FELIETON: Zalążki stylu w Podbeskidziu. Nareszcie!
17.03.2014
Jako że Podbeskidzie gra w ekstraklasie już trzeci rok, to zaczyna mnie irytować patrzenie tylko od meczu do meczu. Szukam stylu, czegoś, na czym się można oprzeć na przyszłość. I w meczu z Lechem wreszcie znalazłem tego zalążki. Oczywiście, że trzeba brać poprawkę, że to wszystko jest „jak na Podbeskidzie“.
Jak na Podbeskidzie, mam wielki szacunek dla Dariusza Pietrasiaka. Facet przyszedł i od razu zyskał ksywkę kebab (zasłużenie), był najsłabszym ogniwem najsłabszej obrony ligi rok temu. Ale przepracował zimę i u boku Bartłomieja Koniecznego był już wiosną solidny. Teraz Koniecznego nie ma, a Pietrasiak stał się liderem obrony. Kimś, na kim można polegać, o kim wiadomo, że przynajmniej niczego nie zepsuje. Sprokurował karnego na Lechu, ale to był karny typowo „lyczmański“ – do rejestru karnych zawinionych się nie wlicza. Ten sędzia już tak ma, szkoda, że trafiło na Górali...
Jak na Podbeskidzie, wiele jakości w środku pola daje Anton Sloboda. Od środkowego pomocnika oczekuję przede wszystkim, by nie panikował i on tego raczej nie robi. Sloboda daje solidność, raz za czas niezłe podanie, dobre odbiory, niezłe rozpoczęcie akcji. Jak na Podbeskidzie to postać nieoceniona.
Pozytyw trzeci, jak na Podbeskidzie, to Iwański. Wielu mówiło, że będzie solidnym wzmocnieniem, ale w pierwszych meczach był raczej hamulcowym. Dalej nie wychodzą mu stałe fragmenty gry, lecz w Poznaniu dał Podbeskidziu coś, co ostatni raz regularnie dawał Adam Kompała, a nieregularnie Rogalski, Cohen i Matawu. Nieszablonowość. Potrafił zrobić coś, o czym reszta zawodników bałaby się pomyśleć. Zamiast wybić w trybuny, założyć siatkę, zamiast rąbnąć z całej siły na 60 metrów, podnieść głowę i zamiast zagrać za plecy, to zagrać na wolne pole. Podanie z drugiej połowy, którym wyprowadził Malinowskiego na sytuację sam na sam, to był jakiś zupełnie inny poziom. Zagranie rodem z jakiegoś lepszego świata. Cały mecz miał dobry, ale ja skupiłem się na tym jednym zagraniu. Niech nawiązuje do niego częściej, a będzie z Iwańskiego rozgrywający, jakiego Podbeskidzie nigdy nie miało. W naszej lidze ktoś tak mądrze grający potrafi podnieść jakość drużyny o 30 procent.
Pozytyw czwarty, jak na Podbeskidzie, to Przemysław Pietruszka. Od początku wydawał mi się największym zimowym wzmocnieniem bielszczan. Bo w Pogoni Szczecin tuż po awansie do ekstraklasy grał na tyle dobrze, że wymieniało się go, jak każdego dwunożnego lewego obrońcę w Polsce, jako kandydata do reprezentacji. To ktoś, kto nie zaniżał poziomu ligi, a w Podbeskidziu zdecydowanie jest za mało takich postaci. W Poznaniu nie grał wybitnie, ale ten strzał też był z innego, lepszego świata. I potwierdził, że trzeba przede wszystkim strzelać. A Podbeskidzie tak rzadko to robi...
Podbeskidzie przegrało, ale nie było słabsze od czołowej drużyny ligi (Lech naprawdę jest czołową drużyną ligi?). Po pierwszych czterech wiosennych meczach, gdy szukałem powodów do optymizmu, przychodziło mi do głowy „w tej przypadkowej lidze każdy może wygrać z każdym“. Mało pocieszające. Teraz można się pocieszać, że Podbeskidzie wygra, bo ma Iwańskiego, Pietruszkę, Slobodę i Pietrasiaka. Zajaca nie wymieniam, bo to truizm.
Miałem też poświęcić kilka słów Mateuszowi Stąporskiemu, ale... ciszej nad tą trumną. Dobrze, że Korona wcisnęła go do Bielska tylko na pół roku. Szkoda, że aż na pół.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego. Więcej jego tekstów można przeczytać na michaltrela.blog.pl
Jak na Podbeskidzie, mam wielki szacunek dla Dariusza Pietrasiaka. Facet przyszedł i od razu zyskał ksywkę kebab (zasłużenie), był najsłabszym ogniwem najsłabszej obrony ligi rok temu. Ale przepracował zimę i u boku Bartłomieja Koniecznego był już wiosną solidny. Teraz Koniecznego nie ma, a Pietrasiak stał się liderem obrony. Kimś, na kim można polegać, o kim wiadomo, że przynajmniej niczego nie zepsuje. Sprokurował karnego na Lechu, ale to był karny typowo „lyczmański“ – do rejestru karnych zawinionych się nie wlicza. Ten sędzia już tak ma, szkoda, że trafiło na Górali...
Jak na Podbeskidzie, wiele jakości w środku pola daje Anton Sloboda. Od środkowego pomocnika oczekuję przede wszystkim, by nie panikował i on tego raczej nie robi. Sloboda daje solidność, raz za czas niezłe podanie, dobre odbiory, niezłe rozpoczęcie akcji. Jak na Podbeskidzie to postać nieoceniona.
Pozytyw trzeci, jak na Podbeskidzie, to Iwański. Wielu mówiło, że będzie solidnym wzmocnieniem, ale w pierwszych meczach był raczej hamulcowym. Dalej nie wychodzą mu stałe fragmenty gry, lecz w Poznaniu dał Podbeskidziu coś, co ostatni raz regularnie dawał Adam Kompała, a nieregularnie Rogalski, Cohen i Matawu. Nieszablonowość. Potrafił zrobić coś, o czym reszta zawodników bałaby się pomyśleć. Zamiast wybić w trybuny, założyć siatkę, zamiast rąbnąć z całej siły na 60 metrów, podnieść głowę i zamiast zagrać za plecy, to zagrać na wolne pole. Podanie z drugiej połowy, którym wyprowadził Malinowskiego na sytuację sam na sam, to był jakiś zupełnie inny poziom. Zagranie rodem z jakiegoś lepszego świata. Cały mecz miał dobry, ale ja skupiłem się na tym jednym zagraniu. Niech nawiązuje do niego częściej, a będzie z Iwańskiego rozgrywający, jakiego Podbeskidzie nigdy nie miało. W naszej lidze ktoś tak mądrze grający potrafi podnieść jakość drużyny o 30 procent.
Pozytyw czwarty, jak na Podbeskidzie, to Przemysław Pietruszka. Od początku wydawał mi się największym zimowym wzmocnieniem bielszczan. Bo w Pogoni Szczecin tuż po awansie do ekstraklasy grał na tyle dobrze, że wymieniało się go, jak każdego dwunożnego lewego obrońcę w Polsce, jako kandydata do reprezentacji. To ktoś, kto nie zaniżał poziomu ligi, a w Podbeskidziu zdecydowanie jest za mało takich postaci. W Poznaniu nie grał wybitnie, ale ten strzał też był z innego, lepszego świata. I potwierdził, że trzeba przede wszystkim strzelać. A Podbeskidzie tak rzadko to robi...
Podbeskidzie przegrało, ale nie było słabsze od czołowej drużyny ligi (Lech naprawdę jest czołową drużyną ligi?). Po pierwszych czterech wiosennych meczach, gdy szukałem powodów do optymizmu, przychodziło mi do głowy „w tej przypadkowej lidze każdy może wygrać z każdym“. Mało pocieszające. Teraz można się pocieszać, że Podbeskidzie wygra, bo ma Iwańskiego, Pietruszkę, Slobodę i Pietrasiaka. Zajaca nie wymieniam, bo to truizm.
Miałem też poświęcić kilka słów Mateuszowi Stąporskiemu, ale... ciszej nad tą trumną. Dobrze, że Korona wcisnęła go do Bielska tylko na pół roku. Szkoda, że aż na pół.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego. Więcej jego tekstów można przeczytać na michaltrela.blog.pl
Polecane
Ekstraklasa