"Dziś raczej nie zabiegamy przeciwnika, co było realne rok wcześniej"
05.10.2012
Doświadczony pomocnik bielszczan mówi już otwarcie o słabym przygotowaniu fizycznym. - Niestety, czuję to. Jest mi przykro, że kibice muszą patrzeć na taką grę. Ekstraklasa to już są określone wymogi i trzeba być naprawdę dobrze przygotowanym. Tak jak mówię, wcześniej wszelkie braki niwelowaliśmy walką i bieganiem do upadłego przez cały mecz. Zawsze się dobrze ustawialiśmy, asekurowaliśmy, podwajaliśmy. Teraz zawsze kogoś gdzieś brakuje - tłumaczy.
Kilka dni temu Robert Kasperczyk wspominał, że późno dostał wyniki badań, bo wcześniej brakowało pieniędzy. - Wie pan, dla mnie to dziwne. Pamiętam czasy, kiedy tego typu badania nie miały większego znaczenia, a zespoły jakoś były dobrze przygotowane. Teraz pozapominano o wszystkim i bez badań ani rusz? Trochę to pokręcone. Nie chciałbym wypowiadać się zbyt krytycznie, ale to raczej słabe wytłumaczenie - twierdzi Łatka.
Gdzie kibice "Górali" mają więc szukać podstaw do optymizmu? - Budujące jest to, że nikt się nie poddaje. Wszyscy są skoncentrowani. Brakuje "płuc", ale nie rezygnujemy. Myślę, że dobrze zrobi nam przerwa na mecze reprezentacji. W tym czasie będzie można chociaż trochę popracować nad wydolnością. O wszystkim jednak zdecyduje trener. Na niektóre sprawy mam inny pogląd, ale jestem tylko piłkarzem i muszę podporządkować się decyzjom sztabu szkoleniowego - zauważa.
Pomocnik bielszczan odnosi się też do słów Roberta Demjana, które publikowaliśmy, że może należałoby strzelać bramki później. - Śmiesznie to zabrzmiało. Nie chcę krytykować Roberta, sądzę, że powiedział to w formie żartu. Wszyscy jesteśmy rozgoryczeni, a Demjan ma szczególne powody. W tamtym sezonie mówiono, że nie strzela za dużo, teraz zaś trafia regularnie, tyle że niewiele nam to daje - nie ukrywa.
W rozmowie 2x45.com.pl, Łatka komentuje też ostatnie decyzje zarządu o zwolnieniu Roberta Mioduszewskiego, trenera bramkarzy oraz odsunięcia od pracy z pierwszym zespołem Tomasza Świderskiego. - Jest mi trochę przykro, bo dobrze nam się pracowało z tymi trenerami. Zarząd i pierwszy trener tak zdecydowali, my przyjmujemy to do wiadomości i myślimy o samym graniu - kończy.
Kilka dni temu Robert Kasperczyk wspominał, że późno dostał wyniki badań, bo wcześniej brakowało pieniędzy. - Wie pan, dla mnie to dziwne. Pamiętam czasy, kiedy tego typu badania nie miały większego znaczenia, a zespoły jakoś były dobrze przygotowane. Teraz pozapominano o wszystkim i bez badań ani rusz? Trochę to pokręcone. Nie chciałbym wypowiadać się zbyt krytycznie, ale to raczej słabe wytłumaczenie - twierdzi Łatka.
Gdzie kibice "Górali" mają więc szukać podstaw do optymizmu? - Budujące jest to, że nikt się nie poddaje. Wszyscy są skoncentrowani. Brakuje "płuc", ale nie rezygnujemy. Myślę, że dobrze zrobi nam przerwa na mecze reprezentacji. W tym czasie będzie można chociaż trochę popracować nad wydolnością. O wszystkim jednak zdecyduje trener. Na niektóre sprawy mam inny pogląd, ale jestem tylko piłkarzem i muszę podporządkować się decyzjom sztabu szkoleniowego - zauważa.
Pomocnik bielszczan odnosi się też do słów Roberta Demjana, które publikowaliśmy, że może należałoby strzelać bramki później. - Śmiesznie to zabrzmiało. Nie chcę krytykować Roberta, sądzę, że powiedział to w formie żartu. Wszyscy jesteśmy rozgoryczeni, a Demjan ma szczególne powody. W tamtym sezonie mówiono, że nie strzela za dużo, teraz zaś trafia regularnie, tyle że niewiele nam to daje - nie ukrywa.
W rozmowie 2x45.com.pl, Łatka komentuje też ostatnie decyzje zarządu o zwolnieniu Roberta Mioduszewskiego, trenera bramkarzy oraz odsunięcia od pracy z pierwszym zespołem Tomasza Świderskiego. - Jest mi trochę przykro, bo dobrze nam się pracowało z tymi trenerami. Zarząd i pierwszy trener tak zdecydowali, my przyjmujemy to do wiadomości i myślimy o samym graniu - kończy.
Polecane
Ekstraklasa