Dramatyczne przeżycie utkwiło w pamięci piłkarzy Podbeskidzia

22.04.2010
- Pierwsze, co zrobiłem po przyjściu do domu, to wyściskałem swojego syna - opowiada Łukasz Ganowicz, który wraz z Tomaszem Górkiewiczem pomagał wczoraj w ratowaniu matki i jej dziecka.
Zawodnicy Podbeskidzia jechali z Bielska-Białej do Dankowic na trening. Niemal na ich oczach jadący przed nimi samochód wypadł z zakrętu, dachował i wpadł do stawu. - Miejscowi opowiadali potem, że to nie pierwszy wypadek na tym zakręcie. Przed nami zatrzymali się jeszcze dwaj strażacy i to im należą się słowa szacunku, bo od razu wskoczyli do wody i z zimną krwią zaczęli ratować poszkodowanych. Mieli w  dodatku przy sobie łopatę i inne rzeczy, które pomogły w otwarciu drzwi feralnego samochodu. My tylko pomogliśmy wyciągnąć kobietę na brzeg - relacjonuje Ganowicz.

Poszkodowana była w pełni świadoma, lecz wpadła w panikę, bo zdała sobie sprawę, że w aucie zostało jeszcze jej dziecko. W międzyczasie do ratujących dołączył kierownik Podbeskidzia, Marek Móll, oraz masażysta Paweł Wisła, który fachowo udzielił sztucznego oddychania. - Dziecko wyksztusiło z siebie wodę i jego wszystkie czynności wróciły do normy. Przyznam jednak, że na treningu trudno mi było jeszcze się skupić. Po powrocie do domu wyściskałem od razu swojego syna, który jest w podobnym wieku. Człowiek w takich chwilach docenia to, co ma - podkreśla obrońca Podbeskidzia.

Jeszcze wczoraj bielszczanie odwiedzili poszkodowaną i jej pociechę. - Czują się dobrze. Mały ma tylko zadrapanie na policzku. Na szczęście dobrze się wszystko skończyło, ale przyznam, że te obrazki jeszcze długo będą żywe w mojej głowie. Szok był duży - dodaje Ganowicz.
autor: Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również