Co za dziwny weekend! W meczach naszych drużyn działo się sporo...
04.11.2012
<strong>Zaczęło się... "po Bożemu"</strong>
Dziwny weekend zaczął się... jak najbardziej zgodnie z planem. Górnik z Bełchatowem miał wygrać i pewnie to uczynił. Tym razem nie strzelili Milik i Nakoulma, ale co z tego, skoro ten pierwszy zaliczył asystę, a za faul na "Prezesie" z boiska wyleciał Maciej Wilusz. Goście skupili się po meczu głównie na krytykowaniu sędziego Marcina Borskiego. No tak, w jedenastu bełchatowianie zmietliby z boiska zabrzan, tak jak zmiatają wszystkich kolejnych rywali...
<strong>Bohater z czwartego szeregu</strong>
Dziwny mecz numer jeden. Piast Gliwice bardzo dobrze radził sobie w małych derbach Śląska z Ruchem Chorzów, prowadził po trafieniu Mateja Iżvolta, o którym wszyscy mówili, że dobrze gra, ale goli nie strzela. Chorzowianom w małych derbach poszło jednak lepiej niż w Wielkich. Nie do końca wiadomo, jak się to stało, ale dobrze grający gliwiczanie... przegrali dwiema bramkami. Bohaterem został Grzegorz Kuświk, który doliczył trzy punkty do punktacji kanadyjskiej. A przecież w hierarchii napastników "Niebieskich" przegrywał nie tylko z Arkadiuszem Piechem i Maciejem Jankowskim, ale nawet z Andrzejem Niedzielanem.
<strong>Nareszcie!</strong>
- Liran Cohen zasłużył na duże piwo. Sęk w tym, że piwa nie pije - powiedział Marek Sokołowski, kapitan Podbeskidzia. Bielszczanie po raz pierwszy od marca mieli powody do uśmiechu. Po kwadransie wydawało się, że Zagłębie Lubin ich zdemoluje. W pierwszej połowie gospodarze trzy razy trafiali w obramowanie bramki. Szczęśliwe kamyczki w kieszeni trenera Marcina Sasala zrobiły jednak swoje. Najpierw trafił Damian Chmiel, a w ostatniej minucie świetną techniką i sprytem popisał się Liran Cohen. Jedna z najdłuższych serii bez zwycięstwa w Europie - zakończona!
<strong>Bramkarz może zapewnić tylko bezbramkowy remis? Bzdura!</strong>
Mówi się, że nawet najlepszy bramkarz może zapewnić maksymalnie bezbramkowy remis. O tym, że to bzdura, przekonał Michał Wróbel, golkiper Olimpii Grudziądz. Ocierający się o czołówkę zespół Tomasza Asensky'ego przegrywał przy Bukowej 0-1. Wydawało się, że katowiczanie po raz kolejny wygrają. Ale w 93. minucie bramkarz gości pozbawił ich zwycięstwa, czym zasłużył na porównania do Jana Tomaszewskiego. Lepiej być porównywanym do Tomaszewskiego w trakcie kariery, niż po jej zakończeniu...
<strong>W "Ogródku" da się wygrać</strong>
Nawet na najtrudniejszym terenie da się wygrać. To prawda, ale nikomu w tym sezonie nie udało się pokonać na wyjeździe Warty Poznań. Beniaminek z Tychów lubi jednak wyzwania. GKS pojechał do stolicy Wielkopolski i wygrał, mimo że Marcin Folc nie strzelił gola i nie mógł złożyć kolejnej dedykacji dla członków swojej rodziny. Dość niepostrzeżenie, piłkarze Piotra Mandrysza doszlusowali do czołówki. Kto by się tego spodziewał, po nieudanym początku sezonu?
<strong>Tylko w Bytomiu bez zmian</strong>
Skoro działy się rzeczy dziwne, to można było liczyć, że i Polonia Bytom nareszcie się przełamie. Takich cudów jednak nie ma. Bytomianie prowadzili w Łęcznej, ale "załatwiły" ich dwa rzuty karne. Jeszcze 15 minut przed końcem był remis, który należałoby uznać za sukces Polonii. A tak, trener Jacek Trzeciak znów musiał się tłumaczyć. - Przez 70 procent czasu nie musieliśmy się wstydzić - powiedział. Racja, ale jak się spojrzy na tabelę I ligi, to bytomianie muszą się wstydzić cały czas.
Dziwny weekend zaczął się... jak najbardziej zgodnie z planem. Górnik z Bełchatowem miał wygrać i pewnie to uczynił. Tym razem nie strzelili Milik i Nakoulma, ale co z tego, skoro ten pierwszy zaliczył asystę, a za faul na "Prezesie" z boiska wyleciał Maciej Wilusz. Goście skupili się po meczu głównie na krytykowaniu sędziego Marcina Borskiego. No tak, w jedenastu bełchatowianie zmietliby z boiska zabrzan, tak jak zmiatają wszystkich kolejnych rywali...
<strong>Bohater z czwartego szeregu</strong>
Dziwny mecz numer jeden. Piast Gliwice bardzo dobrze radził sobie w małych derbach Śląska z Ruchem Chorzów, prowadził po trafieniu Mateja Iżvolta, o którym wszyscy mówili, że dobrze gra, ale goli nie strzela. Chorzowianom w małych derbach poszło jednak lepiej niż w Wielkich. Nie do końca wiadomo, jak się to stało, ale dobrze grający gliwiczanie... przegrali dwiema bramkami. Bohaterem został Grzegorz Kuświk, który doliczył trzy punkty do punktacji kanadyjskiej. A przecież w hierarchii napastników "Niebieskich" przegrywał nie tylko z Arkadiuszem Piechem i Maciejem Jankowskim, ale nawet z Andrzejem Niedzielanem.
<strong>Nareszcie!</strong>
- Liran Cohen zasłużył na duże piwo. Sęk w tym, że piwa nie pije - powiedział Marek Sokołowski, kapitan Podbeskidzia. Bielszczanie po raz pierwszy od marca mieli powody do uśmiechu. Po kwadransie wydawało się, że Zagłębie Lubin ich zdemoluje. W pierwszej połowie gospodarze trzy razy trafiali w obramowanie bramki. Szczęśliwe kamyczki w kieszeni trenera Marcina Sasala zrobiły jednak swoje. Najpierw trafił Damian Chmiel, a w ostatniej minucie świetną techniką i sprytem popisał się Liran Cohen. Jedna z najdłuższych serii bez zwycięstwa w Europie - zakończona!
<strong>Bramkarz może zapewnić tylko bezbramkowy remis? Bzdura!</strong>
Mówi się, że nawet najlepszy bramkarz może zapewnić maksymalnie bezbramkowy remis. O tym, że to bzdura, przekonał Michał Wróbel, golkiper Olimpii Grudziądz. Ocierający się o czołówkę zespół Tomasza Asensky'ego przegrywał przy Bukowej 0-1. Wydawało się, że katowiczanie po raz kolejny wygrają. Ale w 93. minucie bramkarz gości pozbawił ich zwycięstwa, czym zasłużył na porównania do Jana Tomaszewskiego. Lepiej być porównywanym do Tomaszewskiego w trakcie kariery, niż po jej zakończeniu...
<strong>W "Ogródku" da się wygrać</strong>
Nawet na najtrudniejszym terenie da się wygrać. To prawda, ale nikomu w tym sezonie nie udało się pokonać na wyjeździe Warty Poznań. Beniaminek z Tychów lubi jednak wyzwania. GKS pojechał do stolicy Wielkopolski i wygrał, mimo że Marcin Folc nie strzelił gola i nie mógł złożyć kolejnej dedykacji dla członków swojej rodziny. Dość niepostrzeżenie, piłkarze Piotra Mandrysza doszlusowali do czołówki. Kto by się tego spodziewał, po nieudanym początku sezonu?
<strong>Tylko w Bytomiu bez zmian</strong>
Skoro działy się rzeczy dziwne, to można było liczyć, że i Polonia Bytom nareszcie się przełamie. Takich cudów jednak nie ma. Bytomianie prowadzili w Łęcznej, ale "załatwiły" ich dwa rzuty karne. Jeszcze 15 minut przed końcem był remis, który należałoby uznać za sukces Polonii. A tak, trener Jacek Trzeciak znów musiał się tłumaczyć. - Przez 70 procent czasu nie musieliśmy się wstydzić - powiedział. Racja, ale jak się spojrzy na tabelę I ligi, to bytomianie muszą się wstydzić cały czas.
Polecane
Ekstraklasa