Co się dzieje z Krzysztofem Chrapkiem? "Będę jeszcze próbował pograć"
05.05.2013
Gdy rok temu przybliżaliśmy sytuację Krzysztofa Chrapka, nie wyglądała ona najweselej. Po ciężkich kontuzjach, błędach lekarskich, wypadku samochodowym, nie wiadomo było czy będzie mógł kontynuować karierę. Ba, przez moment istniało nawet ryzyko, że nie będzie mógł chodzić. Cały materiał możecie znaleźć TUTAJ. W piątek spotkaliśmy Chrapka przy okazji meczu Podbeskidzia z Zagłębiem. Siedział na trybunie krytej pośród kibiców, dla których cztery lata temu był bohaterem...
- Pamiętam tamten mecz - przyznaje napastnik. - Na pewno smutno, jak się to wspomina i patrzy, gdzie jestem teraz. W ogóle, smutno, że tak się to wszystko potoczyło z moim zdrowiem, ale nie było to z mojej winy. Nie mam kontuzji dlatego, że mam jakiś przemęczony organizm, tylko przez błąd lekarski, co przyznał mi lekarz w Niemczech. Straciłem przez to dwa lata. Skończyło się zdecydowanie bardziej poważnym urazem, niż początkowo się zapowiadało. Pozostaje mi teraz patrzenie, jak inni grają - kręci głową Chrapek.
Przez rok zmieniło się jednak tyle, że Chrapek wie na pewno, iż będzie próbował kontynuować karierę. - W czerwcu byłem na obozie z Lechem i wszystko było dobrze, ale później klub zabronił mi z nim trenować, więc musiałem ćwiczyć w Rehasporcie. Obecnie jestem na L4, ze względu na uraz kręgosłupa i kolana. Muszę przebywać w miejscu zamieszkania, więc spędzam cały czas w Bielsku. Czekam do końca kontraktu z Lechem i od lipca będę wolnym zawodnikiem, co pozwoli mi bez problemów znaleźć klub - wyjaśnia.
Rok temu Chrapek mówił o Lechu tylko dobrze i nie miał poznańskiemu klubowi specjalnie dużo do zarzucenia. Teraz to się zmieniło. - O, tak. Dziś już raczej bym tego nie powtórzył. Początkowo Lech był w porządku, choć nie pomagał mi w leczeniu po wypadku samochodowym i sam musiałem finansować kolejne operacje. Teraz nasze stosunki toczą się jedynie przez adwokata i w siedzibie PZPN-u. Chcę dotrzymać do końca kontraktu, a potem - jeśli wszystko będzie w porządku - jeszcze pograć dla samego siebie - dodaje.
- Nie myślę - przynajmniej na początek - o nie wiadomo jakich ligach. Chcę zacząć gdzieś niżej, spróbować, jak sobie radzę, usprawnić się i zobaczyć czy będą jakieś zapytania. Zgodę od lekarza dostałem - podkreśla.
Teraz więc, kiedy tylko może, obserwuje poczynania Podbeskidzia. - Nie wiem czy się utrzyma, bo rywalizacja jest ciężka i nikt nie chce spaść, żeby nie stracić pieniędzy, jakie są w ekstraklasie. Wiele klubów po spadku już się nie podnosi. Z Pogonią, Widzewem i Ruchem trzeba będzie walczyć do końca...
- Pamiętam tamten mecz - przyznaje napastnik. - Na pewno smutno, jak się to wspomina i patrzy, gdzie jestem teraz. W ogóle, smutno, że tak się to wszystko potoczyło z moim zdrowiem, ale nie było to z mojej winy. Nie mam kontuzji dlatego, że mam jakiś przemęczony organizm, tylko przez błąd lekarski, co przyznał mi lekarz w Niemczech. Straciłem przez to dwa lata. Skończyło się zdecydowanie bardziej poważnym urazem, niż początkowo się zapowiadało. Pozostaje mi teraz patrzenie, jak inni grają - kręci głową Chrapek.
Przez rok zmieniło się jednak tyle, że Chrapek wie na pewno, iż będzie próbował kontynuować karierę. - W czerwcu byłem na obozie z Lechem i wszystko było dobrze, ale później klub zabronił mi z nim trenować, więc musiałem ćwiczyć w Rehasporcie. Obecnie jestem na L4, ze względu na uraz kręgosłupa i kolana. Muszę przebywać w miejscu zamieszkania, więc spędzam cały czas w Bielsku. Czekam do końca kontraktu z Lechem i od lipca będę wolnym zawodnikiem, co pozwoli mi bez problemów znaleźć klub - wyjaśnia.
Rok temu Chrapek mówił o Lechu tylko dobrze i nie miał poznańskiemu klubowi specjalnie dużo do zarzucenia. Teraz to się zmieniło. - O, tak. Dziś już raczej bym tego nie powtórzył. Początkowo Lech był w porządku, choć nie pomagał mi w leczeniu po wypadku samochodowym i sam musiałem finansować kolejne operacje. Teraz nasze stosunki toczą się jedynie przez adwokata i w siedzibie PZPN-u. Chcę dotrzymać do końca kontraktu, a potem - jeśli wszystko będzie w porządku - jeszcze pograć dla samego siebie - dodaje.
- Nie myślę - przynajmniej na początek - o nie wiadomo jakich ligach. Chcę zacząć gdzieś niżej, spróbować, jak sobie radzę, usprawnić się i zobaczyć czy będą jakieś zapytania. Zgodę od lekarza dostałem - podkreśla.
Teraz więc, kiedy tylko może, obserwuje poczynania Podbeskidzia. - Nie wiem czy się utrzyma, bo rywalizacja jest ciężka i nikt nie chce spaść, żeby nie stracić pieniędzy, jakie są w ekstraklasie. Wiele klubów po spadku już się nie podnosi. Z Pogonią, Widzewem i Ruchem trzeba będzie walczyć do końca...
Polecane
Ekstraklasa