"Gdyby Glogaza rządził pustynią, po 2 latach nie byłoby na niej piasku"
01.12.2012
- Gdy ja pracowałem w Podbeskidziu, przy wsparciu miasta i sponsorów spłaciliśmy 3,5 miliona złotych długu. Przy moim poprzedniku Januszu Okrzesiku Podbeskidzie miało wielu sponsorów, a teraz klub jest zarządzany po prostu przez nieudacznika - krytykuje Wolas.
- Glogaza kompletnie nie zna się na piłce, podobnie jak przewodnicząca rady nadzorczej Aleksandra Podsiadlik. Zresztą on nawet nie lubi piłki. Najgorsze jest jednak to, że źle zarządza klubem. Za jego rządów rozrosła się administracja. Na rzecz klubu pracuje dwa razy tyle osób, co za mojej prezesury. Podbeskidzie obsługują aż trzy biura zewnętrzne - wylicza.
Co na to prezes bielszczan? - Nie można mi zarzucić tego, że nie lubię piłki, skoro sam kiedyś w nią grałem w klubie. Gdy przejąłem funkcję rok i dwa dni temu, administracja liczyła tyle samo osób co obecnie. Mam fachowych i wykształconych pracowników, a wcześniej kierowano się w dużej mierze nepotyzmem. Koszty utrzymania administracji nie są większe, a radykalnie zmniejszyliśmy prowizje menedżerskie za transfery - odpiera zarzuty.
- Piłkarze nie otrzymali wciąż pełnych premii za awans, a od tamtej chwili minęło już przecież półtora roku. Kolejna sprawa to szopka z zatrudnieniem następcy Roberta Kasperczyka. Trener już po fatalnym meczu z Górnikiem Zabrze powinien był zostać zmieniony, a tak drużyna traciła kolejne ważne punkty. Niestety, ta osoba niszczy to, co ja z mozołem budowałem - mówi Wolas. - Zawodnicy nie dostali części premii za awans, bo niefrasobliwa polityka finansowa ówczesnych władz klubu wpłynęła na to, że mieliśmy do zasypania ogromną dziurę finansową. Porozumieliśmy się z piłkarzami w sprawie spłaty. Zresztą po raz pierwszy pensje dla zawodników są płacone na bieżąco. Decyzja o zwolnieniu Kasperczyka wymagała przemyśleń i konsultacji. Każdy ma prawo do własnego osądu, ale jaką mamy pewność, że gdyby odszedł wcześniej, to wtedy zaczęlibyśmy seryjnie wygrywać? - pyta retorycznie Glogaza na łamach "Przeglądu Sportowego".
- Glogaza kompletnie nie zna się na piłce, podobnie jak przewodnicząca rady nadzorczej Aleksandra Podsiadlik. Zresztą on nawet nie lubi piłki. Najgorsze jest jednak to, że źle zarządza klubem. Za jego rządów rozrosła się administracja. Na rzecz klubu pracuje dwa razy tyle osób, co za mojej prezesury. Podbeskidzie obsługują aż trzy biura zewnętrzne - wylicza.
Co na to prezes bielszczan? - Nie można mi zarzucić tego, że nie lubię piłki, skoro sam kiedyś w nią grałem w klubie. Gdy przejąłem funkcję rok i dwa dni temu, administracja liczyła tyle samo osób co obecnie. Mam fachowych i wykształconych pracowników, a wcześniej kierowano się w dużej mierze nepotyzmem. Koszty utrzymania administracji nie są większe, a radykalnie zmniejszyliśmy prowizje menedżerskie za transfery - odpiera zarzuty.
- Piłkarze nie otrzymali wciąż pełnych premii za awans, a od tamtej chwili minęło już przecież półtora roku. Kolejna sprawa to szopka z zatrudnieniem następcy Roberta Kasperczyka. Trener już po fatalnym meczu z Górnikiem Zabrze powinien był zostać zmieniony, a tak drużyna traciła kolejne ważne punkty. Niestety, ta osoba niszczy to, co ja z mozołem budowałem - mówi Wolas. - Zawodnicy nie dostali części premii za awans, bo niefrasobliwa polityka finansowa ówczesnych władz klubu wpłynęła na to, że mieliśmy do zasypania ogromną dziurę finansową. Porozumieliśmy się z piłkarzami w sprawie spłaty. Zresztą po raz pierwszy pensje dla zawodników są płacone na bieżąco. Decyzja o zwolnieniu Kasperczyka wymagała przemyśleń i konsultacji. Każdy ma prawo do własnego osądu, ale jaką mamy pewność, że gdyby odszedł wcześniej, to wtedy zaczęlibyśmy seryjnie wygrywać? - pyta retorycznie Glogaza na łamach "Przeglądu Sportowego".
Polecane
Ekstraklasa