Czego zabrakło Podbeskidziu prowadzonemu przez Marcina Brosza?

10.05.2011
- Sądzę, że wtedy, gdy walczyliśmy o awans z trenerem Marcinem Broszem, zabrakło nam przede wszystkim wykończenia okazji bramkowych - uważa Bartłomiej Konieczny z Podbeskidzia.
Przypomnijmy, że dwa lata temu bielszczanie byli w bardzo podobnej sytuacji do tej, w której są dzisiaj. Wtedy mieli może mocniejszych rywali i mniejszy dystans punktowy, ale zakończyło się na czwartym miejscu i zabrakło jednego punktu do upragnionego awansu. Prowadził ich Marcin Brosz.

Czy piłkarze, którzy pamiętają pracę z tym trenerem wiedzą, czego wtedy zabrakło do pełni szczęścia? -  Na chłodno patrząc na tamte wydarzenia, zabrakło nam konsekwencji w grze. Nie robiliśmy tego, co do nas należało do samego końca, nie skupialiśmy się na każdym meczu z osobna. Kluczem jest, żeby nie zapominać, że jeszcze się w tej ekstraklasie nie jest. Dlatego ta porażka z Dolcanem przyszła w najlepszym możliwym momencie, bo może to nas odpowiednio wcześnie otrzeźwić? - zastanawia się Sławomir Cienciała, kapitan "Górali".

Coś w tym musi być, bowiem Bartłomiej Konieczny, który był i wtedy, i jest dzisiaj partnerem Cienciały w bloku obronnym wspomina o tym samym. - Na pewno zabrakło patrzenia na każdy kolejny mecz. Teraz mamy to już za sobą i wiemy, że mamy się nie "podpalać" za wcześnie. Gdybym miał jednak cofnąć czas, to przede wszystkim zabrakło nam wtedy wykończenia okazji bramkowych - mówi stoper.

Czy piłkarze, którzy jeszcze pamiętają pracę z trenerem Broszem, będą czuli wyjątkową mobilizację na spotkanie z nim? - Myślę, że trenera za to, co zrobił w Bielsku, każdy szanuje, ale nie ma specjalnej motywacji na jego przyjazd. Mobilizujemy się na całą drużynę Piasta - twierdzi. - Dla nas motywacją jest awans, a nie to, czy przyjeżdża były trener, czy ktokolwiek inny - kończy Bartłomiej Konieczny.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również