GKP - Podbeskidzie 1-1. Wszystko mógł zmienić gol z... kornera
13.11.2010
Trener Robert Kasperczyk podjął zaskakującą decyzję w kwestii obsady ataku. Robert Demjan po raz pierwszy w tym sezonie zaczął spotkanie na ławce rezerwowych, a zastąpił go Sylwester Patejuk. I to właśnie on mógł bardzo szybko otworzyć wynik meczu. Nie minęła jeszcze minuta, gdy Michał Osiński dośrodkował z lewej strony na głowę Patejuka, a piłka po jego uderzeniu odbiła się od obu słupków i opuściła boisko. Bielszczanie nie zrazili się tym niepowodzeniem. Chwilę później znakomitą szansę zmarnował Piotr Koman, który niecelnie strzelił głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Macieja Rogalskiego.
Gorzowianie nie dali się całkowicie zepchnąć do defensywy i kilkakrotnie próbowali wyprowadzić atak, ale to goście mieli zdecydowaną przewagę. Po kolejnych zmarnowanych szansach, bielszczanie dalej cierpliwie atakowali, tworząc jeszcze groźniejsze okazje. Tak było jeszcze w pierwszej połowie, gdy Patejuk świetnie wypuścił wchodzącego w pole karne Piotra Malinowskiego, a ten przegrał pojedynek z Jackiem Skrzyńskim, bramkarzem GKP. Wszystko zawaliło się w samej końcówce pierwszej połowy. Błąd popełnili Bartłomiej Konieczny i Jacek Broniewicz, stoperzy bielszczan, a wykorzystał to Emil Drozdowicz, który z ponad 20 metrów przelobował Richarda Zajaca.
Ta bramka trochę dobiła bielszczan, którzy w drugiej połowie nie radzili sobie ze szczelną obroną gospodarzy. Ożywienie wniosły dopiero zmiany - wprowadzenie na boisko Demjana i Damiana Chmiela. Słowak był bardzo aktywny, oddał fantastyczny strzał zza pola karnego, ale tym razem trafił w poprzeczkę. Wyrównującego gola udało się zdobyć dopiero kilka minut przed końcem. Chmiel dośrodkował w pole karne, Konieczny podał piłkę do słowackiego napastnika, który nabrał zwodem obrońców i huknął pod poprzeczkę, zdobywając ósmego gola w sezonie. "Górale" ruszyli jeszcze do ataku i mogli wyszarpać zwycięstwo. Najbliżej tego był Dariusz Kołodziej, który w doliczonym czasie gry omal nie strzelił bramki bezpośrednio z... rzutu rożnego.
Gorzowianie nie dali się całkowicie zepchnąć do defensywy i kilkakrotnie próbowali wyprowadzić atak, ale to goście mieli zdecydowaną przewagę. Po kolejnych zmarnowanych szansach, bielszczanie dalej cierpliwie atakowali, tworząc jeszcze groźniejsze okazje. Tak było jeszcze w pierwszej połowie, gdy Patejuk świetnie wypuścił wchodzącego w pole karne Piotra Malinowskiego, a ten przegrał pojedynek z Jackiem Skrzyńskim, bramkarzem GKP. Wszystko zawaliło się w samej końcówce pierwszej połowy. Błąd popełnili Bartłomiej Konieczny i Jacek Broniewicz, stoperzy bielszczan, a wykorzystał to Emil Drozdowicz, który z ponad 20 metrów przelobował Richarda Zajaca.
Ta bramka trochę dobiła bielszczan, którzy w drugiej połowie nie radzili sobie ze szczelną obroną gospodarzy. Ożywienie wniosły dopiero zmiany - wprowadzenie na boisko Demjana i Damiana Chmiela. Słowak był bardzo aktywny, oddał fantastyczny strzał zza pola karnego, ale tym razem trafił w poprzeczkę. Wyrównującego gola udało się zdobyć dopiero kilka minut przed końcem. Chmiel dośrodkował w pole karne, Konieczny podał piłkę do słowackiego napastnika, który nabrał zwodem obrońców i huknął pod poprzeczkę, zdobywając ósmego gola w sezonie. "Górale" ruszyli jeszcze do ataku i mogli wyszarpać zwycięstwo. Najbliżej tego był Dariusz Kołodziej, który w doliczonym czasie gry omal nie strzelił bramki bezpośrednio z... rzutu rożnego.
Polecane
I liga