"Gdyby ktoś mi to powiedział przed sezonem, nie uwierzyłbym"

22.02.2012
- Zawsze daję chłopakom podczas przerwy trochę czasu dla siebie. Mocne słowa rzeczywiście padły. Nie zawsze padają wyłącznie cenzuralne określenia - przyznaje Robert Kasperczyk, trener Podbeskidzia.
Szkoleniowiec "Górali" nie ukrywa, że mecz z Widzewem Łódź kosztował go wyjątkowo dużo nerwów. - Kiedy na początku spotkania nie wykorzystujesz rzutu karnego, to musi tak być. Mieliśmy świetną okazję do tego, by idealnie rozpocząć mecz. Mogliśmy grać bezpiecznie, asekuracyjnie, a tak cały czas musieliśmy dążyć do tego, by strzelić gola - mówi Kasperczyk.

Największym problemem była właśnie nieskuteczność. - Po kolejnych niewykorzystanych sytuacjach nogi mi się uginały i ręce opadały - nie ukrywa. I tu rodzi się pytanie o ocenę gry Macieja Rogalskiego... - Rozegrał bardzo dobry mecz, ale na jego ocenę oczywiście wpływają te niewykorzystane okazje. Z drugiej strony, nie przypominam sobie, by grający za napastnikiem pomocnik miał w którymkolwiek meczu tyle sytuacji bramkowych - broni doświadczonego zawodnika trener.

Marek Sokołowski przyznał w rozmowie z naszym portalem, że w przerwie zawodnicy powiedzieli sobie, że jeśli tego meczu nie wygrają, to będą frajerami. - Takie słowa rzeczywiście padły. Wszystkich doprowadzała do szału ta nieskuteczność - przyznaje. Ale ostatecznie sytuacja "Górali" powoli zaczęła się robić komfortowa. - Jeżeli ktoś powiedziałby mi przed sezonem, że po 18 kolejkach, będziemy mieli dwa punkty straty do Wisły czy Lecha, to bym nie uwierzył. Umiemy liczyć. Chłopaki cały czas szperają w terminarzu, wiedzą ile potrzeba punktów do utrzymania, a przy takiej grze pozostaje ich niewiele. Nie mamy jednak ciągle "trójki" z przodu, choć jest już bardzo blisko... - kończy trener bielszczan.
źródło: Sport/SportSlaski.pl

Przeczytaj również