Czesław Michniewicz: Moje losy często wiązały się z Podbeskidziem
26.03.2013
Michniewicz miał kilka dni na to, by zastanowić się nad propozycją "Górali". Ostatecznie zdecydował, że warto ją przyjąć. - Prezes Wojciech Borecki przekonywał mnie, że warto spróbować. Interesowało mnie także co będzie, jeśli Podbeskidzie nie zdoła się utrzymać. Nie chciałem się wiązać na krótki czas. W Bielsku-Białej buduje się nowy stadion. Można także zbudować dobrą drużynę - uważa Michniewicz. - A tak na marginesie, to moje losy zadziwiająco często wiązały się właśnie z Podbeskidziem - uśmiecha się szkoleniowiec.
- Jako trener Jagiellonii pierwszy mecz grałem z tym zespołem, z kolei wiosną ubiegłego roku kończyłem przygodę trenerską w Polonii Warszawa także spotkaniem z tą drużyną. No i w końcu sam zostałem trenerem w Bielsku-Białej - wyjaśnia "Dziennikowi Zachodniemu" Michniewicz.
Rewolucja taktyczna Podbeskidziu na razie nie grozi. - Nie chcę burzyć tego, co dobrze funkcjonuje. Jeśli się prowadzi do 90 minuty z mistrzem Polski , gra się jak równy z równym z Legią Warszawa, to po co coś zmieniać? Nie chcę też jednak składać żadnych deklaracji, bo wszystko może się zdarzyć. Do końca sezonu pozostały dwa miesiące. Zobaczymy co przyniosą - kończy trener.
- Jako trener Jagiellonii pierwszy mecz grałem z tym zespołem, z kolei wiosną ubiegłego roku kończyłem przygodę trenerską w Polonii Warszawa także spotkaniem z tą drużyną. No i w końcu sam zostałem trenerem w Bielsku-Białej - wyjaśnia "Dziennikowi Zachodniemu" Michniewicz.
Rewolucja taktyczna Podbeskidziu na razie nie grozi. - Nie chcę burzyć tego, co dobrze funkcjonuje. Jeśli się prowadzi do 90 minuty z mistrzem Polski , gra się jak równy z równym z Legią Warszawa, to po co coś zmieniać? Nie chcę też jednak składać żadnych deklaracji, bo wszystko może się zdarzyć. Do końca sezonu pozostały dwa miesiące. Zobaczymy co przyniosą - kończy trener.
Polecane
Ekstraklasa