Clearex - Grembach 5-4. Koncert gospodarzy zakończył kiepski utwór

19.02.2010
- Chyba zbytnio się rozluźniliśmy. Mogło się to dla nas źle skończyć - zauważył Michał Słonina. Wydawało się, że Clearex wygra pewnie, ale mało brakowało, by goście doprowadzili do remisu.
Pierwszy strzał i od razu bramka! Spotkanie dla gospodarzy ułożyło się znakomicie, momentalnie zostali jednak sprowadzani na ziemię. Hyży uwolnił się spod opieki Łuszczka i zaskoczył bezradnego Ulfika. - Tomek rozegrał dopiero drugi mecz w tym sezonie, ale oprócz kilku niepewnych wyrzutów spisał się poprawnie - ocenił Zdzisław Wolny, prezes Cleareksu.

Miejscowi nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć, a już przegrywali. Grembach w iście brazylijski sposób - tańcząc nad piłką - wykonał rzut wolny i na trybunach zapanowała konsternacja. Jednak wszystko dobre, co się dobrze kończy...

Od tej pory obserwowaliśmy bowiem koncert 5-krotnych mistrzów Polski, którzy jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Idealny, mierzony strzał Łuszczka i świetna, indywidualna akcja Michała Słoniny, ożywiły kibiców. Kiedy po zmianie stron "Słonik" i Hajnc dołożyli kolejne trafienia... - Chyba zbytnio się rozluźniliśmy. Mogło się to dla nas źle skończyć - podkreślił Michał Słonina. Przyjezdni wycofali bramkarza i średnio co 2,5 minuty niwelowali straty.

Pozostając przy terminologii muzycznej, ostatni utwór w wykonaniu gospodarzy był kiepski... - Do remisu zabrakło naprawdę niewiele. Dopuściliśmy jednak do takich sytuacji, które w ekstraklasie nie mają prawa się zdarzyć - kręcił głową Krzysztof Kuchciak, szkoleniowiec gości.

- Pięć zdobytych goli to nasz drugi wynik pod względem skuteczności w obecnych rozgrywkach - cieszył się młodszy z braci Słonina, który myślami wybiegał już do następnego starcia z Novą Katowice. W nim Clearex najpewniej będzie musiał sobie radzić bez Andrzeja Szłapy, który naciągnął mięsień przywodziciela.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również