"Dlaczego mają narzekać w Zabrzu? Niedawno walczyli o powrót do ligi"
06.03.2013
Czesław Michniewicz podczas rundy jesiennej stwierdził, że Podbeskidziu potrzebny jest ksiądz, a nie nowy trener. - Na dziś wychodzi, że w Bielsku-Białej postawili na dobrego pastora, bo zrobił w tej rundzie niemal tyle punktów, co w całej poprzedniej - przyznaje. Jakie są przyczyny tego, że "Górale" nie prezentowali się jesienią tak, jak w poprzednim sezonie?
- Po premierowym sezonie w ekstraklasie, przyzwoitym miejscu, wygranych na Wiśle czy Legii, przyszło samozadowolenie, wręcz samozachwyt. Chyba w głowach się trochę zagotowało. "Nie wygraliśmy pierwszego meczu na Jagiellonii, gdzie szybko objęliśmy prowadzenie to za chwilę wygramy następne, a jak nie to jeszcze kolejne" - tak pewnie myślano. I spirala się nakręcała. Jak w sklepie w którym właściciel codziennie wywieszał kartkę "Od jutra za darmo!". Każdy się łudził, że to już jutro, za momencik - porównuje Michniewicz.
W wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Michniewicz poruszył także temat drużyny Adama Nawałki. - Wiem, co czuł Górnik przed meczem z Jagiellonią, bo byłem kiedyś w takiej samej sytuacji, jako trener Zagłębia Lubin. W razie wygranej, zdaje się z Bełchatowem, mieliśmy wskoczyć na pierwsze miejsce. Ofajdaliśmy się, brzydko mówiąc. Mentalnie nie byliśmy na to przygotowani. To samo dotknęło teraz zabrzan. Piątkowo-sobotnie wyniki ułożyły się pod Górnika. Gdzieś w głowach siedziało: wygrywamy w niedzielę i jesteśmy na górze. No i, jak to się mówi, psychika zabiła dynamikę. Dlaczego mają narzekać w Zabrzu? Nie tak dawno walczyli o powrót do ekstraklasy, a teraz liczą się w walce o tytuł - komentuje szkoleniowiec.
Ekstraklasa jak na razie nie ma wyraźnego faworyta. Początek wiosny pokazuje, że faworyzowane zespoły mogą potracić punkty z teoretycznie słabszymi rywalami. Czy to świadczy o poziomie naszej ligi? - Podobnie jest w konkursie skoku o tyczce. Gdy złoty medal daje wynik 4 metry 50 centymetrów, to kandydatów jest dwudziestu, a jak 6 metrów to pretendentów jest dwóch. Dzisiaj mamy konkurs na obniżonej poprzeczce, ale nie jest on pozbawiony emocji. Kiedyś jak jeden kolarz złapał gumę, to peleton czekał. Teraz przegrał Lech, a Legia i Górnik poczekały - mówi trener.
- Mówią, że ekstraklasa jest słaba, a każdy chciałby w niej grać i pracować. Faceci tak mają z żonami: brzydka, ale swoja (śmiech). Sąsiad ma ładniejszą, lecz nie możesz nic z tym zrobić. Wielu wzdycha do Angeliny Jolie, lecz musi zadowolić się tym, co ma. Polubmy naszą ligę, szukajmy pozytywów - kończy Michniewicz.
- Po premierowym sezonie w ekstraklasie, przyzwoitym miejscu, wygranych na Wiśle czy Legii, przyszło samozadowolenie, wręcz samozachwyt. Chyba w głowach się trochę zagotowało. "Nie wygraliśmy pierwszego meczu na Jagiellonii, gdzie szybko objęliśmy prowadzenie to za chwilę wygramy następne, a jak nie to jeszcze kolejne" - tak pewnie myślano. I spirala się nakręcała. Jak w sklepie w którym właściciel codziennie wywieszał kartkę "Od jutra za darmo!". Każdy się łudził, że to już jutro, za momencik - porównuje Michniewicz.
W wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Michniewicz poruszył także temat drużyny Adama Nawałki. - Wiem, co czuł Górnik przed meczem z Jagiellonią, bo byłem kiedyś w takiej samej sytuacji, jako trener Zagłębia Lubin. W razie wygranej, zdaje się z Bełchatowem, mieliśmy wskoczyć na pierwsze miejsce. Ofajdaliśmy się, brzydko mówiąc. Mentalnie nie byliśmy na to przygotowani. To samo dotknęło teraz zabrzan. Piątkowo-sobotnie wyniki ułożyły się pod Górnika. Gdzieś w głowach siedziało: wygrywamy w niedzielę i jesteśmy na górze. No i, jak to się mówi, psychika zabiła dynamikę. Dlaczego mają narzekać w Zabrzu? Nie tak dawno walczyli o powrót do ekstraklasy, a teraz liczą się w walce o tytuł - komentuje szkoleniowiec.
Ekstraklasa jak na razie nie ma wyraźnego faworyta. Początek wiosny pokazuje, że faworyzowane zespoły mogą potracić punkty z teoretycznie słabszymi rywalami. Czy to świadczy o poziomie naszej ligi? - Podobnie jest w konkursie skoku o tyczce. Gdy złoty medal daje wynik 4 metry 50 centymetrów, to kandydatów jest dwudziestu, a jak 6 metrów to pretendentów jest dwóch. Dzisiaj mamy konkurs na obniżonej poprzeczce, ale nie jest on pozbawiony emocji. Kiedyś jak jeden kolarz złapał gumę, to peleton czekał. Teraz przegrał Lech, a Legia i Górnik poczekały - mówi trener.
- Mówią, że ekstraklasa jest słaba, a każdy chciałby w niej grać i pracować. Faceci tak mają z żonami: brzydka, ale swoja (śmiech). Sąsiad ma ładniejszą, lecz nie możesz nic z tym zrobić. Wielu wzdycha do Angeliny Jolie, lecz musi zadowolić się tym, co ma. Polubmy naszą ligę, szukajmy pozytywów - kończy Michniewicz.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów