Clearex - Kupczyk 3-2. Krew, pot i... komplet punktów gospodarzy

23.10.2009
- Szczęście sprzyja lepszym! - skwitował wygraną Cleareksu nad Kupczykiem Kraków zawodnik chorzowian, Patryk Piasecki, który w znacznej mierze przyczynił się do końcowego sukcesu.
"Czasami potrzebny jest mały impuls" - mawiała jedna z telewizyjnych reklam... I takim impulsem piątkowej konfrontacji okazało się wpuszczenie na plac gry 19-letniego Patryka Piaseckiego. Zawodnik z charakterystycznymi warkoczykami na głowie przed końcem pierwszej połowy wyręczył bowiem doświadczonych kolegów i zza pola karnego huknął w samo okienko bramki rywala. - Zamknąłem oczy i uderzyłem - śmiał się "Piachu", dla którego był to dopiero drugi mecz w ekstraklasie. - Z tym, że przed tygodniem wystąpiłem tylko kilka minut. Cieszę się, że teraz dostałem od trenera szansę na dłuższe pokazanie się - podkreślał gracz chorzowian.

Wcześniej postawa gospodarzy - łagodnie mówiąc - pozostawiała wiele do życzenia. W uderzeniach Hajnca i Szłapy albo brakowało "pary", albo ze swoich zadań bez zarzutu wywiązywał się Smagowicz. Znakomicie do gry wprowadził się za to Dąbrowski, który przy biernej postawie Cleareksu we własnym polu karnym otworzył wynik spotkania.

Miejscowi wyższy bieg wrzucili dopiero po przerwie. Tuż po wznowieniu piłkę otrzymał Wojciechowski, który najpierw poradził sobie z przeciwnikiem, a później nie dał szans golkiperowi z grodu Kraka. Gapiostwo Kupczyka mogło być jednak spowodowane tym, że nie spodziewali się widzieć na parkiecie tego zawodnika... Piłkarz chwilę przed przerwą w walce o piłkę rozciął łuk brwiowy, z którego polała się krew. - W spornej akcji dostałem łokciem, chociaż sędzia stwierdził, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Bardzo się cieszę, że mimo to, udało mi się zapisać w meczowym protokole - uśmiechał się Sebastian Wojciechowski.

Gdy czubkiem buta wynik podwyższył Słonina, wydawało się, że Cleareksowi nic nie przeszkodzi w zdobyciu kompletu "oczek". Szkoleniowiec krakowian wycofał jednak bramkarza i do końca pojedynku było nerwowo. Tym bardziej, że na pięć minut przed ostatnią syreną kontaktową bramkę zdobył Zagata, wpychając z bliska futbolówkę do "świątyni" Waszki.

Ostatnia minuta starcia zawstydziłaby nawet "TurboDymoMana". Obie ekipy miały kilka wyśmienitych szans do zmiany rezultatu, a akcje przenosiły się z jednego pola karnego pod drugie. Po kolejnym z kontrataków, "zastępujący" bramkarza Filipczak zagrał piłkę ręką poza polem karnym i mimo usilnych protestów ławki gospodarzy, ujrzał "tylko" żółtko. Przyjezdnym na doprowadzenie remisu nie wystarczyło już ani sił, ani czasu. - Ale do pełni zadowolenia sporo jeszcze brakuje. Przed nami dużo pracy - zaznaczył opiekun zwycięskiego teamu, Tadeusz Wolny. - Cóż, szczęście sprzyja lepszym! - rzucił z uśmiechem Piasecki.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również