Clearex - Polkowice 0-1. Ostatni zespół w lidze zatrzymał chorzowian!

14.11.2009
- To, co wyczyniał ten chłopak, było niewiarygodne. Po prostu "zamurował" bramkę! - Dawid Hajnc, zawodnik Cleareksu, chwalił golkipera gości, który niemal w pojedynkę zatrzymał chorzowian.
Kiedy "czerwona latarnia" ekstraklasy jedzie do rekordzisty pod względem tytułów mistrzowskich, faworyta można wskazać jeszcze przed rozpoczęciem konfrontacji. Boisko w Chorzowie zweryfikowało jednak te założenia i jeszcze raz udowodniło, że dzielenie skóry na nieupolowanym niedźwiedziu może zakończyć się nieoczekiwaną klęską na łowach.

Pierwsza połowa sobotniego pojedynku to "futsalowe szachy". Obie drużyny badały się i czekały na błąd rywala. Ten, przydarzył się gościom, ale z prezentu nie skorzystał Szłapa. Inna sprawa, że fantastycznie - nie tylko w tej sytuacji - zachował się bramkarz polkowiczan, Duda. Clearex najwyraźniej chciał zrobić z niego "mistrza świata", bo próby kolejno: Słoniny, Gorzały, Szłapy i Salisza nie potrafiły znaleźć drogi do siatki. - To, co wyczyniał ten chłopak, było niewiarygodne. Po prostu "zamurował" swoją bramkę! - komplementował przeciwnika Dawid Hajnc.

Outsider ograniczał się do obrony własnej "świątyni" również po przerwie, ale i atak nie był im obcy. Najpierw, po jednym z kontrataków, piłkę z linii bramkowej gospodarzy wybił Salisz. Kolejna akcja była już bardziej efektywna. Adrian Jędrzejewski dostał futbolówkę przed polem karnym i strzałem obok Ulfika doprowadził gości do euforii. - Tyle niewykorzystanych sytuacji musiało się zemścić. Bezradnie biliśmy dziś głową w mur - kręcił głową niepocieszony Hajnc.

Taktyka na resztę spotkania była prosta. "Obrona Częstochowy" przed szaleńczo atakującym Cleareksem. W dodatku z "lotnym" bramkarzem, który przez ostatnie trzy minuty starał się zmienić oblicze zawodów. Bez efektów! - Mówiąc całkiem szczerze, to nawet my nie spodziewaliśmy się takiego zakończenia rywalizacji. Grałem tu już wiele razy zarówno pucharze, jak i różnych turniejach. Po prostu... leży mi ten parkiet - skromnie przyznał bohater TPH, Grzegorz Duda, który wspólnie z kolegami z zespołu szalał z radości po ostatniej syrenie.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również