Dlaczego Podbeskidzie cały czas traci takie same bramki?
19.09.2011
Aż osiem z trzynastu bramek Podbeskidzie straciło w tym sezonie po stałych fragmentach gry. Po rzutach rożnych z Bełchatowem (4) i Legią (1), po rzucie wolnym z Koroną (1) i po rzutach karnych z Jagiellonią Białystok (1) i Koroną (1). To, że stałe fragmenty gry są dla bielszczan zmorą, wiemy już jednak od kilku tygodni. Tymczasem, jeśli chodzi o gole z akcji, Podbeskidzie trzy straciło w bardzo podobny sposób. Chodzi o trafienia Miroslava Bożoka z Bełchatowa, Macieja Korzyma z Korony i Macieja Jankowskiego z Ruchu.
Zauważył to trener Robert Kasperczyk, który na konferencji prasowej podkreślał, że jego zawodnicy znów popełnili błąd, wyskakując we dwóch do tej samej piłki. - Był długi wykop i ja z Bartkiem Koniecznym wyskoczyliśmy we dwóch. Piłka się odbiła i dotarła do Jankowskiego, a on pobiegł sam na sam z Mateuszem Bąkiem i stało się - analizuje bramkę z meczu z chorzowianami Krzysztof Król. - Pójście we dwóch do piłki może się zdarzyć, ale trzeba sobie krzyknąć, kto odbija. Ani ja, ani Bartek, tego nie zrobiliśmy. Tej komunikacji, nie tylko w tej sytuacji, między nami brakowało - przyznaje lewy obrońca.
Takie błędy sprawiają, że bielszczanie wciąż nie wygrali na własnym boisku, choć to głównie przy Rychlińskiego mieli zdobywać punkty. Po remisach w dwóch pierwszych meczach, przyszedł czas na dwie porażki z rzędu. - Musimy przestać popełniać te niepotrzebne błędy, bo właściwie sami sobie te bramki strzelamy. Trzeba też więcej goli zdobywać na własnym boisku. Jeżeli my otworzymy wynik spotkania, to na pewno będzie nam się grało łatwiej. A jeżeli na cztery mecze u siebie, w trzech gonimy wynik, to musi być ciężko - mówi Mateusz Bąk, bramkarz Podbeskidzia.
Do niego też można mieć pewne pretensje do zachowania przy golu dla Ruchu. Zachował się zresztą bardzo podobnie, jak przy trzecim golu w meczu z Koroną Kielce. - Pewnie jakiś błąd tam był, choć nie wiem, nie widziałem tej akcji w powtórce, więc nie chcę oceniać... - kończy.
Zauważył to trener Robert Kasperczyk, który na konferencji prasowej podkreślał, że jego zawodnicy znów popełnili błąd, wyskakując we dwóch do tej samej piłki. - Był długi wykop i ja z Bartkiem Koniecznym wyskoczyliśmy we dwóch. Piłka się odbiła i dotarła do Jankowskiego, a on pobiegł sam na sam z Mateuszem Bąkiem i stało się - analizuje bramkę z meczu z chorzowianami Krzysztof Król. - Pójście we dwóch do piłki może się zdarzyć, ale trzeba sobie krzyknąć, kto odbija. Ani ja, ani Bartek, tego nie zrobiliśmy. Tej komunikacji, nie tylko w tej sytuacji, między nami brakowało - przyznaje lewy obrońca.
Takie błędy sprawiają, że bielszczanie wciąż nie wygrali na własnym boisku, choć to głównie przy Rychlińskiego mieli zdobywać punkty. Po remisach w dwóch pierwszych meczach, przyszedł czas na dwie porażki z rzędu. - Musimy przestać popełniać te niepotrzebne błędy, bo właściwie sami sobie te bramki strzelamy. Trzeba też więcej goli zdobywać na własnym boisku. Jeżeli my otworzymy wynik spotkania, to na pewno będzie nam się grało łatwiej. A jeżeli na cztery mecze u siebie, w trzech gonimy wynik, to musi być ciężko - mówi Mateusz Bąk, bramkarz Podbeskidzia.
Do niego też można mieć pewne pretensje do zachowania przy golu dla Ruchu. Zachował się zresztą bardzo podobnie, jak przy trzecim golu w meczu z Koroną Kielce. - Pewnie jakiś błąd tam był, choć nie wiem, nie widziałem tej akcji w powtórce, więc nie chcę oceniać... - kończy.
Polecane
Ekstraklasa