Czesław Michniewicz: Chciałoby się wreszcie odczarować ten stadion
01.05.2013
Co się stało, że można pana spotkać na meczu III ligi śląsko-opolskiej (rozmawiamy po meczu BKS Stal Bielsko-Biała - Przyszłość Rogów - przyp. MT)? Chyba nie szuka pan wzmocnień Podbeskidzia?
Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Kocham futbol. Poza tym, mieliśmy odprawę w hotelu obok i przyszedłem dopiero na drugą połowę. Poza tym, po meczu mamy trening Marka Sokołowskiego i Błażeja Telichowskiego. Pozostali chłopcy dostali dzisiaj dzień wolny, mieliśmy tylko odprawę po meczu z Lechią. Dwóch kontuzjowanych będzie natomiast trenować.
Jest szansa na to, że będą gotowi na mecz z Zagłębiem Lubin?
- Błażej nie, ale na Marka bardzo liczę, bo jest nam potrzebny. Chcemy dziś zrobić test czy będzie gotowy na 100 procent, bo jeśli nie, to nie będziemy go brali pod uwagę.
Na wyjazdach skuteczność ma pan znakomitą, ale w Bielsku jeszcze nie udało się wygrać. Teraz jest ten moment?
- Na tym stadionie jeszcze nigdy nie wygrałem, nawet jako trener drużyn przeciwnych - Jagiellonii, Polonii Warszawa. Chciałoby się wreszcie odczarować ten stadion. Musimy zagrać dużo lepiej niż z Bełchatowem, agresywniej, bliżej przeciwnika. Musimy też wziąć pod uwagę atuty Lubina, jak Pawłowski, Jeż czy Małkowski oraz Papadopulos. My też mamy swoje atuty, ale to dla nas na pewno jest kolejny mecz o życie. W starciu z Bełchatowem nie było widać tej iskry, stres trochę sparaliżował zawodników, mam nadzieję, że teraz tak nie będzie. Zwłaszcza, że to Lubin jest faworytem, a nie my.
Ucieszyło pana przekonujące zwycięstwo Zagłębia nad Śląskiem w ostatniej kolejce? W polskiej lidze rzadko zdarza się dwa razy z rzędu zagrać tak znakomicie...
- Może nie ucieszyło mnie to zwycięstwo, ale na pewno podziwiałem Lubin za ten mecz. Śląsk próbował tworzyć grę, miał swoje sytuacje, a Zagłębie było piekielnie skuteczne w kontratakach. Świetny był przede wszystkim Małkowski. Nie widziałem go jeszcze w takiej dyspozycji, jaką pokazał w niedzielę. Zobaczymy, czy był to jednorazowy wyskok, czy - oby nie - potwierdzenie zwyżki formy tego zawodnika. Rywale mają naprawdę dużo atutów. Zawsze zastanawiamy się z drużyną najpierw co zrobić, żeby nie przegrać, a później co zrobić, żeby wygrać. Mamy swój plan, ale Lubin niestety też go ma.
Dla pana mecz z Zagłębiem to chyba coś niezwykłego? Tam w końcu odnosił pan największe sukcesy w karierze.
- Tak, ale to było już tak dawno temu, że człowiek nie pamięta...
Ale w Lubinie pewnie pamiętają.
- Może niektórzy tak. Grałem już w Widzewie i Jagiellonii z Zagłębiem. Nie miałem jeszcze szczęścia zagrać na tym nowym stadionie. Byłem na nim tylko raz, przy okazji meczu z Ruchem Chorzów. Sentyment na pewno pozostał. Szymek Pawłowski to mój wynalazek, ja go ściągnąłem z Mieszka Gniezno. Łukasz Hanzel - też mój wymysł. Przyjechał z Rozwojem Katowice na mecz z drugą drużyną Zagłębia. Adriana Błąda czy Rakowskiego też pamiętam z młodszych kategorii wiekowych. My jednak jesteśmy pod ścianą i znajdujemy się w takiej sytuacji jak... podczas grania w "Tysiąca". Czy nam rozdają karty, czy nie, to i tak cały czas jesteśmy na "musiku".
A nie demobilizuje pana zawodników to, że naprawdę pojawiła się nadzieja, iż Polonia Warszawa nie dostanie licencji?
- Nie myślimy o tym i nie chcę też, żeby chłopcy o tym myśleli. Nigdy nie rozmawiałem z nimi o licencjach. Dopóki jest matematyczna szansa, to trzeba patrzeć na siebie. Od patrzenia na innych, punktów nam nie przybędzie, a tylko pojawia się stres, bo człowiek patrzy życzeniowo żeby ktoś przegrał. Przecież i tak nie jest możliwe, żeby ktoś z piętnastoma czy dziewiętnastoma punktami się utrzymał. Na dziś mamy 22 i to jest zdecydowanie za mało, żeby się utrzymać.
Rozmawiał Michał Trela.
Czesław Michniewicz, trener Podbeskidzia Bielsko-Biała: - Kocham futbol. Poza tym, mieliśmy odprawę w hotelu obok i przyszedłem dopiero na drugą połowę. Poza tym, po meczu mamy trening Marka Sokołowskiego i Błażeja Telichowskiego. Pozostali chłopcy dostali dzisiaj dzień wolny, mieliśmy tylko odprawę po meczu z Lechią. Dwóch kontuzjowanych będzie natomiast trenować.
Jest szansa na to, że będą gotowi na mecz z Zagłębiem Lubin?
- Błażej nie, ale na Marka bardzo liczę, bo jest nam potrzebny. Chcemy dziś zrobić test czy będzie gotowy na 100 procent, bo jeśli nie, to nie będziemy go brali pod uwagę.
Na wyjazdach skuteczność ma pan znakomitą, ale w Bielsku jeszcze nie udało się wygrać. Teraz jest ten moment?
- Na tym stadionie jeszcze nigdy nie wygrałem, nawet jako trener drużyn przeciwnych - Jagiellonii, Polonii Warszawa. Chciałoby się wreszcie odczarować ten stadion. Musimy zagrać dużo lepiej niż z Bełchatowem, agresywniej, bliżej przeciwnika. Musimy też wziąć pod uwagę atuty Lubina, jak Pawłowski, Jeż czy Małkowski oraz Papadopulos. My też mamy swoje atuty, ale to dla nas na pewno jest kolejny mecz o życie. W starciu z Bełchatowem nie było widać tej iskry, stres trochę sparaliżował zawodników, mam nadzieję, że teraz tak nie będzie. Zwłaszcza, że to Lubin jest faworytem, a nie my.
Ucieszyło pana przekonujące zwycięstwo Zagłębia nad Śląskiem w ostatniej kolejce? W polskiej lidze rzadko zdarza się dwa razy z rzędu zagrać tak znakomicie...
- Może nie ucieszyło mnie to zwycięstwo, ale na pewno podziwiałem Lubin za ten mecz. Śląsk próbował tworzyć grę, miał swoje sytuacje, a Zagłębie było piekielnie skuteczne w kontratakach. Świetny był przede wszystkim Małkowski. Nie widziałem go jeszcze w takiej dyspozycji, jaką pokazał w niedzielę. Zobaczymy, czy był to jednorazowy wyskok, czy - oby nie - potwierdzenie zwyżki formy tego zawodnika. Rywale mają naprawdę dużo atutów. Zawsze zastanawiamy się z drużyną najpierw co zrobić, żeby nie przegrać, a później co zrobić, żeby wygrać. Mamy swój plan, ale Lubin niestety też go ma.
Dla pana mecz z Zagłębiem to chyba coś niezwykłego? Tam w końcu odnosił pan największe sukcesy w karierze.
- Tak, ale to było już tak dawno temu, że człowiek nie pamięta...
Ale w Lubinie pewnie pamiętają.
- Może niektórzy tak. Grałem już w Widzewie i Jagiellonii z Zagłębiem. Nie miałem jeszcze szczęścia zagrać na tym nowym stadionie. Byłem na nim tylko raz, przy okazji meczu z Ruchem Chorzów. Sentyment na pewno pozostał. Szymek Pawłowski to mój wynalazek, ja go ściągnąłem z Mieszka Gniezno. Łukasz Hanzel - też mój wymysł. Przyjechał z Rozwojem Katowice na mecz z drugą drużyną Zagłębia. Adriana Błąda czy Rakowskiego też pamiętam z młodszych kategorii wiekowych. My jednak jesteśmy pod ścianą i znajdujemy się w takiej sytuacji jak... podczas grania w "Tysiąca". Czy nam rozdają karty, czy nie, to i tak cały czas jesteśmy na "musiku".
A nie demobilizuje pana zawodników to, że naprawdę pojawiła się nadzieja, iż Polonia Warszawa nie dostanie licencji?
- Nie myślimy o tym i nie chcę też, żeby chłopcy o tym myśleli. Nigdy nie rozmawiałem z nimi o licencjach. Dopóki jest matematyczna szansa, to trzeba patrzeć na siebie. Od patrzenia na innych, punktów nam nie przybędzie, a tylko pojawia się stres, bo człowiek patrzy życzeniowo żeby ktoś przegrał. Przecież i tak nie jest możliwe, żeby ktoś z piętnastoma czy dziewiętnastoma punktami się utrzymał. Na dziś mamy 22 i to jest zdecydowanie za mało, żeby się utrzymać.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa