„Do utrzymania potrzebny jeszcze wyższy poziom”
30.03.2014
W komentarzu na łamach portalu SportoweBeskidy.pl Bożydar Iwanow zwraca uwagę na zeszłoroczny marsz Podbeskidzia w kierunku utrzymania w ekstraklasie i rolę, jaką w tym sukcesie odegrał trener Czesław Michniewicz. – Wiosną 2013 najważniejsze było ogranie w pierwszym meczu Jagiellonii 4-0, jeszcze za Dariusza Kubickiego, który świetnie w zimie przygotował drużynę i dał jej nadzieję. Potem Czesław Michniewicz dodał do tego swoją taktykę, psychologię i dobre podejście do zawodników, którzy mogli się zetknąć z wyjątkowym w ostatnim czasie trenerem w naszym kraju – „polskim Mourinho”, który przecież w młodym wieku zdobył mistrzostwo Polski z Zagłębiem Lubin, a wcześniej Puchar i Superpuchar Polski z Lechem. Mimo jego trofeów zdobytych na Dolnym Śląsku i Wielkopolsce dla mnie jego największym sukcesem było właśnie utrzymanie Podbeskidzia w lidze. Tym bardziej uważam, że rozstanie z nim w październiku było przedwczesne – czytamy w felietonie.
We wcześniejszym meczu z Cracovią „Górale” zagrali bardzo słabo. W piątek nowej jakości nie było, ale korzystny wynik. A to przecież punktów zespół Podbeskidzia potrzebuje najbardziej. – W przeciwieństwie do spotkania z „Pasami”, zespół miał w pierwszej połowie jakieś sytuacje. Sam Fabian Pawela mógł przecież zdobyć dwa gole. Szkoda, że choć jednej z okazji nie wykorzystał. Wyraźnie nie ma szczęścia w tym sezonie. (…) Fabian na pewno nie zapomniał, jak strzela się bramki. Jego skuteczność będzie potrzebna drużynie w końcówce sezonu. Na razie najlepszym strzelcem, choć głównie dzięki karnym, jest… Marek Sokołowski – dodaje Bożydar Iwanow.
Zdaniem dziennikarza stacji Polsat korzystne okazało się zrezygnowanie z ustawienia z Maciejem Iwańskim na klasycznej „10”. Z personalnych wątków przywołuje też Mikołaja Lebedyńskiego, który w swoim oficjalnym debiucie w Podbeskidziu nie zachwycił. Wygrana z „Niebieskimi” to swego rodzaju „dar od losu”. – W Chorzowie dodaliby pewnie, że i od arbitrów. Piłkarze chyba też mają świadomość, że w ich grze ciągle jest jeszcze sporo mankamentów. Po pierwszej w tym sezonie wyjazdowej wygranej nie było wielkiej fety, ani nawet jakiejś bardzo spontanicznej radości. Wszyscy wiedzą, że chcąc się utrzymać, trzeba prezentować wyższy poziom niż w piątek – komentuje Iwanow.
Cały felieton Bożydara Iwanowa na SportoweBeskidy.pl.
We wcześniejszym meczu z Cracovią „Górale” zagrali bardzo słabo. W piątek nowej jakości nie było, ale korzystny wynik. A to przecież punktów zespół Podbeskidzia potrzebuje najbardziej. – W przeciwieństwie do spotkania z „Pasami”, zespół miał w pierwszej połowie jakieś sytuacje. Sam Fabian Pawela mógł przecież zdobyć dwa gole. Szkoda, że choć jednej z okazji nie wykorzystał. Wyraźnie nie ma szczęścia w tym sezonie. (…) Fabian na pewno nie zapomniał, jak strzela się bramki. Jego skuteczność będzie potrzebna drużynie w końcówce sezonu. Na razie najlepszym strzelcem, choć głównie dzięki karnym, jest… Marek Sokołowski – dodaje Bożydar Iwanow.
Zdaniem dziennikarza stacji Polsat korzystne okazało się zrezygnowanie z ustawienia z Maciejem Iwańskim na klasycznej „10”. Z personalnych wątków przywołuje też Mikołaja Lebedyńskiego, który w swoim oficjalnym debiucie w Podbeskidziu nie zachwycił. Wygrana z „Niebieskimi” to swego rodzaju „dar od losu”. – W Chorzowie dodaliby pewnie, że i od arbitrów. Piłkarze chyba też mają świadomość, że w ich grze ciągle jest jeszcze sporo mankamentów. Po pierwszej w tym sezonie wyjazdowej wygranej nie było wielkiej fety, ani nawet jakiejś bardzo spontanicznej radości. Wszyscy wiedzą, że chcąc się utrzymać, trzeba prezentować wyższy poziom niż w piątek – komentuje Iwanow.
Cały felieton Bożydara Iwanowa na SportoweBeskidy.pl.
Polecane
Ekstraklasa