Clearex - Nova 6-5. Prezes zwycięskiej ekipy: Jesteśmy beznadziejni!
21.05.2010
Przez szacunek dla naszych Czytelników, damy sobie spokój z opisywaniem większości bramkowych akcji Cleareksu. Dość powiedzieć, że każdy z miejscowych zawodników (rzecz jasna, oprócz Aleksandra Waszki), mógł, a wręcz powinien był jeszcze w pierwszej części zawodów zdobyć przynajmniej dwie bramki! - Wiele meczów przeżyłem już w swojej karierze, ale takiego dziwnego chyba jeszcze nie. Było sporo emocji, bo i stawka pojedynku była ogromna - podkreślał Andrzej Szłapa, autor dwóch goli. - Od pierwszego gwizdka zawodów musieliśmy odrabiać straty, a dodatkowo gra w przewadze dzisiaj nam się nie kleiła - zaznaczył 35-latek.
Przed przerwą oglądaliśmy tylko jedno trafienie. Krycie odpuścił Rafał Jarzmik i Szłapa znalazł wreszcie sposób na Michała Krajewskiego. - Choć na dobrą sprawę, szans do dołożenia przynajmniej kilku goli więcej nasi rywale mieli aż nadto! Po przechwytach - mając przed sobą pustą bramkę - piłka po ich strzałach nie dolatywała jednak nawet do połowy. Michał Słonina za to, będąc sam na sam z naszym lotnym bramkarzem, Janem Janovskym, trafił wprost w niego. Dziwny to był mecz... - przyznał Błażej Korczyński, gracz Novej, kluczowa postać spotkania.
Po zmianie stron byliśmy świadkami prawdziwej wymiany ognia, a chorzowianie już po ośmiu minutach do remisu (w pierwszej potyczce przegrali 1-4) potrzebowali zaledwie jednego "oczka". Wówczas jednak sprawy w swoje ręce wziął wspomniany Korczyński, który do tej pory zmagania swojej drużyny obserwował z ławki. Pokerowa zagrywka w postaci wycofania golkipera błyskawicznie przyniosła efekty i po niespełna minucie "zabawa" rozpoczęła się od nowa. - Przestaliśmy stwarzać sobie sytuacje, więc doszedłem do wniosku, że przy naszych pięciu faulach musimy więcej utrzymywać się przy piłce - uśmiechał się popularny "Korek".
Grający w przewadze Clearex raz po raz stwarzał sobie nie stu, a dwustuprocentowe szanse! W dodatku na dogonienie przeciwnika miał jeszcze sporo czasu, ale... - Dzisiejsze zawody z całym przekonaniem mogę nazwać kompromitacją. Michał Słonina nie przychodził do tego klubu, żeby kopać się po czole. Wstyd! Jestem zażenowany poziomem jego gry - pieklił się po końcowej syrenie prezes chorzowian, Zdzisław Wolny, dla którego miniony sezon był drogą przez mękę.
- Na chwilę obecną jesteśmy beznadziejni! Naszą główną bolączką jest obsada bramki, co przekłada się na ilość i sposób, w jaki tracimy gole. Co z tego, że udało nam się wbić sześć trafień? Nova grała na wielkim luzie i gdyby potrzebowała tę potyczkę wygrać, to pewnie by to zrobiła - kręcił głową Wolny. - Faktycznie, nie byliśmy dostatecznie zaangażowani. Choć może to i lepiej? - dodał grający trener przegranej ekipy, która już za tydzień rozegra pierwszy półfinał.
Przed przerwą oglądaliśmy tylko jedno trafienie. Krycie odpuścił Rafał Jarzmik i Szłapa znalazł wreszcie sposób na Michała Krajewskiego. - Choć na dobrą sprawę, szans do dołożenia przynajmniej kilku goli więcej nasi rywale mieli aż nadto! Po przechwytach - mając przed sobą pustą bramkę - piłka po ich strzałach nie dolatywała jednak nawet do połowy. Michał Słonina za to, będąc sam na sam z naszym lotnym bramkarzem, Janem Janovskym, trafił wprost w niego. Dziwny to był mecz... - przyznał Błażej Korczyński, gracz Novej, kluczowa postać spotkania.
Po zmianie stron byliśmy świadkami prawdziwej wymiany ognia, a chorzowianie już po ośmiu minutach do remisu (w pierwszej potyczce przegrali 1-4) potrzebowali zaledwie jednego "oczka". Wówczas jednak sprawy w swoje ręce wziął wspomniany Korczyński, który do tej pory zmagania swojej drużyny obserwował z ławki. Pokerowa zagrywka w postaci wycofania golkipera błyskawicznie przyniosła efekty i po niespełna minucie "zabawa" rozpoczęła się od nowa. - Przestaliśmy stwarzać sobie sytuacje, więc doszedłem do wniosku, że przy naszych pięciu faulach musimy więcej utrzymywać się przy piłce - uśmiechał się popularny "Korek".
Grający w przewadze Clearex raz po raz stwarzał sobie nie stu, a dwustuprocentowe szanse! W dodatku na dogonienie przeciwnika miał jeszcze sporo czasu, ale... - Dzisiejsze zawody z całym przekonaniem mogę nazwać kompromitacją. Michał Słonina nie przychodził do tego klubu, żeby kopać się po czole. Wstyd! Jestem zażenowany poziomem jego gry - pieklił się po końcowej syrenie prezes chorzowian, Zdzisław Wolny, dla którego miniony sezon był drogą przez mękę.
- Na chwilę obecną jesteśmy beznadziejni! Naszą główną bolączką jest obsada bramki, co przekłada się na ilość i sposób, w jaki tracimy gole. Co z tego, że udało nam się wbić sześć trafień? Nova grała na wielkim luzie i gdyby potrzebowała tę potyczkę wygrać, to pewnie by to zrobiła - kręcił głową Wolny. - Faktycznie, nie byliśmy dostatecznie zaangażowani. Choć może to i lepiej? - dodał grający trener przegranej ekipy, która już za tydzień rozegra pierwszy półfinał.
Polecane
Futsal Ekstraklasa