Dwa oblicza Superpucharu. Wisła zrewanżowała się Rekordowi

07.09.2014
Przed rokiem to Rekord triumfował w meczu o futsalowy Superpuchar Polski. Dziś krakowska Wisła wzięła na bielszczanach rewanż. Sam mecz w hali pod Dębowcem miał dwie zgoła odmienne połowy.
Gospodarze zdominowali początek meczu, ale nie na tyle, by wypracować sobie zaliczkę. Golkiper Wisły interweniować musiał po strzałach, na które zdecydowali się Jan Janovsky i Radek Polasek. Precyzji zabrakło także m.in. Douglasowi. Dopiero w 13. minucie Rekord w pełni zasłużenie dopiął swego. Mimo ostrego kąta doskonale uderzył Artur Popławski. Szybką ripostą krakowian była szarża Alvaralhao powstrzymana przez Krystiana Brzenka. Ale zarazem była to jedna z nielicznych prób ofensywnych ekipy zdobywcy Pucharu Polski. Na przerwę „biało-zieloni” mogli natomiast schodzić w jeszcze lepszych nastrojach. Na 10 sekund przed syreną oznajmiającą pauzę w pojedynku Michał Marek zaprzepaścił sytuację „oko w oko” z Kamilem Dworzeckim.

Wszystko przebiegało więc po myśli miejscowych, którzy prezentowali się lepiej od futsalowców „Białej Gwiazdy”. Udowodnić musieli to jednak w drugich 20 minutach niedzielnej konfrontacji, a te zaczęły się fatalnie... Znać o sobie dał bielskim kibicom były „rekordzista” Paweł Budniak, który w 22. minucie uradował swoich kolegów z drużyny. Napastnik Wisły Krakbet rozochocił się na tyle, że kilkanaście sekund później znów spróbował swoich sił. Efekt? Słupek bramki Rekordu. W 26. minucie krakowianie raz jeszcze przypuścili atak – dla odmiany skuteczny, kiedy sprytnym strzałem popisał się Sebastian Wojciechowski. Niebawem zaliczka przyjezdnych jeszcze powiększyła się. Brzenk nie zdołał zablokować uderzenia Adriana Patera. Wystarczyło więc niespełna 10 minut, by sytuacja bielszczan diametralnie zmieniła się. Cóż z tego, że w odpowiedzi dwoił się i troił Popławski, skoro piłka nie chciała wpaść do bramki Wisły. W 33. minucie trafienie kontaktowe zanotować mógł Rafał Franz, ale też skutecznością nie wykazał się. Ostatnią deską ratunku mistrza Polski miał być manewr wycofania bramkarza. Skorzystali na tym rywale, a konkretnie... golkiper, który jedną z kilku prób ulokowania piłki w „świątyni” Rekordu wykorzystał. To – wobec mądrej gry w defensywie – dało cenne trofeum zespołowi z Krakowa.

źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również