Dlaczego Podbeskidzie dało GieKSie spokój? "Najlepsi też tak grają"

30.08.2010
Przed większość sobotniego meczu na Bukowej piłkarze Podbeskidzia nie mieli dla GKS-u litości, ale w końcówce... zmienili zdanie. - To nie było żadne odpuszczanie! - protestuje Robert Kasperczyk.
Trwa pojedynek GKS-u Katowice z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Goście prowadzą już 4-1, kiedy jeden z ich graczy złym podaniem zamyka koledze szansę na sytuację sam na sam w bramkarzem GieKSy. Wielu na miejscu Roberta Kasperczyka - pamiętając o stanie meczu - machnęłaby ręką. On sam jednak aż się "zagotował". - Trzeba być pazernym. W dobrym tego słowa znaczeniu. Bo jeśli u jednego piłkarza wkradnie się moment dekoncentracji, to zaraz widzą to następni. Najpierw na pół gwizdka zaczyna grać połowa zespołu, a potem już gra tak cały. Po prostu jeżeli strzeliłeś pięć goli, to strzel też tego szóstego - tłumaczy trener "Górali".

Z drugiej strony, kiedy ta szósta bramka już padła, bielszczanie jakby odpuścili. A przynajmniej tak wyglądało to z wysokości trybun. - To nie miało nic wspólnego z odpuszczaniem! - szkoleniowiec Podbeskidzia ostro protestuje. - Chęć posiadania piłki nie jest przecież żadną "odpustką", a wariowanie przez 90 minut mogło się zakończyć urazem - podkreśla i na potwierdzenie swoich słów wskazuje dwie sytuacje. - Michał Osiński prowadził piłkę, a Grzesiek Goncerz o mało nie spowodował kontuzji. Potem Mateusz Żyła gonił bardzo agresywnie rywala, dostał żółtą kartkę i zaczął kuleć. Coś za coś. Wszystkie zespoły w Lidze Mistrzów, które wygrywałyby 6-1, zastosowałyby taką taktykę, jaką my zastosowaliśmy - uważa Kasperczyk.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również