Do bramki Rekordu Bielsko-Biała wrócił "jedyny i niesamowity"

15.02.2011
Gdy Krystian Brzenk w fenomenalny sposób po raz kolejny bronił Rekord Bielsko-Biała przed utratą bramki w meczu z Red Devils Chojnice, spiker krzyknął "jedyny i niesamowity!". To dobrze oddaje nastroje.
Witold Zając jest dobry, a Maciej Rozmus może jeszcze lepszy. Jednak Brzenk jest nie do podrobienia i właściwie nie do zastąpienia. Choć nie wszyscy mówili o tym głośno, było wiadomo, że zarówno zawodnicy, jak i kibice z utęsknieniem czekali na powrót doświadczonego bramkarza. A ten nie mógł grać z powodu złamania ręki, którego doznał w listopadowym spotkaniu z Kupczykiem Kraków.

Pod jego nieobecność bielszczanie mieli lepsze i gorsze momenty, ale tak dobrej formy, jaką zaprezentował Brzenk w niedzielnym starciu z chojniczanami, nie pokazywał żaden z bramkarzy. - W drugiej połowie miał sporo pracy, ale spisywał się świetnie. Z wszystkich sytuacji wychodził obronną ręką. Nawet ta jedyna stracona bramka nie musiała wcale paść, mieliśmy pecha - stwierdził Wojciech Łysoń, gracz futsalowego Rekordu.

Przez ponad 3/4 spotkania wydawało się, że czwarta drużyna ekstraklasy po raz pierwszy w tym sezonie nie straci nawet gola. Kiedy sytuacja była już tak beznadziejna, że nawet Brzenk nie był w stanie jej uratować, z pomocą przychodzili mu partnerzy, którzy kilkakrotnie wybijali piłkę z linii bramkowej. To jednak była rzadkość, bo zazwyczaj bramkarz był zwyczajnie nie do minięcia,. Nie udało się to nawet z rzutu karnego. A jak swój występ ocenia sam zainteresowany?

Tak jak się można było spodziewać - nad wyraz skromnie. - Myślę, że zagrałem nie najgorzej. Nie chciałbym siebie jednak jakoś szczególnie forować, od oceniania są trenerzy. Od miesiąca już trenowałem i taki wolny powrót bardzo mi pomógł, bo mogłem odzyskać czucie piłki. Przed kontuzją byłem w wysokiej formie i na pewno łatwiej się wraca z takiego pułapu - mówi bohater meczu z Red Devils Chojnice.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również