układał. Za sprawą Mójty wyszli na prowadzenie. Bliscy wpisania się na listę strzelców byli także Łeszyk i Zagorodnyj. Pierwszy trafił w słupek, drugi przegrał pojedynek z Dłużniewskim. To właśnie obchodzący 28. urodziny bramkarz tyszan był zaporą nie do przejścia. Jubilat nie miał jednak wesołej miny po końcowej syrenie. Popełnił tylko jeden błąd, ale katastrofalny w skutkach. Z dystansu przymierzył Łeszyk i nieco zasłonięty, nie zdołał dobrze zainterweniować.
- Wszystkie bramki to prezenty. Akademia podarowała nam jednego gola, my "odwdzięczyliśmy” się dwoma - zauważył Morkis. - Przy remisie czuliśmy, że jedno trafienie zadecyduje. Daliśmy z siebie wszystko. Ostateczny cios wyprowadzili jednak goście - podsumował Piotr Myszor, zawodnik miejscowych.
- Faktycznie, możemy być zadowoleni tylko z trzech "oczek”. Gra pozostawia wiele do życzenia - Michał Cygnarowki, dla którego występ przeciwko GKS-owi był debiutem w nowych barwach, potwierdził słowa Hirscha. - Tychy to zawsze ciężki teren. Spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku i tak też było. Niejedna drużyna już tu poległa i niejedna jeszcze polegnie - dodał.
Początkowo gościom mecz się układał. Za sprawą Mójty wyszli na prowadzenie. Bliscy wpisania się na listę strzelców byli także Łeszyk i Zagorodnyj. Pierwszy trafił w słupek, drugi przegrał pojedynek z Dłużniewskim. To właśnie obchodzący 28. urodziny bramkarz tyszan był zaporą nie do przejścia. Jubilat nie miał jednak wesołej miny po końcowej syrenie. Popełnił tylko jeden błąd, ale katastrofalny w skutkach. Z dystansu przymierzył Łeszyk i nieco zasłonięty, nie zdołał dobrze zainterweniować.
- Wszystkie bramki to prezenty. Akademia podarowała nam jednego gola, my "odwdzięczyliśmy” się dwoma - zauważył Morkis. - Przy remisie czuliśmy, że jedno trafienie zadecyduje. Daliśmy z siebie wszystko. Ostateczny cios wyprowadzili jednak goście - podsumował Piotr Myszor, zawodnik miejscowych.
Polecane
Futsal Ekstraklasa
Przeczytaj również
05.08.2022
05.08.2022
Bez gola, bez błysku, bez punktów