Fiasko zadań bielskiego turnieju. Lepiej puszczać..."Plebanię"

28.02.2011
Rozgrywany w Bielsku-Białej turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w futsalu miał dwa cele. Nie udało się zrealizować ani jednego z nich. Została zmarnowana wielka szansa dla tej dyscypliny.
Historia reprezentacji Polski w futsalu układa się nietypowo. Tuż po jej powstaniu, w 1992 roku, kadra zakwalifikowała się jedyny raz do mistrzostw świata, na których zajęła siódme miejsce. W 2001 roku udało się jeszcze uzyskać w Zabrzu awans do europejskiego czempionatu. Od blisko dekady w polskim futsalu panuje jednak posucha, którą miał zakończyć bielski turniej. Reprezentacja miała powrócić na salony, a piłka halowa zyskać pokaźne rzesze zwolenników. Nic z tego. A nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna szansa na organizację prestiżowych międzynarodowych rozgrywek właśnie w Polsce.

Zawodnicy Vlastimila Bartoszka mieli dwie drogi. Mogli starać się grać za wszelką cenę efektownie, ofensywnie, prezentując widowiskowe zagrania. Mogłoby się to wówczas skończyć złym wynikiem, niemniej kibice, dla których był to pierwszy kontakt z futsalem, mogliby zobaczyć, jak ciekawa jest to dyscyplina. Polacy mogli też zagrać nastawiając się na dobry wynik. Wówczas nie przejmowaliby się stylem i wrażeniami artystycznymi, tylko bezlitośnie punktowali rywali.

Niestety, nasza drużyna narodowa poszła drogą pośrednią. Nie grała efektownie, jej mecze były co najwyżej przeciętnymi widowiskami i nie zanotowała dobrych wyników. O ile wywalczony w dramatycznych okolicznościach remis z Białorusią można było jeszcze zaakceptować, bowiem Polacy urwali punkty wyżej notowanej drużynie, pokazując jednocześnie, że w futsalu nawet na dwie minuty przed końcem nic nie jest pewne, o tyle remisu z Macedonią nic nie może tłumaczyć. Klęska z Portugalią tylko dopełnia smutnego obrazu występu reprezentacji.

A bolesne 0-6 nastąpiło w najgorszym możliwym momencie. Akcja promocyjna oraz darmowe bilety przyniosły skutek. Na wszystkich meczach Polaków zasiadało zawsze grubo ponad tysiąc widzów, spotkania rywali oglądało kilkaset osób, co jest wynikiem przyzwoitym. Jednak na szlagier z Portugalią przyszło więcej ludzi, niż ktokolwiek się spodziewał. Hala przy ulicy Karbowej pomieściła ich około dwóch tysięcy, a co ważne, w przeciwieństwie do wcześniejszych meczów, udało się też stworzyć atmosferę. Pomogła w tym grupa kibiców BKS-u Stal Bielsko-Biała, którzy sporą grupą stawili się w hali i dopingując, zachęcali innych fanów do wsparcia piłkarzy.

Efekt był taki, że prawdopodobnie żaden z graczy polskiej reprezentacji nigdy wcześniej nie grał na hali przy takiej publiczności. Co więcej, mecz był transmitowany na żywo przez telewizję TVN Turbo. Nie jest to może najchętniej oglądany kanał, jednak sam fakt pojawienia się w ramówce futsalu był już pewną nowością. A brak transmisji telewizyjnych jest jedną z przyczyn, z których piłka halowa nie rozwija się tak szybko, jak by mogła. Po takim blamażu, następnym razem futsal będzie chciał oglądać zaledwie mały odsetek kibiców, którzy pofatygowali się na halę. A telewizji bardziej będzie się opłacało wyemitowanie archiwalnych odcinków "Plebanii". To przykre, ale wielka szansa została kompletnie zmarnowana.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również