Co jeśli Patejuk strzeli bramkę? "Ostentacyjnej radości okazywać nie będę"
14.09.2012
Patejuk zagra dziś przeciwko bielszczanom po raz pierwszy. - Najbliżej byłem chyba z Ryśkiem Zajacem. Rozmawialiśmy niedawno i powiedzieliśmy sobie, że jeśli strzelę bramkę, albo on "wyciągnie" mój strzał, to nie będziemy mieć do siebie pretensji. Sporo czasu spędzałem także z Sebastianem Ziajką i Piotrem Malinowskim, ale sympatię mam do wszystkich - zapewnia gracz Śląska Wrocław.
- Teraz sentymenty na bok. Zrobię wszystko, żeby Śląsk wygrał. Jeśli będę miał okazję do strzelenia bramki, noga mi na pewno nie zadrży, choć ostentacyjnej radości okazywać nie zamierzam. Szanuję wszystkich w Bielsku, ze wszystkimi żyłem w zgodzie, z kibicami również - podkreśla.
Przyjazd "Sylwy" to Bielska jest dobrą okazją, by przypomnieć, że Patejuk nie zawsze był przy Rychlińskiego gwiazdą. Swego czasu, jeszcze gdy był napastnikiem, przegrywał rywalizację z Robertem Demjanem i Adamem Cieślińskim. - Niełatwo godziłem się z rolą rezerwowego, ale koledzy strzelali sporo bramek. Cały czas walczyłem jednak o miejsce w składzie. W pewnym momencie Adam i Robert zaczęli trafiać rzadziej, a ja dostałem swoją szansę i ją wykorzystałem - wspomina. Przed pierwszym sezonem w ekstraklasie znów powędrował jednak na ławkę.
- Czułem, że jestem w formie. Dobrze grałem w sparingach. W pierwszym meczu wszedłem z ławki i zaliczyłem asystę. A na któryś kolejny mecz w ogóle nie pojechałem. Cały czas jednak walczyłem o to, żeby grać. I w końcu dostałem szansę. To był pamiętny mecz z Legią Warszawa. Strzeliłem bramkę i to był dla mnie moment przełomowy zeszłego sezonu. Zawsze miło będę wspominał ten klub i to miasto. To tutaj stawiałem pierwsze kroki w poważnej piłce. Wspaniale było wywalczyć awans do ekstraklasy. To chyba najmilej wspominany przeze mnie moment - kończy Sylwester Patejuk.
- Teraz sentymenty na bok. Zrobię wszystko, żeby Śląsk wygrał. Jeśli będę miał okazję do strzelenia bramki, noga mi na pewno nie zadrży, choć ostentacyjnej radości okazywać nie zamierzam. Szanuję wszystkich w Bielsku, ze wszystkimi żyłem w zgodzie, z kibicami również - podkreśla.
Przyjazd "Sylwy" to Bielska jest dobrą okazją, by przypomnieć, że Patejuk nie zawsze był przy Rychlińskiego gwiazdą. Swego czasu, jeszcze gdy był napastnikiem, przegrywał rywalizację z Robertem Demjanem i Adamem Cieślińskim. - Niełatwo godziłem się z rolą rezerwowego, ale koledzy strzelali sporo bramek. Cały czas walczyłem jednak o miejsce w składzie. W pewnym momencie Adam i Robert zaczęli trafiać rzadziej, a ja dostałem swoją szansę i ją wykorzystałem - wspomina. Przed pierwszym sezonem w ekstraklasie znów powędrował jednak na ławkę.
- Czułem, że jestem w formie. Dobrze grałem w sparingach. W pierwszym meczu wszedłem z ławki i zaliczyłem asystę. A na któryś kolejny mecz w ogóle nie pojechałem. Cały czas jednak walczyłem o to, żeby grać. I w końcu dostałem szansę. To był pamiętny mecz z Legią Warszawa. Strzeliłem bramkę i to był dla mnie moment przełomowy zeszłego sezonu. Zawsze miło będę wspominał ten klub i to miasto. To tutaj stawiałem pierwsze kroki w poważnej piłce. Wspaniale było wywalczyć awans do ekstraklasy. To chyba najmilej wspominany przeze mnie moment - kończy Sylwester Patejuk.
Polecane
Ekstraklasa