"Dwa punkty w czterech meczach? Zasłużyliśmy na więcej!"
01.04.2017
Gdyby mecze GKS-u Katowice kończyły się po 45 minutach, to w tym roku zdobyłby osiem punktów. Kończą się jednak po 90, więc podopieczni Jerzego Brzęczka mają... dwa "oczka". - Musiałbym się znów powtórzyć... - rozpoczął podsumowywanie przegranej z Podbeskidzem Bielsko-Biała trener GieKSy. - Gratuluję i dziękuję chłopakom za walkę i zaangażowanie. Kolejne spotkanie, w którym przeciwnik ma jedną sytuację po stałym fragmencie gry i zdobywa bramkę. My stwarzamy okazje, są słupki, poprzeczki... Jak widać, na razie nam szczęście nie sprzyja. Pozytywna rzecz, że ten marzec się kończy. Mam nadzieję, że od kwietnia szczęście będzie po naszej stronie, bo na pewno zawodnicy zasługują na to przez pryzmat tego, jak grają - powiedział szkoleniowiec.
- Wiem, że dla wielu to będzie trudne, ale my na pewno się nie poddajemy i jestem pewien, że do samego końca będziemy walczyć o awans. Najgorszą rzeczą byłoby teraz, żebyśmy spuścili głowy i powiedzieli, że nie mamy potencjału. Mamy. Jestem pełen wiary w to, że po prostu ta karta się obróci na naszą stronę - kontynuował Brzęczek.
Trener odniósł się też do zarzutów, że w drugich połowach GKS wygląda słabiej od przeciwników. - Nikt nie popatrzył na to, że w meczu z Zagłębiem Sosnowiec trzech zawodników przeciwnika łapały skurcze i były zmiany. Komentatorzy ciągle to powtarzają, a ludzie tego słuchają. Fakty są przeciwko nam, ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jesteśmy słabsi fizycznie niż przeciwnik - podkreślił.
Przykłady na potwierdzenie tej tezy doszukać się można było także we wczorajszym spotkaniu. - Pierwsza bramka dla Podbeskidzia. Piłka odbija się od nogi "Kamyka" i spada prosto pod nogi przeciwnika. Takie są niestety okresy w piłce nożnej. Na razie my cierpimy, ale jestem pełen wiary w tą drużynę. Nie mogę złego słowa powiedzieć na jakość i zaangażowanie. To, że jesteśmy rozczarowani, to jasna sprawa. Dwa punkty w czterech meczach to jest za mało do tego, co chcieliśmy mieć, o co walczyliśmy i na co zasłużyliśmy. Ta liga jeszcze długo będzie trwać. Będzie dużo niespodzianek - stwierdził Brzęczek.
- Wiem, że dla wielu to będzie trudne, ale my na pewno się nie poddajemy i jestem pewien, że do samego końca będziemy walczyć o awans. Najgorszą rzeczą byłoby teraz, żebyśmy spuścili głowy i powiedzieli, że nie mamy potencjału. Mamy. Jestem pełen wiary w to, że po prostu ta karta się obróci na naszą stronę - kontynuował Brzęczek.
Trener odniósł się też do zarzutów, że w drugich połowach GKS wygląda słabiej od przeciwników. - Nikt nie popatrzył na to, że w meczu z Zagłębiem Sosnowiec trzech zawodników przeciwnika łapały skurcze i były zmiany. Komentatorzy ciągle to powtarzają, a ludzie tego słuchają. Fakty są przeciwko nam, ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jesteśmy słabsi fizycznie niż przeciwnik - podkreślił.
Przykłady na potwierdzenie tej tezy doszukać się można było także we wczorajszym spotkaniu. - Pierwsza bramka dla Podbeskidzia. Piłka odbija się od nogi "Kamyka" i spada prosto pod nogi przeciwnika. Takie są niestety okresy w piłce nożnej. Na razie my cierpimy, ale jestem pełen wiary w tą drużynę. Nie mogę złego słowa powiedzieć na jakość i zaangażowanie. To, że jesteśmy rozczarowani, to jasna sprawa. Dwa punkty w czterech meczach to jest za mało do tego, co chcieliśmy mieć, o co walczyliśmy i na co zasłużyliśmy. Ta liga jeszcze długo będzie trwać. Będzie dużo niespodzianek - stwierdził Brzęczek.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku