Czy Bartłomiej Konieczny zatrzyma Arkadiusza Piecha?

16.09.2011
Każdy z nich jest ważnym ogniwem swojego zespołu. Każdy z nich świetnie spisał się przed tygodniem. Pojedynki Bartłomieja Koniecznego i Arkadiusza Piecha mogą być ozdobą meczu Podbeskidzia z Ruchem.
Podbeskidzie do meczu z Ruchem przystąpi z pierwszym zwycięstwem. W dodatku odniesionym w stolicy. - Po wygranej z Legią Warszawa zrobiło się trochę spokojniej, ale atmosferę już wcześniej mieliśmy bardzo fajną. Nie zagraliśmy tam może pięknej piłki, ale bardzo wyrafinowaną, strzeliliśmy to, co mieliśmy strzelić i życzyłbym sobie, żeby tak samo było w meczu z Ruchem - mówi Bartłomiej Konieczny.

Arkadiusz Piech doskonale zna smak zwycięstwa z Legią. Sam strzelił wiosną przy Łazienkowskiej trzy bramki. - Fakt, że Podbeskidzie wygrało ostatni mecz może zadziałać na bielszczan pozytywnie, wzmocni ich psychicznie. Ale jest i drugie dno. My wygraliśmy z Legią 3-2, a potem przegraliśmy u siebie z Polonią Bytom - przypomina napastnik.

Nasz komentarz: sektor gości będzie pusty. Paranoja!

Konieczny był przed tygodniem bardzo chwalony za to, że dzięki jego grze niewidoczny był Daniel Ljuboja. - Sam jest sobie winny, że udało mi się go wyłączyć! - rzuca Konieczny. Co ma na myśli? - Rozsierdził mnie. Taki piłkarz, jak on, nie powinien się posuwać do takich zachowań, jakie miał względem mnie. Nie było to widoczne z boku, ale odczuwalne dla mnie - dodaje. Chodzi o momenty, kiedy Ljuboja podszczypywał obrońcę Podbeskidzia.

Piech szczypać nie zamierza. Ma za to atuty, które zamierza wykorzystać, by przechytrzyć obrońców beniaminka. - Chciałbym, aby tak się stało. Obiecać jednak niczego nie mogę, bo zawsze może być ten gorszy dzień. Jestem jednak dobrej myśli. Chcę zacząć strzelać gole co mecz. Bo regularność jest bardzo ważna w przypadku napastnika - wskazuje się 26-latek.



A propos Piecha i Koniecznego. Nie sposób nie powrócić do sparingu, który miał miejsce zimą. Obrońca Podbeskidzia brzydko sfaulował Piecha, co skończyło się przepychankami i nagłym zakończeniem meczu. - Zaczęło się od tego, że sędzia nie gwizdnął karnego i nie przerwał gry, co sprawiło, że się zagotowałem. Gdyby na miejscu Piecha był ktokolwiek inny, sfaulowałbym go wtedy w ten sam sposób. Ale to już czas przeszły - zapewnia Konieczny.

Jego zdanie podziela Piech. - Pamiętam tamten mecz, ale wcale do niego nie wracam myślami. Po jednym brzydkim faulu, gra się wtedy zaostrzyła. Nikt nie odstawiał nogi, ale to normalne w ferworze walki. Żalu do nikogo nie mam. My jako drużyna też nie odstawiamy nóg. Jutro zapowiada się więc twardy mecz, ale w duchu fair play - zapewnia napastnik Ruchu.

- Skupię się jutro na tym, aby ani Piech, ani nikt inny nie strzelił bramki - kończy Konieczny.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Ruch Chorzów
sobota, 13:30
sędziuje Robert Małek (Zabrze)
autor: Michał Trela i Krzysztof Kubicki

Przeczytaj również