Dariusz Łatka: Rok temu pierwsze zwycięstwo było na Łazienkowskiej...
27.08.2012
Remis z Wisłą Kraków to dla was dobry wynik, czy pozostawiający niedosyt?
Dariusz Łatka: - Szanujemy ten punkt i to jest ważne. Mogło się zdarzyć, że mogliśmy przegrać, ale mogliśmy też wygrać. Myślę, że w ogólnym rozrachunku będzie cenny.
Pan, jako osoba z Krakowa i były gracz Wisły, chyba lubi grać z "Białą Gwiazdą"?
- Tak, ale myślę, że wszyscy lubią z nią grać. Dla chłopaków, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w ekstraklasie, takie mecze są ogromnym przeżyciem. Wisła to na rynku polskim wielki klub, więc każdy chce grać przeciwko niej i pokazać się jak najlepiej. Tym sposobem zawsze jest wyzwolona jakaś dodatkowa energia.
Terminarz macie najstraszniejszy z możliwych, ale konto punktowe już otwarliście. Remis z Wisłą chyba podbudowuje przed meczem z Legią?
- Będziemy szli do przodu. Najpierw przegraliśmy w Białymstoku, potem zremisowaliśmy z Wisłą, więc... teraz czas na zwycięstwo. Rok temu pierwsze zwycięstwo odnieśliśmy na Łazienkowskiej. Poza tym, w czwartek Legia ma Ligę Europy, może to na nią jakoś wpłynie. Najlepiej, gdyby przeszli Norwegów, mogą wtedy być zdekoncentrowani, jak rok temu po przejściu Spartaka Moskwa. Trzeba grać jak najlepiej i myślę, że będzie dobrze.
Pamiętacie jeszcze jak to jest wygrać mecz?
- W okresie przygotowawczym wygraliśmy (śmiech). Poważnie mówiąc, o tamtym sezonie nie ma co myśleć. To była inna drużyna, inna sytuacja naszego zespołu. Teraz mamy nowe rozgrywki i jak na razie dwie kolejki minęły. Terminarz nie jest łatwy. To, co ugramy w pierwszych meczach będzie na duży plus, bo potem z kolejki na kolejkę powinno być coraz lepiej. Pamiętajmy, że w zeszłym roku też ciężko nam było wejść w sezon, a potem nawet fizycznie zaczęliśmy lepiej funkcjonować. Mamy trochę nowych chłopaków, którzy muszą się wkomponować. Wiem, że był okres przygotowawczy, ale to nigdy nie jest to samo. Tu dochodzi stres, więc liga jest całkiem inna.
Proszę zdradzić, czy trener jakoś szczególnie nastawia was na to, byście strzelali gola w pierwszych akcjach meczu? W Białymstoku to się udało, z Wisłą była sytuacja sam na sam...
- Wychodzimy z założenia, że trzeba od razu ruszyć na przeciwnika, chcemy pokazać, że gramy na naszych zasadach, zwłaszcza na swoim terenie i nie boimy się żadnego przeciwnika.
Spodziewał się pan, że zawodnik z ligi okręgowej może wejść do pierwszego składu i radzić sobie tak dobrze, jak robił to Kamil Adamek?
- Dostał szansę i ją wykorzystał. Czasami jest tak, że dobrzy zawodnicy grają w niższych ligach, ale nikt im nie daje szansy. Sytuacja naszego klubu jest jaka jest, więc penetrowany jest rynek lokalny. Widać Kamil rzucił się w oczy trenerom i teraz czekamy, aż będzie strzelał bramki.
Mówi pan, że sytuacja klubu jest, jaka jest. Ale żadnych problemów z zaległościami wobec zawodników już nie ma?
- Nie, nie, chodziło mi o to, że nie jesteśmy potentatem i nie możemy sobie pozwolić na ściąganie - tak jak Wisła - zawodników z Danii czy Hondurasu. Klub powinien szukać piłkarzy z niższych lig i stopniowo ich wprowadzać. Nie można ich od razu rzucać na głęboką wodę, choć... Kamil akurat z Wisłą bardzo fajnie się zaprezentował, później trochę mu siły brakło, ale w lidze kluczową rolę odgrywa przecież ławka. W Białymstoku dwaj rezerwowi przesądzili o zwycięstwie Jagiellonii, a teraz u nas chłopcy z ławki fajnie pograli. To jest siła drużyny.
Rozmawiał Michał Trela.
Dariusz Łatka: - Szanujemy ten punkt i to jest ważne. Mogło się zdarzyć, że mogliśmy przegrać, ale mogliśmy też wygrać. Myślę, że w ogólnym rozrachunku będzie cenny.
Pan, jako osoba z Krakowa i były gracz Wisły, chyba lubi grać z "Białą Gwiazdą"?
- Tak, ale myślę, że wszyscy lubią z nią grać. Dla chłopaków, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w ekstraklasie, takie mecze są ogromnym przeżyciem. Wisła to na rynku polskim wielki klub, więc każdy chce grać przeciwko niej i pokazać się jak najlepiej. Tym sposobem zawsze jest wyzwolona jakaś dodatkowa energia.
Terminarz macie najstraszniejszy z możliwych, ale konto punktowe już otwarliście. Remis z Wisłą chyba podbudowuje przed meczem z Legią?
- Będziemy szli do przodu. Najpierw przegraliśmy w Białymstoku, potem zremisowaliśmy z Wisłą, więc... teraz czas na zwycięstwo. Rok temu pierwsze zwycięstwo odnieśliśmy na Łazienkowskiej. Poza tym, w czwartek Legia ma Ligę Europy, może to na nią jakoś wpłynie. Najlepiej, gdyby przeszli Norwegów, mogą wtedy być zdekoncentrowani, jak rok temu po przejściu Spartaka Moskwa. Trzeba grać jak najlepiej i myślę, że będzie dobrze.
Pamiętacie jeszcze jak to jest wygrać mecz?
- W okresie przygotowawczym wygraliśmy (śmiech). Poważnie mówiąc, o tamtym sezonie nie ma co myśleć. To była inna drużyna, inna sytuacja naszego zespołu. Teraz mamy nowe rozgrywki i jak na razie dwie kolejki minęły. Terminarz nie jest łatwy. To, co ugramy w pierwszych meczach będzie na duży plus, bo potem z kolejki na kolejkę powinno być coraz lepiej. Pamiętajmy, że w zeszłym roku też ciężko nam było wejść w sezon, a potem nawet fizycznie zaczęliśmy lepiej funkcjonować. Mamy trochę nowych chłopaków, którzy muszą się wkomponować. Wiem, że był okres przygotowawczy, ale to nigdy nie jest to samo. Tu dochodzi stres, więc liga jest całkiem inna.
Proszę zdradzić, czy trener jakoś szczególnie nastawia was na to, byście strzelali gola w pierwszych akcjach meczu? W Białymstoku to się udało, z Wisłą była sytuacja sam na sam...
- Wychodzimy z założenia, że trzeba od razu ruszyć na przeciwnika, chcemy pokazać, że gramy na naszych zasadach, zwłaszcza na swoim terenie i nie boimy się żadnego przeciwnika.
Spodziewał się pan, że zawodnik z ligi okręgowej może wejść do pierwszego składu i radzić sobie tak dobrze, jak robił to Kamil Adamek?
- Dostał szansę i ją wykorzystał. Czasami jest tak, że dobrzy zawodnicy grają w niższych ligach, ale nikt im nie daje szansy. Sytuacja naszego klubu jest jaka jest, więc penetrowany jest rynek lokalny. Widać Kamil rzucił się w oczy trenerom i teraz czekamy, aż będzie strzelał bramki.
Mówi pan, że sytuacja klubu jest, jaka jest. Ale żadnych problemów z zaległościami wobec zawodników już nie ma?
- Nie, nie, chodziło mi o to, że nie jesteśmy potentatem i nie możemy sobie pozwolić na ściąganie - tak jak Wisła - zawodników z Danii czy Hondurasu. Klub powinien szukać piłkarzy z niższych lig i stopniowo ich wprowadzać. Nie można ich od razu rzucać na głęboką wodę, choć... Kamil akurat z Wisłą bardzo fajnie się zaprezentował, później trochę mu siły brakło, ale w lidze kluczową rolę odgrywa przecież ławka. W Białymstoku dwaj rezerwowi przesądzili o zwycięstwie Jagiellonii, a teraz u nas chłopcy z ławki fajnie pograli. To jest siła drużyny.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa