Dariusz Łatka: Sędzia pozwalał gospodarzom na więcej niż nam

23.07.2013
- W drugiej połowie zabrakło nam koncentracji, straciliśmy głupie bramki, ale w sumie był happy end - mówi Dariusz Pietrasiak. Zgadza się z nim Dariusz Łatka, choć ten wskazuje też na mankamenty sędziowskie...
Bielszczanie zremisowali wczoraj 2-2 z Lechią Gdańsk. Ocena tego wyniku była dla większości z nich ambiwalentna. -  Liczyliśmy na trzy punkty, szczególnie po pierwszej połowie, która była w naszym wykonaniu bardzo dobra. W drugiej połowie zabrakło koncentracji, straciliśmy głupie bramki, ale w sumie doszło do happy endu - podkreśla Dariusz Pietrasiak. Podobnie sądzi Łatka. - Patrząc na to, że do 93. minuty przegrywaliśmy, wynik cieszy. Graliśmy przecież na wyjeździe. W szatni po meczu niedosyt jednak też przez chwilę był, bo przez większość spotkania prowadziliśmy 1-0. Najważniejsze, że się podnieśliśmy - twierdzi pomocnik.

Podbeskidzie - po dobrej pierwszej połowie - w drugiej mocno się cofnęło i to chyba był błąd. - Wiadomo, że jak się wygrywa 1-0 na wyjeździe, to gdzieś w podświadomości jest, by utrzymać ten wynik do końca. Wyglądało jakbyśmy się cofnęli, ale to Lechia zaczęła atakować większą ilością zawodników - zauważa stoper "Górali". - Na ogół mecze tak wyglądają, że zespół, który gra u siebie i przegrywa, bardziej się otwiera. Liczyliśmy na kontrataki i szybkie skrzydła. Trochę nie wychodziły nam te akcje ofensywne, a Lechia strzeliła dwa gole. Ważne jednak, że nie przegraliśmy - dodaje Łatka.

Gdyby pewniej spisywał się w bramce Ladislav Rybansky, pewnie udałoby się przywieźć z Gdańska nawet trzy punkty. Pietrasiak unika jednak obwiniania debiutanta. - Cały zespół jest odpowiedzialny za utratę bramek. W pierwszej połowie Rybansky obronił dobrą sytuację, więc to na pewno dobry bramkarz i wzmocnienie Podbeskidzia - przyznaje. Większe pretensje bielszczanie mieli do sędziego - choć ten mylił się również na ich korzyść i to w kluczowych sytuacjach. - Sędzia pozwalał na wiele, ale chyba gospodarzom na więcej niż nam. Fabiana Pawelę obrońcy obijali niemiłosiernie, a arbiter w ogóle tego nie gwizdał. Często poprzez faule gdańszczanie wygrywali akcje - kończy Dariusz Łatka.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również