FELIETON: Prawa pięta Górali
25.08.2014
Zdaję sobie oczywiście sprawę, co robię, bo Tomasza Górkiewicza w Bielsku-Białej wszyscy lubią. Ja jako osoby raczej go nie znam, więc nie wiem, ale jego historię też bardzo lubię. To się nazywa niezłomność. Myślę, że za bardzo go nie skrzywdzę, jak powiem, że umiejętności na ekstraklasę nie miał nigdy i już mieć nie będzie. Nawet z umiejętnościami na I ligę kwestia jest mocno dyskusyjna. Ale jego wszystkie lata w Bielsku pokazują, że umiejętności to nie wszystko. Przecież ten facet przetrzymał najwięcej kryzysów w historii tego klubu. Ileż to razy już był skreślany, ile razy siedział na ławce, nie mogąc się przebić to przez Cienciałę, to przez Sokołowskiego. Dwa razy wypychano go nawet skutecznie – wypożyczenie do IV ligi i definitywny transfer do Polonii Bytom. A jednak jest od 11 lat, strzelił bramki Legii i Wiśle, a już od dawna gra regularnie, na swojej pozycji. Szacunek.
Ale gdyby to prześledzić dokładnie, zdjąwszy klapki z oczu i schowawszy sympatię do kieszeni, Górkiewicz zawsze był piłkarzem do zadań specjalnych. Takim, który nagle, bez praktyki meczowej, musi wejść do składu na ważny mecz, nikt nie wie czego się spodziewać, a on walnie bramkę czy zagra świetnie w obronie. Problemy zaczynały się zawsze, gdy zaczynał mieć pewne miejsce w składzie. Np. u Kasperczyka w pierwszym sezonie w ekstraklasie. Gdy wskakiwał do składu, grał dobry mecz. Gdy w nim zostawał, grał beznadziejnie i siadał na ławce. Po paru tygodniach znów wskakiwał, w drugim meczu wypadał. I tak dalej.
Problem w tym, że ostatnimi czasy jest już podstawowym obrońcą, który gra co tydzień, cokolwiek by nie zrobił. I to gra w ekstraklasie, na ekstraklasowych skrzydłowych. Walką i ambicją można coś nadgonić raz czy drugi, ale gdy tydzień w tydzień jest sama walka, a brakuje umiejętności, to robi się niebezpiecznie. Co gorsze dla Górkiewicza, w składzie Podbeskidzia zostało już naprawdę mało zawodników, którzy nie pasują do ekstraklasy. W pierwszym-drugim sezonie było to pewnie z 50 procent drużyny, teraz z podstawowego składu... jest tylko Górkiewicz. Zawodnicy mogą być w różnej formie, zagrać świetnie, albo fatalnie, ale generalnie i Pesković i Konieczny i Pietrasiak i Pazio i Iwański i Sloboda i Chmiel i Korzym i Demjan i Sokołowski są na niezłym poziomie ekstraklasowym. A Górkiewicz cały czas musi nadrabiać braki.
Bartek Konieczny np. zagrał fatalnie przeciwko GKS-owi Bełchatów i pewnie sam o tym wie, zdarza się. Ale na Cracovii był już dużo lepszy i pewnie przez najbliższych parę miesięcy nie zbliży się nawet do takiego poziomu. A Górkiewicz rozwijał się, walczył, nadrabiał, ale wyraźnie doszedł do szklanego sufitu i wyżej nie podskoczy.
Nie mam nic przeciwko obecności Górkiewicza w kadrze. Jest jednym z symboli drużyny, gdy trzeba będzie wskoczyć, to – jak mówiłem – nie odpuści. Sympatyczna historia. Gdyby nie to, że można o nim sporo poczytać na pilkarskamafia.blogspot.com, byłby nawet kandydatem do obwożenia po okolicznych szkołach i pokazywania dzieciom, że ambicja może czasem więcej niż umiejętności. Ale jego regularna gra w podstawowym składzie to dla Podbeskidzia problem.
Tak. Prześledźcie wyraźnie, ile razy z jego strony nadchodziło dla Podbeskidzia zagrożenie. To nie jest tylko kwestia meczu z Cracovią, tylko notoryczny problem. Podbeskidzie bardzo wzmocniło tego lata kadrę i tym bardziej widać, jak na pewnych pozycjach są kłopoty bogactwa, a na niektórych pustki. Lewa obrona – Adam Pazio – bardzo solidny ekstraklasowy piłkarz. Frank Adu – trochę ofiara wizerunku, który wytworzył sobie w pierwszych miesiącach po przyjściu do drużyny (inna sprawa, że trener Michniewicz zrobił podobno wiele, by te miesiące nie były łatwe). Ale od wiosny zeszłego roku, to bardzo solidny grajek, który jeszcze potrafi się urwać do przodu. Nawet, jeśli wygląda na trochę chaotycznego i nieskoordynowanego, można na nim względnie polegać. A jest jeszcze Piotr Tomasik, niezły I-ligowy piłkarz, który ze względu na sporą konkurencję jeszcze w drużynie nie zadebiutował. Podobnie jak Rafał Grzelak, stoper, ale taki, który na lewej stronie też zagra.
A po prawej pustka. Marek Sokołowski, który jak gra w obronie, to brakuje go w pomocy. A poza tym od jakiegoś czasu „Sokół” im bliżej bramki, tym groźniejszy i tyczy się to bramki zarówno własnej, jak i cudzej. Lepiej więc go trzymać bliżej cudzej. Musiał więc grać Górkiewicz.
Brawo dla trenera Ojrzyńskiego za reakcję w ostatnich 10 minutach na Cracovii, zagranie piątką z tyłu i przesunięcie Pazia na prawą obronę do asekurowania Górkiewicza. Teraz przed bielszczanami mecz z Legią, czyli bardzo ciężki. Co będzie większym ryzykiem: próbowanie, jak lewonożny Pazio zagra na prawej obronie czy próbowanie, jak Górkiewicz poradzi sobie z Koseckim, Radoviciem czy Żyrą? Niech każdy odpowie sobie sam. Moją odpowiedź znacie.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego
Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
Ale gdyby to prześledzić dokładnie, zdjąwszy klapki z oczu i schowawszy sympatię do kieszeni, Górkiewicz zawsze był piłkarzem do zadań specjalnych. Takim, który nagle, bez praktyki meczowej, musi wejść do składu na ważny mecz, nikt nie wie czego się spodziewać, a on walnie bramkę czy zagra świetnie w obronie. Problemy zaczynały się zawsze, gdy zaczynał mieć pewne miejsce w składzie. Np. u Kasperczyka w pierwszym sezonie w ekstraklasie. Gdy wskakiwał do składu, grał dobry mecz. Gdy w nim zostawał, grał beznadziejnie i siadał na ławce. Po paru tygodniach znów wskakiwał, w drugim meczu wypadał. I tak dalej.
Problem w tym, że ostatnimi czasy jest już podstawowym obrońcą, który gra co tydzień, cokolwiek by nie zrobił. I to gra w ekstraklasie, na ekstraklasowych skrzydłowych. Walką i ambicją można coś nadgonić raz czy drugi, ale gdy tydzień w tydzień jest sama walka, a brakuje umiejętności, to robi się niebezpiecznie. Co gorsze dla Górkiewicza, w składzie Podbeskidzia zostało już naprawdę mało zawodników, którzy nie pasują do ekstraklasy. W pierwszym-drugim sezonie było to pewnie z 50 procent drużyny, teraz z podstawowego składu... jest tylko Górkiewicz. Zawodnicy mogą być w różnej formie, zagrać świetnie, albo fatalnie, ale generalnie i Pesković i Konieczny i Pietrasiak i Pazio i Iwański i Sloboda i Chmiel i Korzym i Demjan i Sokołowski są na niezłym poziomie ekstraklasowym. A Górkiewicz cały czas musi nadrabiać braki.
Bartek Konieczny np. zagrał fatalnie przeciwko GKS-owi Bełchatów i pewnie sam o tym wie, zdarza się. Ale na Cracovii był już dużo lepszy i pewnie przez najbliższych parę miesięcy nie zbliży się nawet do takiego poziomu. A Górkiewicz rozwijał się, walczył, nadrabiał, ale wyraźnie doszedł do szklanego sufitu i wyżej nie podskoczy.
Nie mam nic przeciwko obecności Górkiewicza w kadrze. Jest jednym z symboli drużyny, gdy trzeba będzie wskoczyć, to – jak mówiłem – nie odpuści. Sympatyczna historia. Gdyby nie to, że można o nim sporo poczytać na pilkarskamafia.blogspot.com, byłby nawet kandydatem do obwożenia po okolicznych szkołach i pokazywania dzieciom, że ambicja może czasem więcej niż umiejętności. Ale jego regularna gra w podstawowym składzie to dla Podbeskidzia problem.
Tak. Prześledźcie wyraźnie, ile razy z jego strony nadchodziło dla Podbeskidzia zagrożenie. To nie jest tylko kwestia meczu z Cracovią, tylko notoryczny problem. Podbeskidzie bardzo wzmocniło tego lata kadrę i tym bardziej widać, jak na pewnych pozycjach są kłopoty bogactwa, a na niektórych pustki. Lewa obrona – Adam Pazio – bardzo solidny ekstraklasowy piłkarz. Frank Adu – trochę ofiara wizerunku, który wytworzył sobie w pierwszych miesiącach po przyjściu do drużyny (inna sprawa, że trener Michniewicz zrobił podobno wiele, by te miesiące nie były łatwe). Ale od wiosny zeszłego roku, to bardzo solidny grajek, który jeszcze potrafi się urwać do przodu. Nawet, jeśli wygląda na trochę chaotycznego i nieskoordynowanego, można na nim względnie polegać. A jest jeszcze Piotr Tomasik, niezły I-ligowy piłkarz, który ze względu na sporą konkurencję jeszcze w drużynie nie zadebiutował. Podobnie jak Rafał Grzelak, stoper, ale taki, który na lewej stronie też zagra.
A po prawej pustka. Marek Sokołowski, który jak gra w obronie, to brakuje go w pomocy. A poza tym od jakiegoś czasu „Sokół” im bliżej bramki, tym groźniejszy i tyczy się to bramki zarówno własnej, jak i cudzej. Lepiej więc go trzymać bliżej cudzej. Musiał więc grać Górkiewicz.
Brawo dla trenera Ojrzyńskiego za reakcję w ostatnich 10 minutach na Cracovii, zagranie piątką z tyłu i przesunięcie Pazia na prawą obronę do asekurowania Górkiewicza. Teraz przed bielszczanami mecz z Legią, czyli bardzo ciężki. Co będzie większym ryzykiem: próbowanie, jak lewonożny Pazio zagra na prawej obronie czy próbowanie, jak Górkiewicz poradzi sobie z Koseckim, Radoviciem czy Żyrą? Niech każdy odpowie sobie sam. Moją odpowiedź znacie.
Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego
Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
Polecane
Ekstraklasa