Po meczach z Zagłębiem Lubin oraz Lechem Poznań, w których piłkarze Podbeskidzia łącznie stracili aż osiem goli, co po niektórzy kibice „Górali” stracili już całkowicie nadzieję na to, że drużyna przestanie popełniać rażące błędy i na dobre otrzaska się z Ekstraklasą. Coraz mniej cierpliwości widać również wśród włodarzy beniaminka, lecz na ewentualne zmiany przyjdzie jednak pora dopiero po zakończeniu nieudanej rundy.
Czarne chmury nad „Góralami”. Przy Rychlińskiego chcą uniknąć nerwowych ruchów
Dziewięć zdobytych punktów w 12 meczach, aż 29 straconych goli oraz ostatnia pozycja w tabeli - patrząc na ten fatalny dorobek, kibice „Górali” zapewne przypominają sobie sytuację z 2012 roku, gdy ich ulubieńcy przegrywali mecz za meczem i wraz z GKS-em Bełchatów zakopali się na dnie ligowej tabeli. Obecny los zespołu trenera Brede można jednak uznać za nieco korzystniejszy - w końcu w grze beniaminka widać pewne pozytywne symptomy, a na dodatek strata do dziesiątej w stawce Cracovii wciąż wynosi zaledwie cztery oczka.
Szybka weryfikacja
Wszystko to schodzi jednak na dalszy plan w momencie, gdy popatrzy się na dyspozycję Podbeskidzia w defensywie. Wspomniany wcześniej dorobek 29 straconych goli w 12 spotkaniach jest wręcz zawstydzający, a biorąc pod uwagę 10 ostatnich kampanii w naszej Ekstraklasie, gorszym bilansem na tym etapie mógł „pochwalić się” jedynie Zawisza Bydgoszcz. W sezonie 2014/2015 ekipa z województwa kujawsko-pomorskiego puściła 32 bramki i mimo podjęcia próby dogonienia reszty stawki w dalszej części rozgrywek, ostatecznie pożegnała się z ligą. Podobny los spotkał chociażby Zagłębie Sosnowiec czyli ŁKS Łódź, czyli dwa beniaminki z dwóch ostatnich sezonów, których zachowania w obronie wielu określało nawet mianem „parodystycznych”.
I właśnie przypadku wspomnianych drużyn wszyscy chcieli uniknąć w Bielsku-Białej, ale na razie wiele wskazuje na to, że i przy Rychlińskiego zima oraz runda wiosenna będą naprawdę nerwowe. - Naszym priorytetem było i jest utrzymanie. Wydawało mi się jednak, że nasz zespół z tym zapleczem, które ma, może zajmować 10-11. miejsce. Weryfikacja nastąpiła bardzo szybko. Zimą musimy wykonać mądre ruchy, by zrealizować nasz cel - powiedział prezes Bogdan Kłys w wywiadzie na portalu Sportowe Beskidy.
Złość to najdelikatniejsze określenie
Coraz mniejszą cierpliwość widać również po trenerze Krzysztofie Brede, któremu po przegranej 0:4 z Lechem Poznań zwyczajnie brakowało słów na obronę swoich dołujących podopiecznych. - Wiemy, że Lech to jeden z najlepszych zespołów w Polsce, reprezentuje nas w europejskich pucharach i wiemy, że tak prostych błędów nie powinniśmy popełniać. Nie można wygrać meczu lub go zremisować, jeśli popełnia się takie pomyłki, a najgorsze jest to, że robią to zawodnicy doświadczeni, mający dać jakość piłkarską i pchnąć drużynę do przodu. Tak łatwo straciliśmy, może nie pierwszą, a trzy kolejne bramki, że złość to najdelikatniejsze słowo, jakiego mogę użyć - przyznał 39-latek na pomeczowej konferencji prasowej.
Trudno się z opiekunem beniaminka najwyższej klasy rozgrywkowej nie zgodzić - tym bardziej, gdy rozłożymy wszystkie stracone bramki w Poznaniu na czynniki pierwsze. Przy golu na 1:0 zbyt łatwo odpuszczony w kryciu przy rzucie rożnym został Thomas Rogne, który ostatecznie popisał się celną główką. Później wręcz koszmarnie we własnej szesnastce zachował się Milan Rundić, który był zapowiadany jako naprawdę solidne wzmocnienie (jego przedsezonową charakterystykę znajdziecie w tym miejscu), a na razie trzeba go określić jako jedno z największych rozczarowań letniego okienka transferowego. Jasne, nie ma co już definitywnie spisywać 28-letniego Serba na straty, niemniej jego błąd przy golu Mikaela Ishaka był ewidentny.
W drugiej połowie „Górale” zostali jeszcze dwukrotnie skontrowani, a w tym miejscu trzeba jeszcze wspomnieć o dużej bierności Kacpra Gacha przy rajdzie Pedro Tiby, a także o fatalnej stracie piłki przez Gergo Kocsisa w okolicach 30 metra przy golu na 4:0. Co prawda w ostatnich 40 minutach Lech nie podejmował już zbyt wielu prób ataku, jednak szybkie wymiany piłki, wysoki pressing czy nawet zakładane siatki tylko potwierdzały, że obrona ponownie nie sprostała wysokiemu poziomowi trudności, jaki postawił rywal z Ekstraklasy. - Nie tracimy bramek po ładnych akcjach rywali tylko po koszmarnych błędach w obronie. To boli najbardziej. Czeka nas dużo pracy, aby nie tracić już tak "głupich" goli - przyznaje Kłys, dodając przy okazji, że w trakcie niedzielnego meczu czuł przede wszystkim bezradność i wstyd.
Uczciwie trzeba zatem powiedzieć, że liga dość brutalnie zweryfikowała defensywę, w przypadku której trener Krzysztof Brede cały czas stara się znaleźć odpowiedni system.
- 1. kolejka (Górnik Zabrze, 2:4): Polacek - Gach, Bashlai, Komor, Jaroch
- 2. kolejka (Cracovia, 2:2): Polacek - Gach, Bashlai, Osyra, Mroczko
- 3. kolejka (Jagiellonia, 2:2): Polacek - Gach, Rundić, Komor, Mroczko
- 4. kolejka (Raków, 1:4): Polacek - Gach, Rundić, Komor, Jaroch
- 5. kolejka (Lechia, 0:4): Polacek - Gach, Rundić, Komor, Modelski
- 6. kolejka (Stal, 1:0): Leszczyński - Gach, Bashlai, Osyra, Modelski
- 7. kolejka (Warta 1:2): Leszczyński - Gach, Bashlai, Komor, Modelski
- 8. kolejka (Wisła Kraków, 0:3): ta sama linia defensywy
- 10. kolejka (Pogoń, 1:1): Pesković - Gach, Rundić, Bashlai, Modelski
- 9. kolejka (zaległy mecz z Zagłębiem, 2:1): Pesković - Gach, Bashlai, Komor, Danielak
- 11. kolejka (Śląsk, 0:2): Pesković - Gach, Rundić, Komor, Danielak
- 12. kolejka (Lech, 0:4): Pesković - Gach, Rundić, Bashlai, Gutowski
Jak widać, tylko po siódmej kolejce i przegranym u siebie pojedynku z Wartą Poznań, szkoleniowiec „Górali” nie dokonał żadnej zmiany w obronie. Oczywiście, trzeba choćby pamiętać o poważnej kontuzji (zerwanie ścięgna Achillesa) Kornela Osyry, zawieszeniach za kartki czy pojawiających się zakażeniach koronawirusem, ale dotychczasowy brak stabilizacji widać jednak gołym okiem. W końcu pewny plac miał do tej pory jedynie Kacper Gach, choć złośliwi i tak zauważą, że aktualnie jest on przecież jedynym nominalnym lewym obrońcą w kadrze.
Posada (na razie) jest bezpieczna
Sytuacja sportowa ostatniego zespołu w tabeli jest zatem nie do pozazdroszczenia, a dotychczasowa niefrasobliwość oraz dochodząca do tego nieskuteczność w ofensywie powodują, że obecnie beniaminek określany jest za jednego z głównych kandydatów do pożegnania się z najwyższą klasą rozgrywkową. Przez to już od wielu tygodni kibice domagają się odejścia trenera Brede oraz dokonania rewolucji kadrowej w trakcie zimowego okienka transferowego. Dzięki doniesieniom portalu bielsko.biala.pl wiadomo, że po meczu w Poznaniu włodarze beniaminka przeprowadzili szereg rozmów ze sztabem szkoleniowym oraz piłkarzami w celu przeanalizowania dotychczasowej dyspozycji zespołu.
Jak potwierdza również prezes Bogdan Kłys, w tym momencie w klubie nie dojdzie do żadnych nerwowych ruchów, a na kolejne dokładne analizy i szukanie odpowiednich rozwiązań przyjdzie pora już po zakończeniu tegorocznych zmagań. - Trener Brede na pewno poprowadzi Podbeskidzie w spotkaniach z Piastem Gliwice oraz Wisłą Płock. Naszym celem jest wyjść na boisko, gryźć trawę i zagrać najlepiej jak się da. Nie założyliśmy minimum punktowego. Ma być walka oraz zaangażowanie. Trzeba wyzbyć się w końcu prostych błędów i pokazać, że drużynie zależy na tym, aby grać w Ekstraklasie i Podbeskidziu - zapowiada sternik „Górali” na łamach Sportowych Beskidów.
Obecnie nie ma zatem tematu zwolnienia pierwszego szkoleniowca, ale i tak można się zastanawiać, czy za niecałe dwa tygodnie nie wróci on znowu do obiegu. W końcu na bielszczan czekają teraz pojedynki „o 6 punktów” z rywalami, których sytuacja w ligowej tabeli również jest daleka od ideału. Już pojutrze Podbeskidzie podejmie u siebie Piasta Gliwice, który co prawda złapał w ostatnich tygodniach dobrą serię meczów bez porażki, ale i tak wciąż zajmuje tylko 13. miejsce i ma zaledwie punkt przewagi nad „czerwono-biało-niebieskimi”. Z kolei w przyszły piątek „Górale” wybiorą się do Płocka, by zmierzyć się z aktualnie czternastą w stawce Wisłą.
Ewentualne straty punktów w dwóch ostatnich spotkaniach spowodują, że piłkarze Podbeskidzia na dobre ugrzęzną na dnie ligowej tabeli i nie będą mieli oni zbyt wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Mimo przechodzonego obecnie kryzysu, prezes beniaminka stara się znaleźć powody do optymizmu i wierzy w regularniejsze punktowanie przez drużynę, która do tej pory odniosła tylko dwa ligowe zwycięstwa. - Mamy dobre momenty - jak w meczach z Pogonią Szczecin, Zagłębiem Lubin czy Śląskiem Wrocław. Potrafimy w spotkaniach z takimi rywalami nawiązać równą walkę i grać fajną piłkę. Jeśli wyeliminujemy błędy, to będziemy punktować - zapewnia Kłys.