Dariusz Kołodziej: Nie jestem synem marnotrawnym

19.08.2009
Z jego powrotem kibice Podbeskidzia wiążą wielkie nadzieje, ale na pełnię możliwości "Kołka" będą musieli poczekać. - Moją obecną formę oceniam na 60 procent - przyznaje były piłkarz Górnika.
O ile jego odejście z Zabrza wielu zaskoczyło, o tyle kierunek, jaki obrał, niespodzianką już nie jest. Po roku przerwy Dariusz Kołodziej znowu ma być na Rychlińskiego nie tylko liderem drugiej linii, ale i całego zespołu. Kibice oczekują tego od popularnego "Kołka" już od razu. W końcu w jego przypadku kwestia aklimatyzacji w nowych barwach praktycznie nie istnieje.

- Większy problem stanowi sama kondycja. Letni okres przygotowawczy jest tak intensywny, że nawet krótka przerwa w treningach skutecznie wybija z rytmu. A ja pauzowałem przecież dwa tygodnie. Dlatego moją aktualną dyspozycję mogę ocenić tylko na jakieś 60 procent - przyznaje wychowanek Hutnika Kraków. Klimat Bielska-Białej jednak wyraźnie mu służy.

27-latek podczas swojego pierwszego pobytu w bielskiej drużynie był ulubieńcem kibiców. Nic nie wskazuje na to, by teraz miało być inaczej. - Nie jestem synem marnotrawnym. Wszyscy w klubie wiedzą, że odchodziłem do Górnika, chcąc się rozwijać. Zostałem wtedy bardzo sympatycznie pożegnany. W ten sam sposób przywitano mnie z powrotem - zaznacza Kołodziej.

W tej sytuacji jedynym, o co wypada mu się martwić, jest dorobek punktowy Podbeskidzia. - Spokojnie. To dopiero początek zmagań. Nie wygrywamy, ale pamiętajmy, że do 4. miejsca brakuje nam ledwie dwóch punktów. Do tej pory bywało tak, że zespół sezon zaczynał dobrze, a końcówkę miał słabą. Może zatem teraz będzie inaczej? - zastanawia się pomocnik. Jedno jest pewne - przeciwników "Górali" w walce o awans transfer Kołodzieja mocno zmartwił...
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również