"GieKSa" na łopatkach! Tak się trwoni szanse na awans?

31.03.2017
Koszmar "GieKSy" trwa. To już niemal wiosenna tradycja, zgodnie z którą katowiczanie zwłaszcza w pierwszej połowie dominują nad przeciwnikiem by ostatecznie nie wygrać swojego spotkania. Co więcej - w drugiej odsłonie "Górale" znakomicie wypunktowali gospodarzy i to oni podnieśli z Bukowej komplet punktów!
Krzysztof Dzierżawa/PressFocus
Po porażce w Sosnowcu trener Brzęczek dokonał kilku zmian w składzie. Słabo spisującego się w obronie Tomasza Wisio zastąpił Oliver Praznovsky, w pomocy po raz pierwszy od początku zagrał Armin Cerimagić, a na szpicę wrócił Grzegorz Goncerz. Po przymusowej przerwie za kartki do składu wrócił także najlepszy piłkarz GKS w 2016 roku Alan Czerwiński.
 
Początek spotkania upłynął na ostrożnej grze obu drużyn, po czym z każdą minutą tradycyjnie już do głosy doszli podopieczni Jerzego Brzęczka. Pierwszą groźną sytuację pod bielską bramką stworzyli... katowiccy obrońcy. W 22 minucie po rzucie rożnym na 11 metrze znalazł się Dawid Abramowicz jednak uderzył nieczysto a jego strzał zablokowali obrońcy gości. Do odbitej piłki dopadł na 16 metrze Praznovsky ale i jego uderzenie trafiło tylko w defensorów Podbeskidzia. Dwie minuty później cześć widzów była przekona, że gwizdek arbitra oznacza karnego dla GieKSy gdy w szesnastce padł Foszmańczyk, jednak okazało się, że sędzia Sulikowski ukarał zawodnika gospodarzy żółtą kartką za próbę wymuszenia "jedenastki".
 
W 31 minucie po dośrodkowaniu Cerimagicia świetnym uderzeniem głową z okolic punktu rzutu karnego popisał się Goncerz, Leszczyński nawet nie drgnął a gości przed stratą gola uratował tylko słupek! Ten okres gry bezwzględnie należał do gospodarzy, którzy po raz kolejny w tej rundzie zdominowali swoich rywali. Efekt był jednak znikomy, bo do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.

Po zmianie stron katowiczanie wciąż nie potrafili "odpalić" na dobre. Niby prowadzili grę, ale niewiele z tego wynikało. Dwa razy znakomicie w bramce "Górali" spisywał się Rafał Leszczyński broniąc uderzenia Kamila Jóźwiaka i Bartłomieja Kalinkowskiego, ale... to było wszystko co pod bramką przeciwnika pokazali gospodarze. Co więcej w 71. minucie faulowany Michał Janota dośrodkował z rzutu wolnego, a po małym bilardzie w "szesnastce" Katowic piłka trafiła pod nogi Roberta Gumnego, który dał bielszczanom prowadzenie!

Goście zagrali z resztą jak doświadczony bokser. Kiedy katowiczanie zaczynali kombinować jak dobrać się wreszcie do skóry przyjezdnym, "Górale" wyprowadzili cios numer dwa. Z lewej strony dośrodkował Łukasz Sierpina, a akcję wobec biernej postawy obrońców celnym strzałem głową wykończył Szymon Lewicki. Szał radości w sektorze Podbeskidzia, konsternacja na pozostałych trybunach przy Bukowej.

Ale gospodarze zdobyli się jeszcze na mocny zryw w końcówce. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w polu karnym Podbeskidzia najwyżej wyskoczył Grzegorz Goncerz, piłka "siadła" mu na głowie idealnie, a potem mimo interwencji Leszczyńskiego i defensorów Podbeskidzia przekroczyła linię bramkową. Zapowiadała się więc niesamowita końcówka i faktycznie - katowiczanie rzucili się do walki o punkty. Ze spalonego trafił Goncerz, z dystansu uderzał Andreja Prokić, a po rzucie rożnym bliski szczęścia był Mikołaj Lebedyński. Najbliższy szczęścia był jednak Olivier Praznovsky, który po długim wrzucie z autu, mając przed sobą pustą bramkę głową przeniósł piłkę nad poprzeczką!

GKS przegrywa drugi mecz z rzędu, a tej wiosny zdobył dopiero dwa punkty. Przed katowiczanami są już Chojniczanka, Zagłębie i... Wigry, a jeszcze w ten weekend okazję na przeskoczenie podopiecznych trenera Jerzego Brzęczka ma Miedź Legnica. A Podbeskidzie? Do "GieKSy" traci jeszcze cztery oczka, więc w Bielsku nieśmiało mogą uwierzyć, że Lotto Ekstraklasa nie uciekła im w tym sezonie definitywnie.

GKS Katowice - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (0:0)
0:1 - Gumny 71'
0:2 - Lewicki 79'
1:2 - Goncerz 85'

GKS Katowice: M. Abramowicz – Czerwiński, Kamiński, Praznovsky, D. Abramowicz – Zejdler (75' Lebedyński), Kalinkowski – Foszmańczyk, Cerimagić (75' Prokić), Jóźwiak – Goncerz. Trener: Jerzy Brzęczek

Podbeskidzie: Leszczyński – Gumny, Piacek, Magiera, Moskwik – Deja, Hanzel – Jaroch, Janota (72. Lewicki), Sierpina – Haskić (85' Podgórski). Trener: Jan Kocian.

Sędzia: Dominik Sulikowski
Żółte kartki: Foszmańczyk, Kalinkowski, Zejdler (GKS)
autor: ŁM

Przeczytaj również