Dariusz Łatka: Dla takich chwil warto zostawać piłkarzem
04.12.2011
Kibice w Białymstoku przyjęli go bardzo miło. Przed meczem, w jego trakcie i nawet po zakończeniu, skandowali jego nazwisko, w rozmowach zawsze bardzo dobrze go wspominali. Po końcowym gwizdku kilku z nich podeszło pod szatnię i porozmawiało sobie z pomocnikiem o dawnych i obecnych czasach. Piłkarz był wzruszony takim przyjęciem...
- Powiem tak, na pewno dla takich chwil warto grać w piłkę, zostawać piłkarzem. Jak wiadomo, ja jestem z Krakowa, w tym mieście zamieszkam po zakończeniu kariery i zawsze kibicowałem Wiśle, jednak spędziłem w Białymstoku siedem lat, w czasie których przeżyłem wiele wspaniałych momentów. Zresztą bywam w tym mieście dwa-trzy razy do roku. Mam sentyment do Jagiellonii, bo wiele od tej drużyny dostałem - podkreślał.
Przeczytaj tekst: "Łatków" dwóch, o tym, jak dokonało się "rozmnożenie" Dariusza Łatki
W tym akurat meczu jego były klub nie zagrał za dobrze. - To nie do końca tak, bo po prostu my na niewiele im pozwoliliśmy. Ale to prawda, "Jaga" przeżywa dołek i akurat dla niej dobrze, że ta runda się już kończy - stwierdził.
Łatka do spółki z Matejem Natherem zaczęli teraz tworzyć etatową parę defensywnych pomocników Podbeskidzia, choć na początku trener długo szukał optymalnego zestawienia. - Z każdym mi się dobrze gra, czy z Natherkiem, czy z "Kumim" (Piotr Koman - przyp. M.T.) czy Frankiem Metelką. Co by nie mówić, dla mnie najważniejsze, że ja gram - uśmiechnął się piłkarz. Ustawienie Łatki z Natherem jest jednak o tyle nietypowe, że to zawodnicy grający bardzo podobnie, a trenerzy zazwyczaj starają się ustawiać obok siebie graczy o różnych parametrach. - Nie do końca się zgodzę, bo są przecież przypadki, gdy na środku grają piłkarze o tych samych walorach. Choćby Jagiellonia w zeszłym sezonie, w której Michał Probierz ustawiał jako defensywnych pomocników Rafała Grzyba i Hermesa, czyli zawodników bardzo podobnych, a drużyna awansowała do europejskich pucharów. Może nasz trener też poszedł tą ścieżką i to "zaskoczyło"...? -zastanawiał się Dariusz Łatka.
- Powiem tak, na pewno dla takich chwil warto grać w piłkę, zostawać piłkarzem. Jak wiadomo, ja jestem z Krakowa, w tym mieście zamieszkam po zakończeniu kariery i zawsze kibicowałem Wiśle, jednak spędziłem w Białymstoku siedem lat, w czasie których przeżyłem wiele wspaniałych momentów. Zresztą bywam w tym mieście dwa-trzy razy do roku. Mam sentyment do Jagiellonii, bo wiele od tej drużyny dostałem - podkreślał.
Przeczytaj tekst: "Łatków" dwóch, o tym, jak dokonało się "rozmnożenie" Dariusza Łatki
W tym akurat meczu jego były klub nie zagrał za dobrze. - To nie do końca tak, bo po prostu my na niewiele im pozwoliliśmy. Ale to prawda, "Jaga" przeżywa dołek i akurat dla niej dobrze, że ta runda się już kończy - stwierdził.
Łatka do spółki z Matejem Natherem zaczęli teraz tworzyć etatową parę defensywnych pomocników Podbeskidzia, choć na początku trener długo szukał optymalnego zestawienia. - Z każdym mi się dobrze gra, czy z Natherkiem, czy z "Kumim" (Piotr Koman - przyp. M.T.) czy Frankiem Metelką. Co by nie mówić, dla mnie najważniejsze, że ja gram - uśmiechnął się piłkarz. Ustawienie Łatki z Natherem jest jednak o tyle nietypowe, że to zawodnicy grający bardzo podobnie, a trenerzy zazwyczaj starają się ustawiać obok siebie graczy o różnych parametrach. - Nie do końca się zgodzę, bo są przecież przypadki, gdy na środku grają piłkarze o tych samych walorach. Choćby Jagiellonia w zeszłym sezonie, w której Michał Probierz ustawiał jako defensywnych pomocników Rafała Grzyba i Hermesa, czyli zawodników bardzo podobnych, a drużyna awansowała do europejskich pucharów. Może nasz trener też poszedł tą ścieżką i to "zaskoczyło"...? -zastanawiał się Dariusz Łatka.
Polecane
Ekstraklasa