Czy Wolas zostanie na dłużej? "Nigdy nie mów nigdy, ale... nie chcę"
01.11.2011
Jak pan ocenia ostatnie wyniki Podbeskidzia Bielsko-Biała? Po burzliwym początku urzędowania, chyba może być pan już spokojniejszy...
- Tak, sytuacja pozwala na umiarkowany optymizm. Mamy 15 punktów, więc jesteśmy blisko wypełnienia minimum, które sobie wyliczyliśmy, czyli 18 punktów. Jak będzie ich w grudniu więcej, to oczywiście się nie obrażę.
Wygrana z Wisłą w Krakowie pana zaskoczyła?
- Powiem tak - liczyłem, że w meczach z ŁKS-em Łódź, Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków zdobędziemy chociaż trzy punkty, ale niekoniecznie spodziewałem się, że będzie to akurat w Krakowie. Z drugiej strony, jak widziałem grę Wisły, to liczyłem, że może jednak coś tam ugramy. Widać, że idziemy w dobrą stronę, bo gra jest coraz lepsza. Nie tylko w ostatnim meczu. W końcu w Łodzi czy we Wrocławiu też nie pokazaliśmy się źle i spokojnie mogliśmy stamtąd przywieźć choćby remisy.
Maciej Rogalski został na wniosek trenera Roberta Kasperczyka przywrócony do pierwszej drużyny. Czy postawił pan jakieś warunki, zanim przychylił się pan do tej prośby?
- Nie, z mojej strony niczego takiego nie było. Zgodziłem się na to, o co prosił szkoleniowiec. Wiem, że Robert Kasperczyk miał jeszcze z Rogalskim odbyć rozmowę, nie wiem, czy ostatecznie do niej doszło. Zdarzyła się przykra sytuacja i mam nadzieję, że przede wszystkim sam zawodnik wyciągnie z niej wnioski.
Czy w klubie myślicie już o zimowych zmianach w kadrze?
- Na razie wpływają do nas oferty. Trzeba siąść i je posegregować. Niemniej, trener powiedział, że jeszcze nie czas na zajmowanie się tym. Nie wiem, na jakie pozycje trzeba zawodników, albo z kogo ewentualnie szkoleniowiec chciałby zrezygnować, ale do końca rundy jeszcze jest trochę czasu. U nas jednak nie ma miejsc, żeby kogoś po prostu ściągnąć. Można będzie zamieniać jedno ogniwo z drugim, bo kadrę mamy dość liczną.
Jak wyglądają sprawy z wyborem nowego prezesa?
- Nic się w tej kwestii nie zmieniło, jest błoga cisza. Rada nadzorcza zbiera się chyba za tydzień i zobaczymy, co uradzi.
A czy pan dopuszcza możliwość, żeby urzędować dłużej niż do grudnia?
- Jest takie powiedzenie: "Nigdy nie mów nigdy". Ja sam nigdy bym nie powiedział jakiś czas temu, że zgodzę się wrócić choćby na trzy miesiące. Proszę tego jednak nie traktować, jako zapowiedzi wyjścia awaryjnego. Nie, ja nie chcę być prezesem. Nie chcę, żeby było tak, że jak mamy trochę więcej punktów i lepsze wyniki, to Wolas nagle chce zostać. Bez względu na wyniki, chcę odejść. To nie brak odwagi. Ja po prostu żyję dla piłki, a nie z piłki. Z klubu nie odejdę, jednak muszę się zajmować moimi zakładami.
Rozmawiał Michał Trela.
- Tak, sytuacja pozwala na umiarkowany optymizm. Mamy 15 punktów, więc jesteśmy blisko wypełnienia minimum, które sobie wyliczyliśmy, czyli 18 punktów. Jak będzie ich w grudniu więcej, to oczywiście się nie obrażę.
Wygrana z Wisłą w Krakowie pana zaskoczyła?
- Powiem tak - liczyłem, że w meczach z ŁKS-em Łódź, Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków zdobędziemy chociaż trzy punkty, ale niekoniecznie spodziewałem się, że będzie to akurat w Krakowie. Z drugiej strony, jak widziałem grę Wisły, to liczyłem, że może jednak coś tam ugramy. Widać, że idziemy w dobrą stronę, bo gra jest coraz lepsza. Nie tylko w ostatnim meczu. W końcu w Łodzi czy we Wrocławiu też nie pokazaliśmy się źle i spokojnie mogliśmy stamtąd przywieźć choćby remisy.
Maciej Rogalski został na wniosek trenera Roberta Kasperczyka przywrócony do pierwszej drużyny. Czy postawił pan jakieś warunki, zanim przychylił się pan do tej prośby?
- Nie, z mojej strony niczego takiego nie było. Zgodziłem się na to, o co prosił szkoleniowiec. Wiem, że Robert Kasperczyk miał jeszcze z Rogalskim odbyć rozmowę, nie wiem, czy ostatecznie do niej doszło. Zdarzyła się przykra sytuacja i mam nadzieję, że przede wszystkim sam zawodnik wyciągnie z niej wnioski.
Czy w klubie myślicie już o zimowych zmianach w kadrze?
- Na razie wpływają do nas oferty. Trzeba siąść i je posegregować. Niemniej, trener powiedział, że jeszcze nie czas na zajmowanie się tym. Nie wiem, na jakie pozycje trzeba zawodników, albo z kogo ewentualnie szkoleniowiec chciałby zrezygnować, ale do końca rundy jeszcze jest trochę czasu. U nas jednak nie ma miejsc, żeby kogoś po prostu ściągnąć. Można będzie zamieniać jedno ogniwo z drugim, bo kadrę mamy dość liczną.
Jak wyglądają sprawy z wyborem nowego prezesa?
- Nic się w tej kwestii nie zmieniło, jest błoga cisza. Rada nadzorcza zbiera się chyba za tydzień i zobaczymy, co uradzi.
A czy pan dopuszcza możliwość, żeby urzędować dłużej niż do grudnia?
- Jest takie powiedzenie: "Nigdy nie mów nigdy". Ja sam nigdy bym nie powiedział jakiś czas temu, że zgodzę się wrócić choćby na trzy miesiące. Proszę tego jednak nie traktować, jako zapowiedzi wyjścia awaryjnego. Nie, ja nie chcę być prezesem. Nie chcę, żeby było tak, że jak mamy trochę więcej punktów i lepsze wyniki, to Wolas nagle chce zostać. Bez względu na wyniki, chcę odejść. To nie brak odwagi. Ja po prostu żyję dla piłki, a nie z piłki. Z klubu nie odejdę, jednak muszę się zajmować moimi zakładami.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa