FELIETON: Patrzę na Podbeskidzie i oczom nie wierzę

16.06.2014
Ciężko odrywać nawet ćwierć oka od mundialu, ale gdzieś w tle toczą się przygotowania do nowego sezonu w ekstraklasie. Boję się szoku, jaki przeżyjemy wracając z Brazylii na nasze obiekty, ale też muszę przyznać, że patrzę z rosnącą ekscytacją.

Takiego lata, jakie teraz obserwujemy w Podbeskidziu Bielsko-Biała, nie było bodaj od 2010 roku. Wtedy też trwały mistrzostwa świata, choć nie tak dobre, jak póki co te obecne, a Podbeskidzie gdzieś w cieniu wykuwało zespół, który miał za parę miesięcy awansować do ekstraklasy. Wiadomo, żyliśmy wtedy jeszcze w czasach, gdy wydawało się, że Kasperczyk to ostatni nieudacznik, którego pozostawienie na stanowisku było strzałem w stopę Okrzesika i wszyscy obawialiśmy się startu nowego sezonu. Ale też czuło się, że te transfery wyglądały jakoś solidniej niż zwykle. I Cieśliński, i Rogalski, i Łatka i te powroty z wypożyczeń. Demjana nie liczę, bo wtedy był nołnejmem, jak dzisiaj w Belgii.

Nie tak dawno wołałem do Podbeskidzia, żeby znalazło na siebie pomysł. Nie chcę wyciągać wniosków zbyt pochopnie, może to ten brazylijski entuzjazm przemawia mi przez palce, ale ruchy transferowe Podbeskidzia wyglądają na ten moment BARDZO obiecująco.

Po pierwsze i najważniejsze, udało się zatrzymać Leszka Ojrzyńskiego. Wypuszczenie go w tym momencie byłoby bardzo jasnym sygnałem: w Bielsku-Białej będziemy grać o utrzymanie aż do usranej śmierci. Teraz jest sygnał: zaczęliśmy budować coś fajnego, więc nie będziemy tego psuć. Za to brawo.

Po drugie, ściągnięcie Sylwestra Patejuka. Z jednej strony, to takie typowo bielskie. Połowa transferów to powroty. Ale jednak dla mnie to inny powrót niż te Kołodzieja, Chrapka czy Sachy. Tam wraki ludzi wracały, by w ciepłym bielskim gniazdku znów nabrać sił. Wracały do miejsca, które akceptuje ich słabości, jak śpiewał klasyk. Patejuk wraca do Bielska może nie jako facet, który podbił ligę, ale jednak grał regularnie w większym klubie od Podbeskidzia. Nie jest jakiś bardzo stary i jestem pewny, że będzie wzmocnieniem.

Po trzecie, ściągnięcie Michala Peskovicia. Współpraca najmłodszego trenera bramkarzy z najstarszym bramkarzem w ekstraklasie układała się wzorowo. Pamiętamy tego bojaźliwego Zajaca, którego przyklejenie do linii tak wkurzało. Pewnych nawyków się nie zmieni, już nigdy nie będzie królem przedpola, a przewrotnie można powiedzieć, że jest jedynym bramkarzem na świecie, który obroniłby ten genialny strzał Van Persiego z meczu Hiszpania – Holandia, bo jako jedyny bramkarz na świecie stałby w tamtym momencie na linii. Ale mam wrażenie, że współpraca z trenerem bramkarzy dobrze mu robi. Granie jednak 37-letnim Zajacem, nie mając na ławce nikogo, jest jednak szalenie ryzykowne, co pokazał przykład siatkarza Władysława. Pesković jest młodszy, ale bardzo doświadczony, grał ostatnio w ekstraklasie lepszej niż polska, lecz naszą ligę dobrze zna i ma w niej pewną renomę. Rywalizacja o miejsce między słupkami będzie fascynująca, ale o obsadę tej pozycji w Podbeskidziu nie muszą się obawiać.

Po czwarte, pożegnania. Tu znalazłoby się parę minusów, uważam, że parę kontraktów zostało przedłużonych zbyt lekką ręką, ale generalnie Podbeskidzie mocno pozamiatało szatnię ze szrotu. Pytanie, skąd ten szrot w ogóle wziął się w Bielsku, zostawiam na okazję, gdy będę w trochę bardziej krwiożerczym nastroju. Osobnymi kwestiami są odejścia Łatki, Telichowskiego i Paweli. Braku Telichowskiego BARDZO żałuję, ale go rozumiem. Odchodzi do bogatszego klubu i dostał w nim dłuższą umowę niż w Podbeskidziu. Wiem, że wśród kibiców pojawiają się głosy oburzenia, że beniaminek jest w stanie przebić ofertę Górali, ale tak może mówić tylko ten, kto nie zna realiów. To nie jest beniaminek Kolejarz Stróże, tylko beniaminek Bełchatów. Jeden z najbogatszych regionów w Polsce. Łatki żałuję, bo uważam, że był pewnym symbolem Podbeskidzia. Zawodnik, który mimo wszystkich kłujących w oczy braków, dawał radę. Trzeba ładnie podziękować za wszystko, ale też nie ma co straszliwie rozpaczać za 36-letnim defensywnym pomocnikiem, który grał w sposób bardzo już przestarzały. Natomiast Pawela... To oczywiście najlepszy bielski napastnik w zeszłym sezonie, ale nie ma co przesadzać, świadczy to tylko i wyłącznie o innych napastnikach. Jak dla mnie Pawela mógłby zostać, ale na średnim, raczej niższym kontrakcie w skali drużyny. Jeśli rzeczywiście chciał choć o złotówkę więcej, to nie dziwię się, że go pożegnano. Mogę się z kimś założyć, że poprzedni sezon w Podbeskidziu był najlepszym w karierze Paweli, do którego już nigdy się nie zbliży.

Po piąte, kierunek. Podbeskidzie miało zdefiniować swoją drogę i tego lata bardzo wyraźnie to robi. Oby tendencja się utrzymała, bo na dziś to jedyna droga dla tego klubu. Szukanie wyróżniających zawodników w niższych ligach. To jest miejsce Podbeskidzia w polskim futbolu – dawanie takim graczom szans w ekstraklasie i jeśli się sprawdzą, przekazywanie ich dalej. Nie wiem, czy Wojciech Okińczyc, Bartosz Śpiączka czy będący blisko klubu Wojciech Trochim okażą się wzmocnieniami, ale wiem, że dobrze, że Podbeskidzie szuka wśród takich, a nie podejrzanych eksperymentów typu Luka Gusić.

Zatrzymać Iwańskiego, ściągnąć jeszcze paru grajków z I-II ligi i będzie pięknie. Oglądam najlepszy mundial za mojego życia i czuję perspektywy na obejrzenie najlepszego sezonu Podbeskidzia.


Michał Trela
Autor jest dziennikarzem Przeglądu Sportowego
Więcej jego tekstów znajdziesz na michaltrela.blog.pl
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również