„Czerwień” po 11 latach. „Kompletnie nie miałem zamiaru faulować”

26.07.2014
Nie tak 250. występ w ekstraklasie wyobrażał sobie kapitan Podbeskidzia, Marek Sokołowski. Już przed przerwą doświadczony zawodnik „Górali” jubileuszowy mecz zakończył.
Norbert Barczyk/Press Focus
Była 38. minuta, gdy w jednym ze starć Marek Sokołowski zaatakowała rywala wyprostowaną nogą. Wydawało się, że sędzia Paweł Gil kapitana bielszczan ukarze, ale upomnieniem w postaci żółtej kartki. Tymczasem arbiter z Lublina, do którego goście mieli sporo pretensji nie tylko za opisaną sytuację, bez wahania pokazał Sokołowskiemu czerwoną kartkę równoznaczną z zakończeniem gry.

Kapitan „Górali” tuż po meczu, w którym obchodził znaczącej rangi jubileusz odniósł się do feralnego zdarzenia. – Upadając nie byłem już w stanie zgiąć nogi, bo byłem przytrzymywany chwilę wcześniej za koszulkę. Kompletnie nie miałem takiego zamiaru, aby celowo i w taki sposób faulować. Sędzia wyciągał chyba początkowo żółtą kartkę i musiał dostać jakąś informację, że swoją decyzję zmienił – wyjaśnia „Sokół”.

To druga w karierze czerwona kartka dla pomocnika Podbeskidzia. Wcześniej taki przypadek miał miejsce w roku... 2003. Wówczas jako zawodnik Odry Wodzisław Śląski, Marek Sokołowski przedwcześnie zakończył konfrontację z Groclinem Grodzisk Wielkopolski, a jego zespół również przegrał (0-4).
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również