GAF - Rekord 4-0. Gliwiczanie awansowali do finału HPP!
Wydarzenie
Piętnasta minuta. Przemysław Dewucki zabawił się z zawodnikami Rekordu, mijając ich jak tyczki, a następnie – wdzierając się już w pole bramkowe – pokonał bezradnego Brzenka. Świetny Dewucki, świetna Jasna!
Bohater
Rafał Barszcz. Dziś na największe słowa uznania zasługuje trener gliwiczan. Oczywiście – oni wykonali plan, oni walczyli O KAŻDĄ piłkę na boisku, oni zdobywali gole, oni nadstawiali – niejednokrotnie – głowę, nie patrząc na konsekwencje. Ale nie byłoby nic, gdyby nie konsekwencja taktyczna nakreślona wcześniej właśnie przez trenera Barszcza. Zawodnicy zagrali kapitanie, ale pod batutą Barszcza!
Rozczarowanie
Skuteczność gości. Rekord nie był w stanie dziś pokonać Michała Widucha. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze – gliwiczanie grali znakomicie w destrukcji. Pon drugie – Widuch nie był dziś do zatrzymania. Ale mimo to bielszczanie nie mogli pochwalić się zbyt wieloma akcjami, które doprowadziłyby kibiców Jasnej do palpitacji serca.
Co ciekawego
- Od początku spotkania goście starali się grać piłką i ta sztuka im w miarę wychodziła. Gorzej było już pod bramką Widucha. Wtedy jakby tracili rozmach.
- Pierwsze trafienie padło w dziesiątej minucie po rewelacyjnie wykonanym rzucie rożnym. Do piłki dopadł Denys Diemishev i wykończył sytuację, wprowadzając gliwiczan w euforyczną radość!
- Niezwykle niebezpieczne były błyskawiczne kontrataki gliwiczan. Niejednokrotnie mistrzowie Polski nie byli w stanie upilnować czy to Marcina Kiełpińskiego, czy właśnie Diemisheva.
- Trzeci gol niejako zakończył spotkanie. Maciej Mizgajski – kapitan Jasnej – z ostrego kąta uderzył na bramkę Rekordu, a piłka zatrzepotała w siatce.
- Na koniec – w ostatniej fazie spotkania – znakomicie na boisko wprowadził się Damian Rybitwa, zdobywając gola zaraz po wejściu na plac gry. Następnie pokazał do trenera Barszcza gest wskazując na nos. Oj tak! Miał Rafał Barszcz nosa!
- Od trzynastej minuty Rekord grał z lotnym bramkarzem. To jednak na niewiele się zdało.
- Oba zespoły miały okazję do zdobycia gola po przedłużonym rzucie karnym. Dwukrotnie jednak uderzenia były niecelne.
- Tej wygranej by na pewno nie było, gdyby nie przytomna gra Michała Widucha. Zawodnik, który niebawem ma zostać powołany do dorosłej reprezentacji Polski przechodził dziś sam siebie. A Szymurze będzie się chyba śnił po nocach, co rusz blokując jego ataki. Oczywiście Widuch nie odpuścił sobie też celu nadrzędnego – czyli próby zdobycia gola. Raz trafił w poprzeczkę, a raz… zabrakło mu centymetrów. Na dwie minuty przed końcem gry pokusił się też o akcję indywidualną. Dobiegł pod pole bramkowe Rekordu, ale strzału nie oddał.
- Finał odbędzie się jutro o siedemnastej – również w hali przy ul. Jasnej!