Damian Szczęsny: Może psychika nie pozwoliła mi zaistnieć w ekstraklasie?
20.07.2012
Droga Damiana Szczęsnego do Podbeskidzia była kręta i bardzo nieoczywista... Utalentowany wychowanek Beskidu Skoczów jako nastolatek wcale nie trafił ani do Bielska-Białej, ani na Śląsk. Nie skorzystał więc z dwóch głównych kanałów awansu, jakie zazwyczaj wybiera uzdolniona młodzież z tego regionu. Zawodnik urodzony w Ostrowie Wielkopolskim powędrował do ekstraklasowego GKS-u Bełchatów już jako 19-latek.
Szybko dostąpił zaszczytu zadebiutowania w ekstraklasie. Jeszcze przed 20. urodzinami pobiegał przez sześć minut w meczu Bełchatowa z Zagłębiem Lubin. Na kolejne podejście do ekstraklasy musiał czekać aż... siedem lat. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, wróci do niej dopiero w sierpniu. Dlaczego? - Może tak miało być... Chyba byłem za młody, brakowało mi doświadczenia, psychika nie pozwoliła mi zaistnieć - ocenia po latach.
Nie udało się w ekstraklasie, zaczęła się więc tułaczka po niższych ligach. Koszarawa Żywiec, Beskid Skoczów, Gawin Krolewska Wola, Pniówek Pawłowice. Dynamiczny skrzydłowy spadał coraz niżej w szczeblach polskich rozgrywek ligowych. Zatrzymał się w IV-ligowym MRKS-ie Czechowice-Dziedzice. Tam robił furorę, strzelał gola za golem, przerastał kolegów i przeciwników o głowę. Kolejni trenerzy podkreślali, że powinien grać wyżej.
Tu Podbeskidzie znów miało go "pod nosem". I dobrze poinformowani twierdzą, że tym razem Szczęsnego nie przegapiło. Zawodnik miał jednak "w dość obcesowy sposób" odrzucić propozycję z I-ligowego wówczas klubu. On sam twierdzi, że konkretnej propozycji z Bielska-Białej nie było aż do tego lata. - Były tylko jakieś zapytania między klubami, konkretów nigdy. To było właśnie w czasach gry w Czechowicach. Tymczasem zadzwonił do mnie trener Piotr Mandrysz, którego lubię i bardzo szanuję. Wybrałem Tychy i przydało mi się to. Zyskałem doświadczenie, które teraz mam nadzieję wykorzystam w Podbeskidziu - uważa.
Przeskok o dwie ligi, zgodnie z oczekiwaniami, nie zrobił na nim większego wrażenia. "Szczeniak" był podstawowym zawodnikiem tyszan, z którymi wywalczył awans, rozgrywając 31 meczów w sezonie i zdobywając 10 goli. Trener Mandrysz chciał na nim budować skład na zaplecze ekstraklasy, nie wyobrażając sobie jego odejścia. Bielszczanie skorzystali jednak z pewnej zawiłości. Już w Tychach pensję Szczęsnego wypłacał sponsor, który jednocześnie... wspiera finansowo Podbeskidzie. To ułatwiło negocjacje w sprawie wypożyczenia.
Szczęsny staje przed nie lada wyzwaniem. Ma zastąpić Sylwestra Patejuka. Choć jest zawodnikiem o innej charakterystyce, pozycja się zgadza... - Ja przychodzę do drużyny, w której każdy walczy o pierwszą jedenastkę, jest duża rywalizacja, na podstawie treningów dopiero się okaże, kto zasłuży na zaufanie trenera - mówi jednak zawodnik, nie uważając, by tylko on był w stanie zapełnić lukę po obecnym skrzydłowym Śląska Wrocław.
Początek ma jednak bardzo obiecujący. W środowym sparingu z Flotą Świnoujście po raz pierwszy pokazał się bielskim kibicom i wydaje się, że szybko zdobył ich szacunek. - W Dankowicach tego lata pokazałem się kibicom po raz pierwszy. Myślę, że występ mogę oceniać pozytywnie. Bramkę zdobyłem po znakomitym prostopadłym podaniu Wojtka Reimana, znalazłem się sam na sam z bramkarzem i musiałem to wykorzystać - mówi skromnie. - Sądząc po tym, co widzę na treningach i sparingach, nie powinno być dla mnie przepaścią przyjście do ekstraklasy - kończy. Nic dziwnego, wszak przeskoki o dwie ligi, to dla niego ostatnio normalna sprawa...
Szybko dostąpił zaszczytu zadebiutowania w ekstraklasie. Jeszcze przed 20. urodzinami pobiegał przez sześć minut w meczu Bełchatowa z Zagłębiem Lubin. Na kolejne podejście do ekstraklasy musiał czekać aż... siedem lat. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, wróci do niej dopiero w sierpniu. Dlaczego? - Może tak miało być... Chyba byłem za młody, brakowało mi doświadczenia, psychika nie pozwoliła mi zaistnieć - ocenia po latach.
Nie udało się w ekstraklasie, zaczęła się więc tułaczka po niższych ligach. Koszarawa Żywiec, Beskid Skoczów, Gawin Krolewska Wola, Pniówek Pawłowice. Dynamiczny skrzydłowy spadał coraz niżej w szczeblach polskich rozgrywek ligowych. Zatrzymał się w IV-ligowym MRKS-ie Czechowice-Dziedzice. Tam robił furorę, strzelał gola za golem, przerastał kolegów i przeciwników o głowę. Kolejni trenerzy podkreślali, że powinien grać wyżej.
Tu Podbeskidzie znów miało go "pod nosem". I dobrze poinformowani twierdzą, że tym razem Szczęsnego nie przegapiło. Zawodnik miał jednak "w dość obcesowy sposób" odrzucić propozycję z I-ligowego wówczas klubu. On sam twierdzi, że konkretnej propozycji z Bielska-Białej nie było aż do tego lata. - Były tylko jakieś zapytania między klubami, konkretów nigdy. To było właśnie w czasach gry w Czechowicach. Tymczasem zadzwonił do mnie trener Piotr Mandrysz, którego lubię i bardzo szanuję. Wybrałem Tychy i przydało mi się to. Zyskałem doświadczenie, które teraz mam nadzieję wykorzystam w Podbeskidziu - uważa.Przeskok o dwie ligi, zgodnie z oczekiwaniami, nie zrobił na nim większego wrażenia. "Szczeniak" był podstawowym zawodnikiem tyszan, z którymi wywalczył awans, rozgrywając 31 meczów w sezonie i zdobywając 10 goli. Trener Mandrysz chciał na nim budować skład na zaplecze ekstraklasy, nie wyobrażając sobie jego odejścia. Bielszczanie skorzystali jednak z pewnej zawiłości. Już w Tychach pensję Szczęsnego wypłacał sponsor, który jednocześnie... wspiera finansowo Podbeskidzie. To ułatwiło negocjacje w sprawie wypożyczenia.
Szczęsny staje przed nie lada wyzwaniem. Ma zastąpić Sylwestra Patejuka. Choć jest zawodnikiem o innej charakterystyce, pozycja się zgadza... - Ja przychodzę do drużyny, w której każdy walczy o pierwszą jedenastkę, jest duża rywalizacja, na podstawie treningów dopiero się okaże, kto zasłuży na zaufanie trenera - mówi jednak zawodnik, nie uważając, by tylko on był w stanie zapełnić lukę po obecnym skrzydłowym Śląska Wrocław.
Początek ma jednak bardzo obiecujący. W środowym sparingu z Flotą Świnoujście po raz pierwszy pokazał się bielskim kibicom i wydaje się, że szybko zdobył ich szacunek. - W Dankowicach tego lata pokazałem się kibicom po raz pierwszy. Myślę, że występ mogę oceniać pozytywnie. Bramkę zdobyłem po znakomitym prostopadłym podaniu Wojtka Reimana, znalazłem się sam na sam z bramkarzem i musiałem to wykorzystać - mówi skromnie. - Sądząc po tym, co widzę na treningach i sparingach, nie powinno być dla mnie przepaścią przyjście do ekstraklasy - kończy. Nic dziwnego, wszak przeskoki o dwie ligi, to dla niego ostatnio normalna sprawa...
Polecane
Ekstraklasa