Dzięki niemu piłkarze Podbeskidzia wrócili do czasów dzieciństwa

12.11.2009
Miał poprowadzić Podbeskidzie w trzech ostatnich meczach tego roku. Niewykluczone, że zostanie z zespołem na stałe. Tomasz Świderski zgłasza się do konkursu na nowego trenera bielszczan.
- Gdy przejmowałem zespół, podkreślałem w rozmowach z zarządem, że chciałbym jeszcze pobyć asystentem u jakiegoś trenera z nazwiskiem - nie kryje Tomasz Świderski. W ciągu 10 dni, jakie upłynęły od tamtego momentu, wiele się jednak zmieniło. - Myślę, że zdobyłem sobie uznanie drużyny. Chłopcy nie traktują mnie jako wuefisty z gwizdkiem czy opiekuna młodzieży - podkreśla 36-latek i śmiało zgłasza swoją kandydaturę do konkursu na nowego szkoleniowca drużyny z Bielska-Białej. Jak sam przekonuje, sposób na poprawę gry Podbeskidzia już znalazł.

- Mam pomysł na ten zespół. Wiem też, jaki nakreśliłbym plan przygotowań do rundy wiosennej. To duże wyzwanie, ale w żadnym wypadku się go nie obawiam - zapewnia. A trzeba przyznać, że Świderskiemu odwagi nie brakuje. Mało bowiem kto - mając w perspektywie arcyważne spotkania - odważyłby się serwować piłkarzom gry i zabawy rodem z treningów juniorów.

Efekt? Atmosfera w szeregach "Górali" szybko się poprawiła. - Chłopcy żartowali, że wracają do czasów dzieciństwa - kontynuuje Świderski, który został rzucony na naprawdę głęboką wodę. W ciągu wspomnianych 10 dni pod jego wodzą bielszczanie rozegrali przecież aż trzy pojedynki o stawkę. - Odbyliśmy zaledwie pięć treningów, z czego trzy rozruchy - wskazuje ambitny trener. Czy zdoła przekonać do siebie nowe władze klubu? Te mają zostać wybrane 16 listopada.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również