Czesław Michniewicz: Gramy o przyszłość tego klubu (wywiad)

30.05.2013
- Stawka jest spora - dwa mecze pięć milionów. Nie będzie "szachów", musimy wygrywać. Nie szkoda róż, gdy płonie las. Trzeba jednak - jak na drodze - zachować standardy bezpieczeństwa - mówi Czesław Michniewicz.
Panie trenerze, przed meczem z Lechem rozmawialiśmy o tym, że po odejściu z Poznania nie mógł pan z żadnym innym zespołem wygrać na boisku "Kolejorza". Udało się. W Bielsku-Białej też pan nigdy nie wygrał. Może więc przerwanie wszystkich serii zostawił pan na koniec sezonu?

Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Ostatni dzwonek, jeśli marzymy o tym, żeby osiągnąć nasz cel, który w dalszym ciągu jest realny. Już to, że dwie kolejki przed końcem nie mówimy o I lidze, a o utrzymaniu, jest olbrzymim sukcesem tej drużyny. Do pełni szczęścia brakuje nam jeszcze wielu punktów i zbiegu okoliczności, który sprawi, że inne drużyny potracą punkty. To jest taki moment, że musimy oczywiście przede wszystkim patrzeć na siebie, ale trzeba też spoglądać na inne boiska.

Mówił pan kiedyś, że liczycie na siebie i... Komisję Licencyjną. Ona już swoje zrobiła...

- Wolałbym, żeby Polonia została w lidze i żebyśmy się utrzymali w normalnych warunkach. Jeszcze jest na to szansa. W stosunku do zawodników nie padło z moich ust żadne słowo o tym, że wystarczy, by zająć 15. miejsce, żeby być bezpieczni w lidze. Zawsze im powtarzam, że pewne utrzymanie daje TRZECIE miejsce od końca i o to walczymy. Co do Polonii, źle się stało, że taki klub nie dostał licencji, ale z drugiej strony, jeśli chcemy wprowadzać normalność w piłce, to musimy eliminować takie złe zachowania właścicieli klubów, którzy bez jakiejś wizji inwestują w piłkę i nagle się okazuje, że nie starcza im pieniędzy. Robi się z tego niepotrzebny bałagan. Rok temu Król był zbawcą Polonii, dzisiaj okazuje się grabarzem. Takie czasy... Nie znam Króla, nie znam sytuacji finansowej, ale z tego co czytam, nie jest tam za ciekawie.

Grał pan już o taką stawkę? Zwykle to była walka o mistrzostwo, ewentualnie puchary. O utrzymanie gra się chyba jednak trochę inaczej?

- Jest zdecydowanie większa presja, bo margines błędu jest znacznie mniejszy. Jeśli jesteś w czołówce, to jak nie zdobędziesz mistrzostwa, to zostaniesz wicemistrzem, ewentualnie zajmiesz trzecie miejsce. Tutaj od tych dwóch meczów zależy przyszłość klubu. Powstanie piękny stadion, ale nie wiemy, jak to będzie funkcjonowało, skąd będą na to środki. Piłka zawodowa kosztuje, dlatego robimy wszystko, by powalczyć o te pięć milionów z Canal+. Stawka jest duża - dwa mecze, pięć milionów do wygrania. W ten sposób liczą też jednak w Bełchatowie i w innych zespołach. Jesteśmy zmobilizowani i pełni nadziei, że zagramy dobry mecz i przełamiemy tę fatalną serię u siebie. Były spotkania, w których graliśmy słabo, ale były też takie, w których graliśmy całkiem dobrze - jak z Piastem - a mimo wszystko nie zdobyliśmy nawet punktu. Tego najbardziej żal.

Potrafiliście zagrać w Poznaniu bardzo otwarcie, bo wygrana na Lechu nie była dziełem stania w defensywie i jednego szczęśliwego kontrataku. Z Pogonią też tak zagracie, czy trzeba się raczej szykować na "szachy"?

- Nie, myślę, że nie czas na szachy. Nie szkoda róż, gdy płonie las. Musimy grać o pełną pulę i tak też wyjdziemy, ale musimy zachować "standardy bezpieczeństwa", tak jak na drodze. Śpieszysz się, ale na czerwonym nie możesz jechać. To samo powtarzam zawodnikom - musisz grać z pasją, poświęceniem, ale i mądrością. Nasz problem jest jeszcze gdzieś indziej...

Gdzie?

- Siedmiu zawodników z podstawowego składu jest zagrożonych pauzą za kartki w ostatnim meczu z Widzewem. Musimy grać twardo, zdecydowanie, lecz przy tym nie łapać głupich kartek, bo po starciu z Pogonią jest jeszcze mecz z Widzewem i siedmiu zawodników może nam wypaść.

Zwłaszcza, że w Łodzi na pewno nie będziecie pewni utrzymania. Nie ma takiej szansy.

- No tak, dlatego musimy rozłożyć siły i grać mądrze. W Poznaniu też uważaliśmy, żeby nie łapać głupich kartek. Do 30. minuty ani razu nie sfaulowaliśmy. Później były dwie niepotrzebne kartki - Bartka Koniecznego, który zwrócił sędziemu uwagę, że powinna być czerwona kartka - i Damiana Chmiela, za niepotrzebny faul na środku boiska. Szkoda, bo obydwaj dołączyli do grupy zagrożonych.

Wyznaje pan zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia, czy powrót Dariusza Łatki coś jednak zmieni. Widziałem, że na treningu w "mocniejszym" składzie byli i Łatka i Deja...

- Zastanawiam się cały czas. Nie jestem jeszcze przekonany, czy dwójka Sloboda-Deja ma wyjść na Pogoń. Z drugiej strony - to w jaki sposób zagraliśmy w Poznaniu, powinno być przepustką do gry w następnym meczu. Obaj zagrali świetnie. Tyle, że Łatka ma inne predyspozycje - odbiera piłki, jest lepszy w defensywie, stąd też Darek cały czas był z nami w grupie, która ćwiczyła stałe fragmenty gry.

Spodziewał się pan, że Pogoń Szczecin będzie na wiosnę tak słabym zespołem? Przecież na wiosnę to była całkiem ciekawa drużyna, a dziś dalej nie ma pewnego utrzymania.

- Myślę, że to jest syndrom 20-23 punktów zdobytych jesienią. Kiedyś Jagiellonia Artura Płatka była takim zespołem, później ja z Arką Gdynia, kiedy mówiłem, że to z pozoru bezpieczny wynik, ale później przegra się dwa-trzy mecze i zaczyna się robić gorąco. Kiedy pracowałem w Widzewie, takim zespołem była Korona Kielce. Też była bardzo wysoko po jesieni, a potem nastąpiło rozluźnienie. Ale z drugiej strony - jak się nie rozluźnić, kiedy zespoły z dołu tabeli mają po sześć punktów. Także coś na pewno w Szczecinie nie funkcjonowało dobrze, o czym świadczy sama zmiana trenera, ale Pogoń ma kilka indywidualności - Edi, Ława, czy ci dwaj Japończycy. Do tego wysocy obrońcy, dobrze grający przy stałych fragmentach gry. Patrząc na skład, to nie jest zespół do spadku, jednak historia zna przypadki, gdy spadały i zespoły z lepszymi piłkarzami. Jak Atletico Madryt... Gdy byłem w Amice Wronki, graliśmy z nimi kiedyś w Pucharze UEFA. Oni pokonali Real, a później spadli z ligi. Takie rzeczy się zdarzają.

Widzę, że wy - podobnie jak Pogoń - przywiązujecie sporą wagę do stałych fragmentów gry... Przez dużą część treningu nad nimi pracowaliście.

- Tak, ćwiczymy, bo to najłatwiejszy sposób, żeby strzelić bramkę. Piłka leci nad głowami przeciwników i łatwo ją trącić do bramki. Tym bardziej, że mamy wysokich zawodników, jak Telichowski, Konieczny, Pietrasiak, Pawela, Górkiewicz. Musimy ten potencjał wykorzystywać. Poza tym, mamy zawodników, którzy potrafią dorzucić. Szkoda tylko, że Darek Kołodziej jeszcze nie jest w podstawowym składzie, bo on dorzuca te piłki najlepiej ze wszystkich graczy. Stąd też praca nad tym.

Cel na dziś, to chyba nie tylko wygrać, ale też wygrać odpowiednio wysoko?

- Nie, w ten sposób nie myślimy.

Wygrywając 1-0, Pogoni jednak na pewno nie wyprzedzicie.

- Nie ma co być zachłannym. Najważniejsze dla nas, by dobrze zagrać i postarać się o trzy punkty. Tu nikt nie myśli o odrabianiu jakiś strat. Są jeszcze inne małe tabele itd. Przyszedł tu ktoś związany z klubem i powiedział, że jego teść policzył, że jest jeszcze 250 możliwości. Nie wiem czy przesadził, czy żartował, ale na pewno wariantów jest sporo.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również